"Simon mówi" to gra, w którą
zwykle bawią się dzieci; jest to coś w rodzaju naśladowania
lidera. Jednakże czasami - kiedy grają w nią dorośli - ma poważne
konsekwencje. Ten artykuł mówi o takich właśnie konsekwencjach,
które można zaobserwować u Świadków Jehowy.
Tłumaczenie ''Łukasz''
Źródło artykułu:
http://watchtower.org.pl/forum/index.php?showtopic=492&st=0&#entry3048
Nie tak dawno temu w tym Biuletynie [Bethel Ministries Newsletter]
poruszano już temat wykluczenia, więc prosimy o wyrozumiałość,
jeśli pojawią się tutaj pewne powtórzenia. Być może po
przeczytaniu listów, jakie nadeszły po ukazaniu się wcześniejszego
materiału zrozumiesz potrzebę ukazania się kolejnego artykułu. Są
czasami dni kiedy trudno powstrzymać łzy czytając te listy i
dostrzegając płynący z nich ból i cierpienie, którymi
doświadczanych jest tak wiele osób opuszczających Strażnicę.
Jak wiadomo, Świadków Jehowy spokrewnionych z kimś takim zachęca
się do traktowania go gorzej niż obcego. Wyrzutek ma być unikany
jak gdyby nie istniał, a postępowanie wobec niego jest pozbawione
ludzkiej uprzejmości i współczucia. Dla osób nie związanych ze
Strażnicą takie traktowanie jest szokujące. Mało tego, jest to coś
całkowicie odmiennego od zalecenia, jakie Jezus nakazał
przestrzegać swoim uczniom. On powiedział, będziemy rozpoznawać
ich po miłości (1 Jana 13:35).
Poniżej podajemy przykład traktowania jakie spotkało pewnego
mężczyznę, który zrezygnował z przynależności do Towarzystwa
Strażnica kiedy zrozumiał, że nie ma ono "prawdy". Jego żona
rozwiodła się z nim po opuszczeniu przez niego TS. Miał on poważny
wypadek samochodowy i spędził wiele tygodni w szpitalu z powodu
rozległych obrażeń. Pisze on:
Moja była żona nie pozwoliła dzieciom
zadzwonić, by się dowiedziały jak się miewam czy nawet wysłały mi
pocztówkę. Nikt ze Świadków Jehowy nigdy nie przyszedł ani nie
napisał listu, żeby się przekonać co się ze mną dzieje. Zostałem
jednakże pobłogosławiony pewnymi dobrymi chrześcijańskimi
przyjaciółmi, którzy do mnie dzwonili i odwiedzali w szpitalu.
Inny list pochodzi od pewnej pani, która nie była nigdy Świadkiem
Jehowy. Jej córka została Świadkiem. "Zbrodnia" tej pani polegała
na byciu chrześcijanką i uczęszczaniu do chrześcijańskiego
kościoła. Napisała takie oto łamiące serce słowa:
"Przestała mnie odwiedzać i nie
przyprowadzała też do mnie wnuków. Proszę mi powiedzieć co mogę
zrobić?"
W jeszcze innym liście czytamy: "Po moim
wykluczeniu cała moja rodzina nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
Nie mogę widywać się z córką lub z jej dziećmi. To trwa już 5 lat".
Pewien mężczyzna z Florydy pisze: "Mam
cztery córki i nie widziałem ich już trzy lata. One są Świadkami
Jehowy". Młoda kobieta z Chicago napisała niedawno:
Niezwykle trudno jest moim dzieciom
zrozumieć dlaczego nie mogą iść na pogrzeb swojej babci. Ona
zmarła jako Świadek Jehowy i cała rodzina jest Świadkami.
Powiedziałam im, że nie możemy iść ponieważ zostałam wykluczona.
Ale one naprawdę tego nie pojmują.
Dlaczego ta tak zwana Biblijna organizacja ma tak niebiblijne i
bezlitosne zasady rozrywające więzi rodzinne? Zastanówmy się raz
jeszcze nad ich wyjaśnieniami opartymi na różnych wydaniach
czasopisma Strażnica. Już w roku 1963 oznajmili:
Prócz tego wykluczenie ze społeczności
jest dla wszystkich w zborze ostrzegawczym przykładem, na którym
mogą poznać przykre następstwa nieposzanowania praw Jehowy. Paweł
powiedział: „Grzeszników napominaj wobec wszystkich, aby inni się
lękali.” — 1 Tym. 5:20. (The Watchtower z 1 lipca
1963, s.411 [Strażnica nr7 z 1964])
Chociaż wykluczanie nie okazujących skruchy rażących grzeszników
jest biblijnie uzasadnione (1 Kor. 5:13), to TS wyłącza każdego,
kto nie zgadza się z najdrobniejszym elementem polityki lub
nauczania Strażnicy; z tego powodu przez wielu postrzegani są jako
sekta. Bycie wykluczonym przez starszych z ramienia Strażnicy
(nawet za pomniejsze doktrynalne zagadnienia) oznacza bycie
całkowicie odciętym od dobrych stosunków także z Bogiem:
Odłączenie od organizacji oznacza
wielkie nieszczęście. Wykluczenie z społeczności oznacza
oddzielenie zarówno od widzialnej organizacji Bożej na ziemi, jak
również od Jehowy i Jego życzliwości. Wykluczenie ze społeczności,
którego zbór dokonuje, potwierdza tylko to, co się już odbyło w
niebie. Widzialni słudzy Boży [starsi] przez to zarządzenie
pokazują, że uznają to, co uczynił Jehowa z nieba.
(kursywa dodana)
Jeśli ktoś jest wykluczony ze
społeczności, jest on odłączony od zboru. Zbór nie ma z nim nic
wspólnego. Członkowie zboru nie podają jemu ręki jako oznaki
społeczności. Nie mówią mu nawet „dzień dobry” lub „do widzenia”.
(The Watchtower z 1 lipca 1963, s.411,412 [Strażnica
nr7 z 1964])
[Członkowie zboru] nie prowadzą z nimi
ładnych rozmów; w żaden sposób nie zwracają na nich uwagi. Jeżeli
osoba, którą wykluczono ze społeczności, próbuje rozmawiać z
innymi osobami ze zboru, powinny one po prostu pozostawić ją i
odejść. W ten sposób dana osoba odczuje powagę swego grzechu.
(...) Osoba, którą wykluczono ze społeczności, uczyni dobrze, gdy
zaraz sama zwróci uwagę takiemu niepoinformowanemu, że rozmowa nie
byłaby na miejscu. (The Watchtower z 1 lipca 1963,
s.413 [Strażnica nr7 z 1964], kursywa dodana)
A co z więzami krwi? The Watchtower z 15 lipca 1963 roku
odpowiada na to pytanie szczegółowo. Rozpatrzono tam więzy
rodzinne osób nie mieszkających pod jednym dachem oraz rodziny
żyjące wspólnie. Położono nacisk, że jeśli nie mieszka się
wspólnie w tym samym domu, można się z taką osobą kontaktować
wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Zwróćmy uwagę na ich
słowa. W artykule "Odpowiedzialność rodzinna i utrzymywanie w
czystości wielbienia Jehowy", odniesiono się do krewnych nie
mieszkających w jednym domu:
A jak się zachować, jeśli ktoś wydalony
ze zboru Bożego złoży nieoczekiwaną wizytę u swego oddanego Bogu
krewnego? Co powinien chrześcijanin w tym wypadku zrobić? Jeśli to
jest pierwsza wizyta, to oddany Bogu chrześcijanin - gdy mu na to
pozwala jego sumienie - może tym razem okazać wykluczonemu zwykłą
uprzejmość, jaką się okazuje wobec członków rodziny. Ale nie musi
tego zrobić. Jeśli już jednak taką uprzejmość okazuje, to powinien
dać winowajcy do zrozumienia, że takie odwiedziny nie mogą wejść w
zwyczaj. (...) Ekskomunikowany krewny powinien więc zrozumieć, że
teraz nie jest tak mile widziany, jak przedtem, gdy jego
postępowanie wobec Jehowy było właściwe. (The Watchtower
z 15 lipca 1963, ss.443,444 [Strażnica nr14 z 1964])
Następnie The Watchtower nawiązuje do traktowania
wykluczonego małżonka, który mieszka pod tym samym dachem:
Jeśli jednak ekskumunikowany mąż obstaje
przy tym, że będzie mówić modlitwę przy posiłkach, to oddani Bogu
członkowie rodziny nie mówią do tego „amen”. Również nie powinni
tworzyć kręgu, podając sobie przy tym ręce, jak to jest niekiedy w
zwyczaju. Takie postępowanie byłoby przejawem społeczności
duchowej. Mogą jednak skłonić głowy i sami zwrócić się do Jehowy z
cichą modlitwą. (The Watchtower z 15 lipca 1963,
s.446 [Strażnica nr14 z 1964])
Ale uwaga! Czyżby "nowe światło" od Jehowy? Dziesięć lat później
Bóg jak gdyby zmienił swój stosunek i zasady wobec wyłączonych ze
społeczności i zadecydował okazywać im więcej miłości i
miłosierdzia. Zwróćmy uwagę na artykuł ze Strażnicy z 1
sierpnia 1974 zatytułowany "Maintaining a Balanced View Toward the
Disfellowshiped One":
Starsi po zborach, a także poszczególni
ich członkowie, powinni się więc wystrzegać przybierania postawy
zbliżonej do tej, którą zalecali pewni żydowscy autorzy rabiniczni
w stosunku do pogan, traktując ich jak prawdziwych wrogów.
(The Watchtower z 1 sierpnia 1974, s.467 [Strażnica
nr22 z 1974])
Właściwe jest nienawidzenie zła, którego
dopusciła się wykluczona osoba, nie byłoby dobre nienawidzenie tej
osoby ani traktowanie jej w nieludzki sposób. (The
Watchtower z 1 sierpnia 1974, s.467)
...nie "łączenie się towarzysko" z daną
osobą albo traktowanie kogoś takiego jak "człowieka z narodów" nie
powinno powstrzymywać nas od bycia grzecznymi, uprzejmymi,
liczenia się z innymi i okazywania ludzkich odruchów.
(ibid., s.468)
Jednakże nawet podczas tego okresu liberalizacji praktykowane było
unikanie (w formie powstrzymywania się od okazywania takiej osobie
ciepłych uczuć):
...Jak zatem rodzice mogą wprowadzać w
życie nakaz o karceniu swoich dzieci w zgodzie ze Słowem Bozym,
gdy jedno z ich dzieci jest wykluczone? Nadal mogą uzywać Słowa
Bożego lub innych publikacji omawiających Biblię w szkoleniu syna
lub córki, ale wtedy posługują się nimi w celu korygowania, jednak
nie mają oni z nim takich dobrych duchowy więzi jak to się
dzieje w przypadku innych dzieci. Jak to robić, rodzice
zadecydują sami. Nie ma potrzeby okazywać wtedy nieuprzejmości,
ale nie ma miedzy nimi a wykluczonym synem czy córką takich
samych chwalebnych więzi duchowych, jakie przyznają innym.
(ibid., s.470; kursywa dodana)
Mozna sobie jedynie wyobrażać, jak to "specjalne traktowanie"
wpływało na takie nieszczęsliwe dziecko.
Simon mówi . . . "Usztywnij
stanowisko".
Czytanie wypowiedzi o byciu "uprzejmym i okazywaniu ludzkich
odruchów" brzmi jakby Bóg się rozmyślił i zaczął odczuwać litość i
współczucie wobec błądzących. Ale - co smutne - nie było to
trwałe. Jehowa, według Towarzystwa Strażnica, powrócił do "starego
światła" jako "nowego światła". I znowu przyniosło ono wyłączonym
niemiłosierną, niewspółczującą nienawiść. The Watchtower z
1 stycznia 1983 oskarżyła każdego, kto został wykluczony (bez
względu na powód) o posiadanie "naprawdę złego serca" albo
obstawanie przy niegodziwym postępowaniu:
Aby wykazać, że jeśli ktoś mimo wszystko
został wykluczony, to musiał w tym czasie mieć naprawdę złe serce
i zdecydowanie obstawać przy postępowaniu przynoszącym ujmę Bogu.
Apostoł piotr wyraził się, że stan takiego człowieka jest gorszy
niż wtedy, gdy jeszcze nie był chrześcijaninem; jest jak 'świnia,
która została umyta, lecz wróciła do tarzania się w błocie'.
(The Watchtower z 1 stycznia 1983 na s.30 [Strażnica
nr8 z 1984, s.27])
Z pewną niechęcią The Watchtower przyznaje że ludzie są
ludźmi. Dalej piszą tak:
Niekiedy wszakże zwykłe ludzkie uczucia
i przywiązanie do najbliższych mogą oddziaływać tak silnie, że gdy
w grę wchodzi członek rodziny, utrudniają w dużej mierze
postępowanie zgodne z decyzją dotyczącą wykluczenia. (The
Watchtower z 1 stycznia 1983 na s.31 [Strażnica nr8 z
1984, s.27])
W dalszej części ostro zaatakowano na przykładzie pary, w której
jedna osoba została wykluczona. Gdy jakiś Świadek chciałby
odwiedzić taką parę, musi zachować ostrożność, gdyż...
...człowiek pozbawiony łączności ze
zborem najpewniej dostarczył dowodów na to, że nie zalicza się do
kategorii ludzi, z którymi pragniemy przestawać. (...) Można udać
się z taką wizytą pod spodziewaną nieobecność wykluczonego.
(The Watchtower z 1 stycznia 1983 na s.31 [Strażnica
nr8 z 1984, s.28])
Chociaż Świadkowie Jehowy woleliby sądzić, że wykluczeni dopuścili
się rażącego grzechu za który słusznie według Biblii zasłużyli na
wykluczenie (1 Kor. 5:13; 2 Jana 9-11), to prawda jest taka, że
wielu wykluczonych po prostu nie zgadzało się z jakimiś
szczególnymi naukami organizacji. Raymong Franz, były członek
Ciała Kierowniczego Strażnicy w Nowym Jorku napisał:
Znam wielu ludzi, których postępowanie
jasno dowodzi tej troski [o prawdę], a których napiętnowano jako
"odstępców", "antychrystów", "narzędzia Szatana". W bardzo wielu
przypadkach jedyną podstawą do takiego potępienia było to, że w
szczerości swojego sumienia nie zgadzali się ze wszystkimi naukami
lub praktykami organizacji. (Kryzys sumienia,
Atlanta: Commentary Press, 1983, s. 32)
Franz pisze następnie o wykluczonych:
Jak musi się czuć matka, która widziała
jak córeczka wychodzi z jej ciała, która opiekowała się tym
niemowlęciem, troszczyła się o nie w chorobie, która uczyła
nastolatkę przez lata dojrzewania, dzieliła z nią jej problemy,
odczuwała jej rozczarowania i smutki jak gdyby były jej własne,
wylewała razem z nią swoje łzy - jak musi czuć się taka matka,
której córka, teraz już dorosła, odrzuca ją i to tylko dlatego, że
jej matka okazuje wierność swojemu sumieniu oraz Bogu?
Jak musi czuć się ojciec lub matka wiedząc, że ich syn albo córka
chcą zawrzeć małżeństwo, i mówi się im - z tych samych powodów -
że 'byłoby lepiej, aby nie pojawiali się na ślubie', albo wiedząc,
że ich córka urodziła dziecko, a mówi się im, że nie powinni
przychodzić zobaczyć wnuka?
To nie są wymysły. Dokładnie takie rzeczy mają miejsce w przypadku
wielu rodziców, którzy byli związani ze Świadkami Jehowy.
(Kryzys sumienia, Atlanta: Commentary Press, 1983, s. 33)
Aktualnie Świadkom nie tylko nie wolno rozmawiać z każdym, kto
opuścił organizację, ale mają ich unikać jak zarazy. Ci, którzy na
własnym przykładzie doznali takiego zachowania mogliby dodać, że
ŚJ unikają zwykle nawet nawiązania kontaktu wzrokowego z takimi
osobami, a czasami mogą nawet wyprowadzić się z sąsiedztwa.
Wszystko to jest częścią nastawienia, którym muszą "karać"
człowieka, który odszedł, a kara te jest niemal zawsze natury
psychologicznej.
Tym, którzy postanowili się odłączyć automatycznie przypisuje się
złe pobudki i niegodziwe grzechy. Zwróćmy uwagę na sposób, w jaki
Strażnica wyraża swój stosunek wobec takich "niegodziwców":
Zdarza się też niekiedy, że ktoś spośród
Świadków Jehowy sam postanawia porzucić drogę prawdy, podobnie jak
to opisano w Ewangelii według Jana 6:66. Nieraz nawet zawiadamia
oficjalnie o tej decyzji, gdy tylko komitet w związku z jego
grzesznym postępowaniem zaczyna podejmować odpowiednie kroki.
(...) W takim wypadku starsi nie potrzebują kontynuować
dochodzenia. (The Watchtower z 1 lipca 1984, s.31 [Strażnica
nr18 z 1985, s.28]; kursywa dodana)
Zasugerowano, że ma on "grzeszne skłonności", i z tego powodu chce
odejść, albo - co bardziej prawdopodobne - już jest uwikłany w
jakiś grzech.
Simon mówi . . . "Zamknij oczy"
The Watchtower z 15 grudnia 1984, s.19 [Strażnica
nr7 z 1985, s.9] dodatkowo usiłuje powstrzymać Świadków przed
dowiedzeniem się zbyt wiele:
Zostaliśmy z góry ostrzeżeni, że wyłonią
się odstępcy albo osoby, które po prostu lubią, żeby im łechtano
uszy. Rady takie, jak choćby z Listu 2 Jana 9-11, 1 do Koryntian
5:11-13 oraz 2 do Tymoteusza 3:5, wykluczają możliwość
utrzymywania kontaktów z ludźmi, którzy odwracają się od prawdy.
Nie powinniśmy kupować ani czytać ich pism.
Było oczywiste, że zbyt wiele osób wciąż kwestionowało
Strażnicę, czytając literaturę odkrywającą jej przeszłość lub
rozmawiając z wykluczonymi krewnymi. Z tego powodu w The
Watchtower z 15 lipca 1985 roku [Strażnica nr13 z 1986,
ss.26-28], Ciało Kierownicze zastosowało nakaz z 2 Jana 10
(przeciwko antychrystom) do tych, którzy sami się odłączyli. Nie
pojawiła się żadna wzmianka o kontekście tego wersetu (wiersz 7
mówi nam, że są to ci, którzy zaprzeczają, iż Chrystus przyszedł w
ciele). Niemniej jednak, kara skierowana przeciwko prawdziwym
odstępczym nauczycielom, została teraz przypisana KAŻDEMU, kto sam
się odłączył. Artykuł nie precyzuje tylko jak to całkowite
unikanie ma być stosowane w wypadku krewnych mieszkających z kimś
takim w jednym domu czy nie. Cytując ze swojej własnej książki
Aid w nawiązaniu do "odstępców" powiedzieli:
Ludzie tego pokroju, rozmyślnie
porzucający zbór chrześcijański, wchodzą odtąd w skład
'antychrysta' (1 Jana 2:18,19)
Osoba, która świadomie i oficjalnie odłączyła się od zboru
odpowiada temu opisowi. (Aid To Bible Understanding,
s.31)
Co "Simon" powie kolejnym
razem?
Biorąc pod uwagę wiele toczących się obecnie rozpraw sądowych w
różnych częsciach Stanów Zjednoczonych i Kanady, trudno jest
dokładnie powiedzieć co wydarzy się w ciągu następnych kilku lat.
Najbardziej prawdopodobne jest to, że TS będzie dalej wzmacniało
swoje twarde stanowisko przeciwko jakiemukolwiek komunikowaniu się
z wykluczonymi przyjaciółmi bądź krewnymi. Powód jest prosty:
Świadek może zostać zachęcony do zbadania historii i tajemnic
organizacji Strażnicy, i na tej podstawie ponownie rozważyć swoją
wierność wobec założonej w Nowym Jorku organizacji. Ponieważ
obiektywna analiza organizacji Strażnicy w rzeczywistości zawsze
prowadzi Świadka do odejścia, Ciało Kierownicze będzie chciało
temu zapobiec bez względu na koszty. Tracąc swoich zwolenników
utracą swoją władzę. Zatem jeśli "Simon" znowu coś "powie", kto mu
podskoczy?
Komentarze można umieszczać
na Forum Watchtower, w wątku:
http://watchtower.org.pl/forum/index.php?showtopic=492&st=0&#entry3048
Opublikowano na Brooklyn
Sp.B.O, styczeń 2005