Holding BRW skupia wokół siebie ponad 20 spółek o
przeróżnych nazwach i nieco skomplikowanej strukturze - zależnych,
outsourcingowych, współpracujących. Na pierwszy rzut oka łączą je
tylko barwy zawarte w logo: czarny, czerwony i biały. Trzy kolory
co roku notują wspólnie ponad 15-procentowy wzrost zatrudnienia -
obecnie pracuje tam ponad 5 tyś. osób (w samym BRW SA - tylko
800).
Wojciech Surmacz
rupa
BRW jest właściwie samowystarczalna. W jej strukturach, prócz 10
fabryk, znajdują się m.in.: drukarnia, agencja reklamowa i firma
spedycyjna: w zasadzie podmioty z wszystkich obszarów biznesowych,
których usługi są potrzebne spółce matce.
- Niczego w ten sposób nie ukrywamy. Nasza struktura wynika z
racjonalnego podejścia. Łatwiej przecież zarządzać grupkami
kilkuset czy klikudziesięciu osób niż kilkoma tysiącami naraz -
tłumaczy Marek Pokarowski, wiceprezes zarządu BRW.
Najbogatszy na Lubelszczyźnie, ma w dyspozycji ponad 800 min zł!
Jak to zrobił i dlaczego się ukrywa?
Temat: "Sukcesy świadków
Jehowy w życiu zawodowym" - grupa dyskusyjna: pl.soc.religia,
data: 2002-08-21 05.54.06 PST.
"Czy możliwe są jakieś bardziej znaczące sukcesy, np. zawodowe,
wśród wyznawców religii, która przez wielu wytykana jest jako
SEKTA i to w dodatku destrukcyjna, a ludzi przystępujących do SJ
niektórzy oceniają niezbyt pochlebnie... Każdy wie w jaki
sposób... Pomyślałem, że jeśli można się czymś poszczycić, to
dlaczego tego nie zrobić. Każdy kto wie o takich przykładach może
napisać.
Na przykład znana w całej (chyba) Polsce firma meblowa z Biłgoraja
o nazwie Black Red White produkująca i sprzedająca całkiem fajne
meble należy właśnie do świadka Jehowy. Kilka miesięcy temu można
było nawet o jej obrotach poczytać na Liście najbogatszych firm w
Polsce publikowanej przez ''Gazetę Wyborczą'';. Chyba nie skłamię
jeśli też dodam, że jakieś 50 proc. pracowników (produkcja i
sprzedaż w sklepach firmowych BRW) należy właśnie do świadków
Jehowy (...)
Pozdrawiam,
Wnikliwy do bólu Jan Raft".
ywołany
do tablicy: Tadeusz Chmiel, 58 lat. Właściciel meblowej potęgi
Black Red White z Biłgoraja. Najbogatszy człowiek na
Lubelszczyźnie. 12 na liście stu najbogatszych Polaków tygodnika
"Wprost". Od roku 1999 awansował o 14 oczek. Jego majątek
szacuje się dzisiaj na 810 min zł!
Elegancko zrugany
Znajomi i mieszkańcy rodzinnego Chmielka mówią o nim Tadek. W
Gminnym Domu Kultury w Łukowej podobno do dziś stoją meble, które
wykonał w swej stodole. Rok temu jeden z jego kontrahentów
opowiadał w reportażu "Kroniki Tygodnia" (zamojski tygodnik):
"Pierwsze meble robił ręcznie. Potem konstruował maszyny. Sam
wszystko wymyślał. Ostatnio przywieźli z Niemiec jakąś nowoczesną,
bardzo drogą obrabiarkę. Inżynierowie głowili się, jak ją
poskładać. Przyszedł Tadek, zakasał rękawy i ją poskładał.
Powiedział, że to nie z instrukcją, ale na logikę trzeba było."
Chmiel jest w swoim regionie darzony dużym szacunkiem. Nazwa firmy
lub nazwisko milionera zwykle wywołuje na twarzy rozmówców (tych,
którzy mieli - nawet pośrednio - kiedyś z nim do czynienia) jakiś
błogostan. I zazwyczaj milczącą refleksję.
- Black Red White? Tadek Chmiel! Pisze pan o nim? O! To ciekawe...
Noo... Taaak... Bardzo porządny człowiek. Skromny, rozsądny i
dobry. Będzie panu ciężko. "Tam" wszyscy strasznie są "za nim".
- Gdzie?
- No w Chmielku, Biłgoraju, w regionie. Kiedyś się nawet
zapowiadało, że będę "z nimi" blisko, ale w końcu zrezygnowałem...
Ale na własne życzenie. "Oni" byli w porządku - opowiada człowiek,
który swego czasu planował współpracę z Black Red White.
- Jaki jest Tadeusz Chmiel? Zna go pan?
- Ja nie, ale znajomy... Pracuje tam. Mówi, że to niespotykanie
skromny człowiek. Nic więcej nie wiem - niedoszły współpracownik
BRW wpada w zadumę.
Ciężko znaleźć kogoś spoza BRW, kto miał kiedyś - choćby wzrokowy
- kontakt z Tadeuszem Chmielem. On sam jak ognia unika publicznych
wystąpień i - przede wszystkim - mediów. Dwa lata temu miesięcznik
"Profit" (nr 08/02) napisał o nim: "Fotografować się nie pozwala,
wywiadów nie udziela". Obecność biznesmena z Chmielka w polskich
środkach masowego przekazu ogranicza się do odredakcyjnych opisów
bez autorskich wypowiedzi milionera. Nawet w rankingu "Wprost" nie
ma jego zdjęcia.
hmiel
tak pieczołowicie chroni prywatności, że o jego głębokim kamuflażu
krążą opowiastki. Jedna z nich głosi, że razu pewnego zrugali go
jego pracownicy, bo się pałętał po hali produkcyjnej w Biłgoraju.
I gdyby nie wścibski charakter Małgorzaty Bzówki, reporterki
"Kroniki Tygodnia", być może nie znalibyśmy nawet prostej
charakterystyki postaci bogacza anonima spod Biłgoraja. Z jej
relacji wynika, że to człowiek o szczupłej, wysportowanej
sylwetce. Skromnie, ale elegancko ubrany. No i te skarpetki -
doskonale dopasowane do koloru spodni, nawet w czasach, gdy
biznesmeni chodzili w tych z białego frotte... Przyjemny, niski
głos. Tak zapamiętała go przed laty, gdy - jak pisze - "fartem"
wraz z redakcyjną koleżanką udało jej się wejść do zakładów Black
Red White i przez chwilę z nim pogadać. Rok temu, kiedy pisała
reportaż o "Blacku" (tak potocznie nazywa się firmę Chmiela), już
nie było tak łatwo. Z dużym trudem zdobyła numer jego komórki. Ale
Chmiel na zadane pytania nie odpowiedział. Podobny PR najczęściej
stosowali jego dyrektorzy i najbliższa rodzina. "Nie będę nic
mówić na temat syna. Pytajcie ludzi, oni wiedzą najlepiej" -nie
chciała z nią również rozmawiać matka Tadeusza Chmiela.
Żadnych skojarzeń
Piątek. Południe. Główna siedziba Black Red White przy ulicy
Krzeszowskiej 63 w Biłgoraju. Budynek prostokąt - nic
szczególnego. Wewnątrz sterylnie, skromnie, świeżo. Robert Sołowij,
zastępca dyrektora ds. marketingu i reklamy Black Red White,
spokojnie prowadzi na spotkanie z przedstawicielami zarządu
spółki. W gabinecie czekają: Robert Skwarek, wiceprezes (młody,
milczący, lekko spięty), i Marek Pokarowski, też wiceprezes
(starszy, wygadany) - ten od razu przejął inicjatywę:
- Skąd pan wynalazł te pytania?
- Każda firma ma coś w sobie. W waszym wypadku okazało się, że to
wyznanie...
- A zgodzi się pan ze mną, że kluczem do sukcesu każdej firmy są
przede wszystkim ludzie!? - Zgodzę się.
- I ma pan rację! Przyczyną naszego sukcesu są ludzie! Schodząc na
temat wyznania, trzeba by go krótko uciąć. Nie ma sensu się
rozwodzić! Ech! To sprawy natury prywatnej. Oczywiście, jeżeli
ktoś jest na świeczniku, czyli polityk, artysta, biznesmen, no to
się i pisze... Ale wszystkie informacje, które pan zdobył, musimy
zdementować! To mity! Oprócz tego, że główny akcjonariusz jest
takiego wyznania, a nie innego... I tu nie ma sensu zaciemniać
rzec zywistości... Nigdy jednak w historii naszej firmy kryteria
wyznaniowe nie miały znaczenia!
- I nie mają - bąknął Robert Skwarek.
- Wręcz odwrotnie! Istnieje niepisany zakaz kierowania się tego
typu kluczem! Z prostej przyczyny: by nikomu nie dać asumptu do
jakichś domniemywań! Zdajemy sobie sprawę, że różne mity krążą...
Dlatego je dementujemy: w działalności gospodarczej nie kierujemy
się względami ani wyznaniowymi, ani ideologicznymi, ani
politycznymi! Unikamy jakichkolwiek
skojarzeń! - mruga okiem prezes Pokarowski (taki tik nerwowy).
- Czy to z powodu wyznania pan Chmiel unika mediów, nie pokazuje
się publicznie, nie obnosi się ze swoim bogactwem?
- Myślę, że nie. To znaczy... Po części, na pewno tak. Ale nie
jest to istotą sprawy. Jest, jaki jest. Wie pan, ja na przykład
pochodzę z tej samej wsi co pan Chmiel - 20 km stąd. Stamtąd się
wywodzimy i... Nie znamy wielkiego świata! Nie brylujemy na
salonach! I nas to wcale nie pociąga!
- I mimo to dobrze wam idzie...
- Nie mimo to! Właśnie dlatego! Bo gdybyśmy chcieli robić biznesy
dzięki układom, przypodobaniu się politykom, to co wtedy
musielibyśmy zrobić? Właśnie brylować gdzieś tam w Warszawie. A my
robimy wszystko dzięki ciężkiej pracy. Wyłącznie! A pan Chmiel?
Powtarzam: jaki jest, taki jest... Nie jest człowiekiem światowym,
bo nie urodził się na salonach - tak? Od dzieciństwa na nich nie
bywał i prawdopodobnie nie jest mu to dzisiaj potrzebne.
- I to wszystko?
- I to wszystko.
Wielce niechętni
Od 5 maja 2004 r. staraliśmy się umówić na spotkanie z
właścicielem i władzami spółki Black Red White. Po kilku
tygodniach przepychanek z szeregowymi pracownikami, nawiązaliśmy
kontakt z Robertem Sołowijem, zastępcą dyrektora ds. marketingu i
reklamy Black Red White. Zapewnił, że o wszystkim poinformuje
"górę" i oddzwoni. Nazajutrz okazało się, że niestety, Tadeusza
Chmielą nie ma obecnie w kraju, za to chęć spotkania się wyraził
Stanisław Bosak, prezes zarządu spółki. Pozostała kwestia daty -
bo "prezes jest bardzo zajęty, proszę czekać na telefon". I tym
razem Robert Sołowij dotrzymał słowa - zadzwonił... Z wiadomością,
że prezes Bosak - jednak - niechętnie rozmawia z mediami. Chodzi o
ochronę prywatności.
- To nici ze spotkania?
- Nie. Proszę przyjechać do Biłgoraja! Odpowiem - w miarę
możliwości - na wszystkie pytania. Tylko muszę się przygotować...
Proszę je przysłać - uprzejmie poprosił wicedyrektor Sołowij.
28 maja trafił do niego list:
"Dzień dobry,
Polski kapitał, efektywny styl zarządzania, świetne wyniki
finansowe i to 'coś' wyjątkowego, co decyduje o sukcesie firmy.
(...) W przypadku Black Red White tym 'czymś' wyjątkowym jest -
nazwijmy to - charakter wyznaniowy firmy. Pan Tadeusz Chmiel -
właściciel firmy - jest świadkiem Jehowy, a i większość osób
zatrudnionych w BRW to członkowie tej grupy wyznaniowej. W branży
meblarskiej panuje przekonanie, że to duchowa dyscyplina, czystość
i uczciwość (...) - cechy charakterystyczne i eksponowane przez
Świadków Jehowy - decydują o sukcesie firmy. (...) szefowie BRW
nie wynoszą się nad innych - ze względu na ochronę prywatności, a
szczególnie wartości wyznawanej wiary. A szkoda, bo jak stwierdził
jeden ze świadków Jehowy, jest się czym chwalić!
Pytania:
1. Jak powstawała firma (skąd pomysł na produkcję mebli)?
2. Czy od początku budowano ją na bazie świadków Jehowy?
2. Zmiany w strukturze własnościowej firmy na przestrzeni lat - od
powstania do dzisiaj.
3. Obroty spółki - jw.
4. Struktura zatrudnienia w BRW - w poszczególnych latach, udział
procentowy świadków Jehowy.
5. Rozwój infrastrukturalny firmy - liczba zakupionych zakładów
produkcji, powierzchni magazynów, wielkość produkcji w latach.
6. Jak BRW funkcjonuje w obecnych warunkach - jak wypada
konfrontacja podstawowych zasad
życia w zgodzie z wyznaniem Świadków Jehowy z brutalnym obrazem
polskiej rzeczywistości gospodarczej?
8. Charakterystyka eksportu BRW w latach (kierunki ekspansji).
9. Plany rozwoju i strategii Black Red White w realiach unijnych.
10. Czym jest sukces biznesowy w życiu świadka Jehowy (na
przykładzie Tadeusza Chmiela)?
11. Jak reagują partnerzy biznesowi BRW na wiadomość o
"wyznaniowym" charakterze firmy (w Polsce i za granicą)?
12. Czy wyznanie ma znaczenie w doborze kontrahentów?
13. Czy w Polsce istnieją firmy prowadzone przez Świadków Jehowy,
które władze spółki BRW mogłyby zarekomendować?
14. Czy BRW wspiera działalność misyjną?
14. Czy zarząd Black Red White - w formach zarządzania i w ogóle
prowadzenia biznesu - czerpał wzorce z przedsięwzięć gospodarczych
Świadków Jehowy w USA - jeżeli tak, to z jakich?
16. Czy pracownicy, zarząd i właściciele BRW spotykali się w
Polsce z dyskryminacja wyznaniową - również na polu biznesowym?"
wa
dni po otrzymaniu korespondencji Robert Sołowij umówił spotkanie:
Biłgoraj, 4 czerwca (godz. 12.00), główna siedziba Black Red White
("będą obecni przedstawiciele zarządu spółki").
Same superlatywy
Black Red White to jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm
w Polsce. Wartość rynkowa jej kapitałów własnych wyceniana jest
teraz na 925 min zł! Przychody ze sprzedaży - 975 min zł! Od kilku
lat lider rodzimej branży meblowej - na I miejscu w rankingu
branżowego miesięcznika "Meble Plus". 7 pozycja pośród 100
najcenniejszych firm prywatnych w Polsce - zestawienie "Businessman
Magazine" z maja 2003 r. 77 miejsce wśród najcenniejszych polskich
firm (klasyfikacja "Newsweeka" z kwietnia 2004 r.). Właściwie nie
ma w polskich mediach biznesowego rankingu, w którym trzy kolory z
Roztocza nie prezentowałyby się imponująco.
Dumny jest z tego Janusz Rosłan, burmistrz Biłgoraja. Przyznaje:
to szczęście mieć u siebie taką potęgę. BRW w samym Biłgoraju
zatrudnia ponad 700 osób. A każda hala produkcyjna czy magazyn "Blacka"
to podatek od nieruchomości, a zatem - dochody urzędu. Ostatnio
firma chyba miała bardzo dobry rok, bo przyznała miastu darowiznę
(450 tys. zł) - na remont mieszkań komunalnych, w których
mieszkają najubożsi. Dzięki temu w 18 lokalach trwają prace.
- O tej firmie złego słowa powiedzieć się nie da! Nie było żadnych
afer, kapitał początkowy powstawał uczciwie. A o panu Chmielu? No
cóż... Ma dużą wrażliwość społeczną. Nie miałem jeszcze okazji z
nim porozmawiać. Ale - z tego, co wiem - jest człowiekiem bardzo
skromnym. Dorobił się wszystkiego własnymi rękami - mówił
burmistrz z przekonaniem.
- BRW to firma świadków Jehowy... Uważamy, że warto o tym napisać.
Co pan o tym myśli?
Janusz Rosłan zaciągnął się papierosem:
- Jestem człowiekiem tolerancyjnym, katolikiem: wyznanie jest
nieistotne. Dla mnie świadek Jehowy jest takim samym partnerem,
jak i każda inna osoba. Prywatnie mogę powiedzieć, że - porównując
świadków Jehowy i katolików - zauważam, że świadkowie trzymają się
razem. Widać u nich tę wspólnotę. Cały czas. My zapominamy, że
jesteśmy wspólnotą także wychodząc z kościoła... Być może to
odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat firma świadków Jehowy odnosi
sukcesy. Jeden drugiemu rzeczywiście pomaga. I jeszcze jedno: nie
sądzę, by pan Chmiel kierował się kluczem wyznaniowym! W "Blacku"
dominuje profesjonalizm - podkreślił zmieszany.
A co w branży? Też różowo!
Andrzej Piątkowski, szef ogólnopolskiej sieci salonów meblowych
Domo Faber, uważa, że BRW to firma świetnie zarządzana. Choć nie
jest bezpośrednio powiązany z "biłgorajskim tygrysem" (sprzedaje
głównie produkty firmy matki - Adriana, jednego z największych w
Polsce producentów mebli), kadzi "bez opamiętania".
- Na szczęście nie musimy z nimi konkurować, tylko współpracujemy.
Świetny marketing! Same superlatywy! Najbardziej ich cenię za
perfekcyjną ocenę potrzeb klienta! - nie szczędzi komplementów
Piątkowski.
- Zna pan tajemnicę Tadeusza Chmiela?
- Nie. Z BRW mam kontakt raczej poprzez średni menedżment. Ale, na
pewno nie jest to ktoś przeciętny, skoro wymyślił Black Red White.
Trzeba uszanować jego prywatność...
Z szacunkiem do sukcesu trójkolorowej firmy podchodzi też Mirosław
Tomczak, kierownik marketingu HM Helvetia Meble z Wieru-szowa -
bezpośredniego konkurenta BRW.
- Ciągle się zastanawiamy: jak oni to robią! Ja nie wiem! Może
trochę niższa jakość? I taniej sprzedają? - docieka.
Zapytany o charakter wyznaniowy "Blacka" odpowiada, że
rzeczywiście dochodzą go takie słuchy - również o tym, że to
amerykański kapitał. Słyszał to jednak od osób trzecich, więc nie
może potwierdzić...
- Ale coś w tym jest! - dodaje.
Ramy wolności
- To teraz zacznijmy od Adama i Ewy. Co było na początku?
- W roku 1991 pojawiła się ustawa o działalności gospodarczej,
można było rejestrować firmy. Wtedy powstała firma pod nazwą Black
Red White. Ale sam pomysł produkcji mebli powstał dużo wcześniej.
Pan Chmiel ma taką duszę troszeczkę... Jakby to nazwać?
Artystyczną!
- Był z zawodu stolarzem?
- Nie. Ale takie predyspozycje miał - i ma do tej pory. W
projektowaniu mebli, konstruowaniu, wymyślaniu nowych wzorów.
Jeszcze za komuny zaczął prowadzić mały zakładzik. Potem czasy się
zmieniły i można było rozpocząć działalność. Od 1991 roku firma
działa jako Black Red White. Skąd nazwa? Z niczym się nie kojarzy.
To było na zasadzie gry słów. Wtedy nasze wyroby łączyły kolory:
czarny, czerwony i biały. I ktoś powiedział: jeżeli robimy meble z
trzech kolorów, to nazwijmy je po angielsku. Nikt nie będzie
wiedział, czy to firma krajowa, czy kapitał może zagraniczny? I
tak zostało. Wtedy to było przecież na zasadzie wpisu do ewidencji
gospodarczej - mówi Marek Pokarowski - już spokojny, Robert
Skwarek - wciąż milczy.
- I co dalej? Dlaczego spółka zaczyna się rozrastać?
- Dwa kluczowe czynniki miały na to wpływ i wciąż mają: popyt (na
rynkach wschodnich i w kraju) i ludzie! Proszę pamiętać, że te
regiony są typowo rolnicze. Tutaj ludzie uprawiali dość
intensywnie tytoń, który wymaga ogromnego nakładu pracy. Czyli
byli przyzwyczajeni do ciężkiej roboty! A zatem jest rynek zbytu -
wszyscy czekają na towar, no i ludzie są bardzo wydajni, szybko
potrafią się przestawić z produkcji rolnej na produkcję mebli. To
wszystko można dograć, by się rozwijać!
- Jak?
- Akumulacja zysku! Nieprzejadanie go! Inwestowanie w dobra
kapitałowe!
- To ile rocznie wydajecie na inwestycje?
- Około 30 min USD.
- A rynki europejskie - planujecie ekspansję?
- Byliśmy tam i jesteśmy... - rzuca lakonicznie Skwarek.
- A konkretniej?
- Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry, Chorwacja, Austria, Francja...
Po wejściu do Unii uproszczono procedury celne. Dzięki temu
zmniejszają się koszty transportu, nasz towar będzie jeszcze
tańszy.
- Macie w ogóle jakieś problemy?
- Co będę panu opowiadał? O branży? Że jak był popyt 2 miesiące
temu, to wszystkim na rynku płyty wiórowej brakowało? Bez sensu! A
w kraju? Wiadomo, jak jest... - śmieje się już rozluźniony
Pokarowski.
- Nie lubicie narzekać?
- W naszej sytuacji narzekanie byłoby grzechem. Najważniejsze, by
były zapewnione pewne ramy wolności osobistej i działalności
gospodarczej. Rynek wszystko zweryfikuje! Bo jak sobie nie radzisz
w biznesie, to zajmij się malowaniem obrazów. Może tam jest twoje
miejsce? Nic na siłę! A swoją drogą... Wie pan, dlaczegośmy
zarezerwowali dla was czas? Żeby udowodnić, że nie mamy nic do
ukrycia! - rozkłada ręce Marek Pokarowski.
- A ja w dalszym ciągu żałuję, że pana Chmiela nie ma.
- Już mówiliśmy: jest skromnym człowiekiem!
- Miejmy nadzieję, że naprawdę istnieje.
- A ja mam przygotowaną taką formalną odpowiedź dla pana. Wie pan
co? W spółce akcyjnej od prowadzenia rozmów biznesowych i
reprezentowania interesów jest zarząd. Akcjonariusz? On wręcz nie
ma nic do powiedzenia, prawda?
Poszukujący
rezesi
BRW poszli pracować: szukać nowych rozwiązań, strategii, budować
sukces. Po fabryce - tuż obok niewielkiego biurowca - oprowadzał
Robert Sołowij. Wszędzie porządek. Wszystko na swoim miejscu.
Robotnicy w czerwonych uniformach, od czasu do czasu zerkali
podejrzliwie sponad maszyn - pewnie mieli ochotę nas zrugać...
Ciekawe? Może wtedy, gdzieś wśród nich stał zagadkowy Tadek i
śmiał się w duchu z naszej bezsilności? A może kurtuazji?
Osoba duchowna z parafii rzymskokatolickiej, do której należy
Chmielek, powiedziała, że czasami nie warto przekraczać granicy
prywatności ludzi - nawet milionerów.
-
Tadek? Ma własny świat. Wrażliwa dusza. Lepiej dać mu spokój...
- Znacie się?
(dziwny uśmiech)
- Przecież to świadek Jehowy.
- Ja bym się nie zgodził...
- Jak to?
- Jego rodzina to rzeczywiście świadkowie. Ale o nim powiedziałbym
raczej: człowiek poszukujący...
- A Black Red White?
- Tam się nie liczy wyznanie! - oburzenie księdza wzbudziło proste
skojarzenie.
- Jak
prezesi...
- W biznesie nie ma sentymentów! Tam po prostu pracują
profesjonaliści. Wielu dyrektorów "Blacka" widziałem w kościele -
wzorowi katolicy! A dlaczego ta firma odnosi takie sukcesy?
- No właśnie!
- Bo tam się nie kradnie, wszyscy ciężko pracują i wiedzą, że
zawsze mogą liczyć na Tadka. A że się nigdzie nie pokazuje? Że o
firmie się mało mówi? A po co?! Żeby konkurencja miała co czytać?
- zaskoczył - marketingowym podejściem do sprawy - duszpasterz.
Opublikowano na Brooklyn Spółka Bez
Odpowiedzialności, sierpień 2004