Nie
tylko Nadarzyn musi borykać się z ''głupimi'' listami kierowanymi
do Niego, na które nijak rozsądnie odpowiadać nie umie, zatem -
bądź nie bądź kulturalnie - milczy, i zazwyczaj szybciej można
doczekać się telefonu od Samego Wodza Rewolucji wprost z mauzoleum
Lenina, niźli odpowiedzi z Biura Oddziału. Okazuje się, że także
niemiecki Selters (Biuro Oddziału w Niemczech) lekko nie ma.
Iszbin
(Uwaga:
weryfikacja zarówno tego co poniżej, jak i samych listów nie
została dokonana. Prezentujemy je w dobrej wierze, a jeśli ktoś w
to nie chce uwierzyć, to niechaj czyta to jako kolejny odcinek
naszej serii 'religion fiction')
Otrzymaliśmy od - nazwijmy go ''Mirek'' (anonimowość zastrzegł
sobie nadawca - kontakt email:
mmirek@web.de) - tłumaczenie na polski własnych listów do Selters, które przypieczętowały jego ''ban'' (czyli wyrzucenie) za
burtę samozwańczej 'Arki Noego'.
Krótkie
wprowadzenie, czyli nieautoryzowana opowieść o życiu w teokracji
(na podstawie treści emaili od 'Mirka') : Nasz bohater ('Mirek')
ochrzcił się jako Świadek Jehowy w 1993 roku, tu w Polsce. Już
jako studiujący ze ŚJ chciał rzucić studia, żeby móc głosić
poselstwo tworzone za oceanem. Na szczęście studiujący z nim
Biblię (uff) przekonał go, żeby najpierw jednak studia ukończył.
Pod
koniec studiów został pionierem stałym, z zaliczonym Kursem Służby
Pionierskiej i top secret książką w rękach ''Jaśniejcie...''. Był nim do czasu, gdy
podjął pracę zawodową (ech, ten świat), jednak czas wolny
poświęcał na głoszeniu; do tego dochodziły tzw. ''ośrodki
pionierskie'', kongresy, konwencje, czyli wszystko to, co WTS daje
swym podopiecznym, aby przyjemne (np. życie 'ośrodkowe') łączyć z
pożytecznym (tj. szukaniem nowych adeptów myśli teokratycznej).
Niestety, nieokiełzane artykułami Strażnicy hormony dały znać o
sobie, i nasz bohater ożenił się. W późniejszym czasie - 'po paru
latach', jak relacjonuje Mirek - okazało się, iż był to związek
nieudany i zgodnie z tzw. 'biblijnymi powodami do rozwodu', rozstał się z żoną.
Zwrot
akcji nastąpił, gdy Mirek wyjechał do Niemiec. Wraz ze zmianą
zboru dostaje się na papierze tzw. 'opinię' od dotychczasowego
zboru. I tu zaczął się cyrk. W Niemczech bracia starsi oznajmili
mu, iż w tej opinii nie posiada on ''biblijnego rozwodu.''. Do
tego, zacytujmy: 'Były tez inne sformułowania dotyczące mojej
osoby, których nie godzi się wymieniać chrześcijaninowi'. Sam
Mirek twierdzi, iż polscy bracia zrobili to z zazdrości, a jeden z
nich miał za dobra opinię w żartach (jak sam to potem określił)
poprosić o.. laptopa. Naszemu bohaterowi włączyła się żółta lampka
ostrzegawcza. oto okazało się, że jest on manipulowany, ba - za
jego plecami tworzony jest jego własny, całkiem nowy, życiorys. To
spowodowało, iż zaczął zapoznawać się z alternatywnymi źródłami
informacji o teokracji. Pisząc wprost, zamiast dać laptopka bratu,
sam go odpalił, wpisując w explorerze inne adresy niźli
www.watchtower.org .(1)
Głupi w
naiwności swojej pochwalił się zaufanemu bratu (czyt.
'przyjacielowi' - Świadkowi), że zdobył takie a takie informacje.
Ten jako przyjaciel z teokratycznej łaski - podkablował go ''gdzie
trzeba.'', że nasz Mirek ma wątpliwości, a także w internecie
zagląda tu i tam.
Teraz
wypadki potoczyły się szybko. W zborze ogłoszono, że korzystanie z
Internetu jest surowo zabronione, a jako, że 'Mirek' złamał
'prawo' działające wstecz był od tej pory na 'cenzurowanym.'.
Oczywiście nikt nie rozwiał jego wątpliwości. Tzn rozwiał jedną - Świadkom 'wara od internetu'.
Chcąc
wybrnąć z głupowatej sytuacji, Mirek napisał list do Selters, gdzie zawarł swe
wątpliwości, naiwnie czekając, iż otrzyma wyjaśnienia swych
rozterek duchowych. Patrz Treść 1 Listu do Selters. Zamiast
odpowiedzi... dostał zaproszenie na Komitet Sądowniczy, gdzie na
podstawie jego Listu został oskarżony, a potem raz dwa osądzony i
wyrzucony za 'odstępstwo.' No, może przesadzamy, tj. szanse miał.
''Krawaty'' (polski slang warszawskich ŚJ, oznaczający członków
Komitetu Sądowniczego) dały mu ultimatum: albo zaraz uwierzy w to,
co dzisiaj jest Prawdą u ŚJ, albo żegnamy się nieczule. Jak już
wiemy z powyższego wynik był ''nieczuły.''
'Mirek'
zaskoczony takim obrotem sprawy napisał odwołanie (Treść 2 Listu
do Selters). Rzecz jasna zgodnie z wytycznymi teokracji, musiano
powołać komitet odwoławczy, aby móc przyklepać i obronić prawdziwość
Prawd ŚJ (tym razem tych prawd z momentu, gdy odbywał się 2-gi
Komitet). Drugi Komitet był jeszcze bardziej błyskotliwy niźli
pierwszy. Treść 1 Listu, tj zadanie pytań Selters, został
przyrównany do... morderstwa. I jako, iż każdy morderca, żeby
mogło mu być wybaczone, musi okazać skruchę, tak i nasz Mirek za
morderstwo pt. zadanie pytania, ma się łajać. Przyznajmy, każdy by
się wkurzył, gdyby w ciągu sekundy został oskarżony o morderstwo,
nasz bohater wzburzony zagroził, że opisze Selters, jak go
potraktowano. W ramach tego poproszono go, aby otworzył torbę, czy
aby nie ma czegoś, co najpewniej utrwaliłoby dla potomnych
tę rozprawę sądowniczą, a której nie powstydziłby się sam Herr
Kafka. I to już jest koniec opowieści, która w głowach nam się...
mieści.
(1) W języku niemieckim są to np.:
WWW.INFOLINK-NET.DE
WWW.SEKTENAUSSTIEG.NET
www.geocities.com/wtcleanup/
http://mitglied.lycos.de/zjinfolink/
Opublikowano na Brooklyn Spółka Bez
odpowiedzialności, marzec 2004