Tajemnica
11-letniej Rose Ball
(Z życia Karola
Russella)
W biografii
Charlesa Taze Russella, uważanego przez Świadków Jehowy (i nie tylko) za
założyciela ich religii, istnieje zagadnienie romansu (?) jaki w trakcie swego
małżeństwa miał on z niejaką Rose Ball. Rose Ball miała tylko ok.11 lat i
trudno się nie domyśleć, że sprawa ta przysporzyła pastorowi Russellowi
nie tylko kłopotów z żoną.
Jan Lewandowski
powodu wieku Rose Ball
próbuje posądzić się dziś Russella również o pedofilię (sic! -1). Nie przesądzając o tym, jak to było w
tej sprawie naprawdę, ograniczę się do przedstawienia (wraz z minimum
niezbędnego komentarza) wszystkich dostępnych mi danych historycznych w
tej kwestii, aby Czytelnicy mogli sobie wyrobić własną opinię w tym
zakresie.
James Penton, kanadyjski religioznawca napisał w swej książce pt.
Apocalypse delayed (Toronto 1985) o Marii Russell, żonie Russella:
“Maria stała się głęboko zazdrosna z powodu uwagi jaką jej mąż okazywał
innym kobietom włącznie z Rose Ball, nastoletnią dziewczynką, którą
państwo Russell traktowali niemalże jak przybraną córkę” (str. 35-36; por.
też E. Bagiński, Świadkowie Jehowy pochodzenie historia wierzenia, Kraków
1997, str. 51).
nia
29 października 1911 roku gazeta „Brooklyn Daily Eagle” opublikowała
artykuł w którym przytoczono zeznania sądowe Marii Russell z 1906 roku na
temat romansu jej męża z Rose Ball. Tekst wspomnianego artykułu można
znaleźć w sieci pod adresem:
http://www.geocities.com/paulblizard/russ1.html
Za tym tekstem podam dalej fragmenty zeznań Marii Russell na temat romansu
jej męża z Rose Ball. Oddajmy więc głos Marii Russell, która zeznała o tym
co zdarzyło się pewnego wieczoru w domu Russellów:
„(...) spędzałam ten wieczór na dole czytając i około dziesiątej weszłam
na górę, do siebie do pokoju, myśląc sobie: on [Russell – przyp. JL] jest
pewnie jeszcze w bibliotece, albo już stamtąd wyszedł. Poszłam tam, lecz
nie było go nigdzie, więc zeszłam do holu i tam go znalazłam, siedzącego w
swym wieczornym szlafroku przy łóżku panienki Ball, która leżała w tym
łóżku. Powtarzało się to wielokrotnie, często byłam świadkiem tego jak on
tam chodził, gdy ona go wołała, kiedy nie czuła się dobrze. Sprzeciwiałam
się temu jako czemuś bardzo niewłaściwemu mówiąc pewnego razu: „W naszym
domu jest wiele ludzi, jaka przylgnie do tego domu opinia jeśli będą
działy się tu takie rzeczy?” Bardzo się wtedy rozzłościł”.
Maria zeznała także:
„Często znajdywałam go [Russella – przyp. JL] zamkniętego w pokoju
służących dziewcząt”.
Sąd spytał Marii, czy mąż próbował jej to wyjaśnić. Odpowiedziała, że nie,
że znów się tylko rozzłościł. Maria więc powiedziała, że nawet jeśli ona
nie podejrzewa go o nic złego, to przecież ludzie mogą zacząć coś
podejrzewać i zaszkodzi to ich wspólnej opinii.
ak dotąd w zeznaniach Marii nie można znaleźć nic co by jednoznacznie
wskazywało na jakąś winę Russella. Można Russellowi zarzucić tylko nieco
niestosowne zachowanie jakie niezbyt pasuje mężowi w oczach jego żony. W
zeznaniach Marii było jednak jeszcze coś. Twierdziła ona bowiem, że poza
tym, iż Russell często przebywał sam na sam z Rose, istniały tez sytuacje,
w których mówił do niej i okazywał jej czułość za pomocą daleko idących
gestów budzących już o wiele bardziej uzasadnione podejrzenia żony.
Podejrzenia o tyle uzasadnione, że te rzeczy działy się wtedy, gdy Marii
nie było w domu i dowiedziała się o tym dopiero od samej Rose Ball. Maria
zeznała na ten temat następująco:
„Powiedziała mi, że gdy pewnego wieczoru wróciła z nim do domu, tuż przed
tym nim weszli do holu – było to późnym wieczorem ok. 11 – objął ją swymi
ramionami i pocałował. Było to w przedsionku, nim weszli do holu. Nazwał
ją wtedy również jego małą żoną, na co ona odpowiedziała mu – „nie jestem
twoją żoną”. On odpowiedział jej więc: „będę nazywał cię córką, a córka ma
prawie te same przywileje co żona”.
Następnie, Russell miał dodać:
„Jestem jak meduza. Pływam sobie tu i tam. Dotykam jednej, dotykam
drugiej, i jeśli któraś mi odpowie zabieram ją do siebie, jeśli nie, płynę
do innych”.
Maria zeznała na temat przytoczonych słów męża o meduzie, mówiąc iż Rose
Ball:
„zapisała to, dlatego dobrze pamiętałam te słowa gdy rozmawiałam z nim [Russellem
– przyp. JL] o tym. Przyznał mi się zresztą, że powiedział te słowa”.
Następnie Maria dodała przed sądem iż w końcu przemogła się i porozmawiała
z mężem o wszystkim co powiedziała jej Rose Ball. Zgodnie z zeznaniem jej
samej, Maria miała powiedzieć do męża:
„Rose powiedziała mi, że byłeś w bardzo intymnych sytuacjach z nią, że
miałeś w zwyczaju tulić ją, całować, że siedziała ci na kolanach i
dochodziło do pieszczot. Powiedziała mi też, że prosiłeś ją o to aby pod
żadnym warunkiem nie mówiła mi o tym, lecz w końcu nie mogła dłużej
trzymać tego w tajemnicy”.
Russell miał odpowiedzieć żonie na to tylko tyle, że przeprasza, co Maria
opisała tymi słowy:
„Powiedział, że mu przykro, że to wszystko prawda, jednak naprawdę jest mu
przykro. Powiedział też, że nie chciał nikogo skrzywdzić. Powiedziałam:
„nie rozumiem jak mogłeś robić coś takiego nie mając zamiaru nikogo
zranić”.
Tyle Maria Russell i jej zeznania sądowe. Tekst sądowego zeznania Marii
Russell na temat Rose Ball przytacza również Herbert Hewitt Stroup w swej
książce pt. The Jehovah’s Witnesses, New York 1945, str. 9-10.
zeznaniach tych warto podkreślić kilka elementów. Pierwszą istotną
rzeczą jest to, że Russell obejmował i całował Rose Ball w kontekście nie
jakiejś „ojcowskiej czułości”, skoro z jego wypowiedzi wynika iż swoją
relację z Ball traktował jako relację małżeńską (nazywał ją „małą żoną”).
Drugą istotną rzeczą na którą warto zwrócić uwagę jest okoliczność,
zgodnie z którą wiemy, że Russell przepraszał żonę za to co „wyrabiał” z
Rose Ball. Gdyby w tym co robił naprawdę nie było nic zdrożnego, Russell
nie czułby się winny. I wreszcie po trzecie, warto zwrócić uwagę też i na
to, że Russell zakazał tego, aby Ross Ball mówiła jego żonie o tym co się
między nim a Ball dzieje. Jeśli to co działo się między Russellem a Rose
Ball nie było niczym złym, i była to jedynie „czułość” przybranego ojca,
to czemu Russell zakazał o tym mówić swej żonie i sam potem czuł się winny
z tego powodu?
o z problemem wspomnianych zeznań robi dziś Towarzystwo Strażnica i
spadkobiercy idei Russella, jakim zależy na jego dobrej opinii? Wobec tak
poważnych oskarżeń nie pozostają oni rzecz jasna bierni. Nawiązując
wyraźnie (choć do samej Rose Ball imiennie nie nawiązano) do powyższych
zeznań Marii Russell z 1906 roku Towarzystwo Strażnica twierdzi w swej
książce pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego (Brooklyn 1995,
str. 646), że sama Maria Russell odpowiadając na pytanie sądu o to, czy
jej mąż dopuścił się cudzołóstwa, odpowiedziała – „nie”. Wedle wspomnianej
książki również sędzia Macfarlane miał oświadczyć, że w protokołach
sądowych ze sprawy Russellów nie znajduje się oświadczenie, iż Russell był
cudzołożnikiem. Sąd miał też usunąć z protokołu pewne oświadczenia
wykorzystywane przez przeciwników do udowadniania Russellowi niemoralnego
prowadzenia się, natomiast sama Maria Russell miała też nie podtrzymywać
takich zarzutów przed komitetem chrześcijańskim złożonym ze starszych
zajmujących się sprawą ich konfliktu małżeńskiego. Dla Towarzystwa
Strażnica „dowodem” tego, że Russell nie cudzołożył był bukiecik konwalii
jaki Maria położyła na trumnie męża na jego pogrzebie. Ów bukiecik
konwalii zawierał wstążkę z napisem „Ukochanemu Mężowi” (por.
Świadkowie
Jehowy głosiciele...., str. 646).
ednakże, kontrargumenty te wydają się być bałamutne i trzeba stwierdzić,
że Towarzystwo Strażnica obala tu jakieś urojone zarzuty, sprawiając
jedynie pozory dawania objaśnień względem czegokolwiek w tej sprawie. Po
pierwsze zauważmy, że nikt nie mówi w tej sprawie de facto o cudzołóstwie.
Maria Russell nie mogła przyznać przed sądem, że Russell jest
cudzołożnikiem, bowiem – jak widzieliśmy z powyższych jej zeznań przed
sądem - Maria mu tego po prostu nie zarzucała w sprawie Rose Ball. Słownik
języka polskiego pod redakcją M. Szymczaka (Warszawa 1978, tom I [A-K],
str. 314) podaje pod hasłem cudzołóstwo:
„stosunek płciowy z cudzą żoną lub cudzym mężem”.
W zeznaniach Marii nie było nawet mowy o czymś takim, skoro zeznała ona iż
wiadomo jej tylko o intymnych pieszczotach między Rose Ball a jej mężem.
Następnie, powoływanie się Towarzystwa Strażnica na napis „Ukochanemu
Mężowi” na wstążce bukieciku pogrzebowego również nie może niczego
dowodzić, i takie „argumentowanie” jest wręcz żałośnie śmieszne. Maria
mogła kochać męża pomimo zdrady, mogła nawet wybaczyć mu zdradę (jeśli
rzecz jasna taka by była), stąd taki napis o niczym nie przesądza. Towarzystwo Strażnica
stawia sprawę tak, jakby Maria napisała na tym bukieciku „Wiernemu
Mężowi”. Maria jednak tak nie napisała.
onadto, istnieje też nie bezpodstawna opinia, że Maria Russell nie
chciała oskarżyć Russella o cudzołóstwo, bowiem to pociągnęłoby za sobą
konieczność rozwodu i wtedy Maria nie otrzymałaby alimentów od męża (por.
Zenon Marzec, Metody działania i przyczyny sukcesów świadków Jehowy,
Kraków 2000, s. 10). Maria Russell zeznała przed sądem, że Russell
proponował jej separację i w zamian za zgodę na to miała ona otrzymać na
własność dom w jakim mieszkali (por. J. Penton, Apocalypse...., str. 36;
por. też Świadkowie Jehowy głosiciele….., str. 645, gdzie czytamy o tym,
że Russell rzeczywiście zapewniał żonie mieszkanie).
Co do spraw rozwodowych (czy separacyjnych) w sądzie to wiadomo, że obie
strony często tak preparują swe zeznania, aby wynegocjować między sobą jak
najwięcej na zasadzie coś za coś, odstępując od pewnych, nawet wcześniej
wyrażanych roszczeń. Towarzystwo Strażnica niczego więc tak naprawdę nie
dowiodło w swej powyższej książce, twierdząc iż Maria nie wszystko chciała
powiedzieć, a pewne sformułowania zostały później usunięte z protokołu.
zy odnośnie wyżej przytoczonych zeznań Marii Russell można jakkolwiek
potwierdzić i wykluczyć, iż jest to tylko wroga propaganda? Wydaje się, że
tak, bowiem o dziwo, nawet niektórzy współcześni zwolennicy i wyznawcy
idei religijnych stworzonych przez Russella nie zaprzeczają wyżej
przytoczonym zeznaniom Marii Russell, pośrednio i bezpośrednio je
potwierdzając. Np. Julian Grzesik, również broniący Russella przed
zarzutem cudzołóstwa, w swej książce pt. Historia Ruchu Badaczy Pisma
Świętego (Lublin 1999) potwierdza, iż wyżej wspomniane i bardzo
istotne dla naszych rozważań zeznanie sądowe na temat powiedzonka o meduzie miało miejsce, skoro
Maria rzeczywiście zeznała o tym przed sądem:
„Właściwym jest, że sąd zaprzestał rozpatrywania incydentu >>meduzy<<, w
sprawie którego pani Russell złożyła oświadczenie” (str. 339; o
„incydencie meduzy” patrz też J. Penton, Apocalypse...., str. 42).
Inny ze współczesnych zwolenników i niezależnych od Towarzystwa Strażnica
spadkobierców idei Russella potwierdza dalsze najistotniejsze punkty z
wyżej przytaczanych zeznań Marii Russell. Raymond G. Jolly w swym tekście
pt. Szkic autobiograficzny, opublikowanym na łamach czasopisma
„Teraźniejsza Prawda” (nr 305 z 1979 roku, str. 75) pisał, iż w jednym ze
swych przemówień na temat Russella (które wygłaszał on przed pewnym
audytorium) przyznał, że Maria Russell rzeczywiście przyłapała swego męża
na tym, jak całował Rose Ball i trzymał ją za rękę. Wśród audytorium miało
zawrzeć, gdy o tym usłyszeli. Wtedy Jolly „dla uspokojenia” dodał, że
przecież Rose Ball była tylko dzieckiem, ponieważ miała od 10 do 13 lat,
więc między Russellem a Ball na pewno nie mogła zajść relacja typu
seksualnego.
Takie postawienie sprawy kompletnie nie uwzględnia faktu, że
między Russellem a Ball mogła zajść relacja taka sama jak między pedofilem
a jego ofiarą (choć nie można ustalić dziś, czy bezspornie tak w istocie
było), nie uwzględnia też faktu, że żona Russella również
wiedziała ile lat ma Ball, a mimo to nie pozbawiło jej to niepokoju w tej
sprawie. Przytoczony przeze mnie artykuł z czasopisma „Teraźniejsza
Prawda” jest jednak o tyle bezcenny, że prawie bezpośrednio potwierdza on
najbardziej istotny punkt zeznań Marii Russell, w których twierdziła ona,
że Russell całował i pieścił się z Rose Ball.
wyżej przytaczanych zeznaniach Marii Russell pojawił się też wątek, w
którym twierdziła ona, że Russell zamykał się na klucz z dziewczętami.
Wyżej cytowany Grzesik potwierdza, iż ze strony Marii Russell padł w
sądzie taki zarzut (Grzesik, Historia Ruchu......, str. 339). Zdaniem Grzesika zarzut ten jest bezpodstawny, co jednak nie zmienia faktu, że
jest to trzecie niezależne potwierdzenie tego, iż wyżej przytaczane za
„Brooklyn Daily Eagle” zeznania sądowe Marii Russell nie są
nieautentyczne.
(1) Zarzut pedofilii stawia się C. T. Russellowi np. na witrynach
internetowych:
http://www.geocities.com/paulblizard/fbi.html
http://www.unsolvedmysteries.com/usm270615.html
Jan Lewandowski, wrzesień 2003