Strona główna / Bezkrwawe ofiary Brooklyny / ''Za a nawet przeciw''

Tematyczny spis wszystkich artykułów


autor: Iszbin

 

Audycja ''Za a nawet przeciw''

 

12 czerwca 2002 roku odbyła się na antenie Radia ''Trójki'' dyskusja na temat zmarłej w kluczborskim szpitalu Magdy (zobacz artykuł z Gazety Wyborczej). Pytanie, które postawiono słuchaczom brzmiało: Lekarz powinien dokonać transfuzji wbrew woli rannej i jej rodziny. Za czy przeciw ? Dyskusja rozpoczęła się o godzinie 12:05, mi udało się wysłuchać ostatnie 30 minut. Oto relacja.

Dyskusja była prowadzona przez pryzmat jednostki, nie zwracano uwagi na poglądy i, co ważniejsze, metody Brooklynu stosowane w takich sytuacjach (zobacz artykuł). Dyskusję ograniczono do kwestii: czy przetaczać  czy nie
przetaczać. W dyskusji zabrał głos Marek Nowicki z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Cały jego wywód sprowadzał się do stwierdzenia, że ,,nie można zmuszać do życia''. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, czy można ''dopingować'' do śmierci. O ile zgadzam się z twierdzeniem, że ,,to chory jest decydentem w kwestii metod leczenia'' - owszem jest, pod warunkiem, że jest to jego suwerenna decyzja, bez stałej (nawet 24-godzinnej) opieki starszych zboru, którzy wywierają psychiczny nacisk, by chory nieustannie odmawiał takiej transfuzji.
Podniosły się także głosy sprzeciwu do tak postawionego problemu, w tym chyba najwyraźniejszego, który brzmiał, iż ,,psychicznie chorych leczy się bez ich zgody, z wyroku sądu'', czy też postulat takiej zmiany prawa ,,by przekonania religijne nie ograniczały lekarzy''.

    W dyskusji wzięli udział także Świadkowie Jehowy, którzy niczym automaty wygłaszali, znane każdemu kto zajmuje się problematyką Brooklynu, gotowe formułki: ,,Żaden Świadek nie jest samobójcą'' , ,,Świadkowie chcą się leczyć ale'', ,,Problem leży w metodzie leczenia'' itp.

Zatrzymam się przy jednym głosie ze strony Świadka Jehowy (Mirka z Łodzi), który - nieskutecznie, gdyż przerwał mu prowadzący program - próbował zmanipulować opinię publiczną, gdy jako przykład niebezpieczeństwa związanej z transfuzją (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie dla Świadka Jehowy!) jest zarażenie się wirusowym zapaleniem wątroby typu C, a jako dowód powołał się na artykuł Newsweeka nr 20/2002 pt. ,,Atak z ukrycia''. Jest w nim mowa o 600 tysiącach Polaków zarażonych wirusem typu C. Jednak artykuł nie potwierdza tezy, że dziś istnieje niebezpieczeństwo zarażenia się tym wirusem, ale wręcz przeciwnie, stwierdza się tam wyraźnie:

''Szczególnie narażone były osoby, którym przetaczano krew przed 1992 rokiem, bo później sprawdzano ją na obecność wirusa C'' - strona 69

Dziś, o czym Świadek Jehowy na antenie nie wspomniał ani słowem, ryzykowne są w tym względzie wizyty u fryzjera, kosmetyczki czy dentysty, natomiast transfuzje są wolne od tego niebezpieczeństwa! Jednak kto ma dostęp do Newseeka, kto pofatyguje się sprawdzić co tam rzeczywiście napisano? Ale straszak miał pójść w eter i to się liczy!.

    Były też dwa niezwykle cenne telefony, które sprawiły, że audycja ta miała sens. Pierwszym z nich był telefon anestezjologa, który nie tylko wypowiadał się z własnego doświadczenia, ale wskazał także na pewną furtkę, którą mogą wykorzystać lekarze, by jednak ratować życie Świadków. Lekarz z odwagą i  pełną odpowiedzialnością wyznał, że sam miał przypadki Świadków, którzy odmawiali przyjmowania krwi. Mimo, że czuł się z tym źle, to jednak dla ratowania życia w czasie operacji po kryjomu podawał krew. Na pytanie, czy w przyszłości będzie dalej tak robił, odrzekł: ,,Ja podawałem i zawsze tak postąpię''. Zwrócił także uwagę na to, że odmowa transfuzji przy wypadkach przeważnie podpisywana jest po podaniu środków znieczulających, a zatem w gruncie rzeczy w stanie niepoczytalności i nie musi być wiążąca dla lekarza, a jest wymownym argumentem w ewentualnej późniejszej sprawie sądowej.

    Zadzwoniła też kobieta z Instytutu Hematologii i wydawała się zdziwiona, co wyraziła na antenie, że autor programu nie skontaktował się z tą instytucją. Opowiedziała o niedawnym przypadku pacjenta, który był świadkiem Jehowy i niechaj moja relacja (ułożona z dokonanych zapisków podczas audycji) z jej opowieści stanowi pointę tej audycji:

Dwa miesiące temu przywieziono pacjenta, który musiał mieć przetoczoną krew. Jednak nie zgodził się na transfuzję. O 3:00 w nocy próbowano skontaktować się (jak się okaże wielki błąd - iszbin) ze Strażnicą, by coś z tym problemem zrobić. Ze strony Towarzystwa przyjechał lekarz (sic!), który pilnował 24-h na dobę by... pacjent nie otrzymał krwi (sic!). Jego krew to była zwykła woda, gdyż środki alternatywne mogły ją tylko rozcieńczyć (zwiększyć jej objętość), ale taka krew nie mogła spełnić swojej podstawowej funkcji, czyli przenosić tlenu. Pacjent wpadł w śpiączkę i gdyby nie decyzja o sprowadzeniu lekarza z Towarzystwa, sama bym przetoczyła tę krew, która była przygotowana, a pacjent zupełnie zdrowy wyszedłby za parę dni do domu, do żony, do rodziny. Tymczasem rodzina zamiast ratować swego członka, patrzyła jak umiera. Żadne argumenty nie zdawały rezultatu. Pacjent 7 dni leżał nieprzytomny, umierał w mękach, do dziś nie mogę sobie tego darować, do tej pory mam potworne myśli.


relacjonował iszbin; czerwiec 2002