
W marcu 2004 r., po sześcioletnich staraniach o
delegalizację Świadków Jehowy (ŚJ), moskiewski sąd zakazał
działalności tej grupie wyznaniowej na terenie Moskwy,
argumentując swoją decyzję pogłębianiem podziałów między
wyznaniami, podsycaniem nietolerancji, rozdzielaniem rodzin i
zmuszaniem poważnie chorych do rezygnowania z pomocy medycznej.
Decyzję tę w czerwcu podtrzymał sąd odwoławczy.
Mariusz Agnosiewicz
Oryginalny tekst:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3665
rawnicy
i członkowie organizacji podnieśli larum na fakt "pogwałcenia
swobód religijnych", choć sama doktryna ŚJ daje wyraz głębokiej
niechęci do swobód religijnych, państwa i innych religii. Czy jest
to część rosyjskiego cofania się na demokratycznej drodze? Nie
jest to wcale oczywiste wbrew pozorom.
Słabość demokracji
emokracja
rozumiana w kategoriach czysto proceduralnych ma tendencje do
ulegania degeneracji, co wielokrotnie pokazywała już historia.
Choć zdawało by się, że taki redukcjonizm mamy już za sobą, to
jednak wciąż istnieją problemy pogodzenia demokratycznych procedur
z określonymi wartościami jakie w ramach współczesnego ustroju
demokratycznego chronić byśmy chcieli. Wartości te wykształciły
się głównie w demokracjach zachodnich, lecz przy cichej akceptacji
mamy tendencję do traktowania ich jako wartości uniwersalnych i
godnych upowszechnienia. Uznajemy więc, że demokratyczne rządy
większości powinny chronić prawa człowieka, różnorodność
(poszanowanie praw mniejszości), wolności osobiste.
Demokratyczne procedury same w sobie, niestety, nie gwarantują
żadnych pozytywnych celów, stąd istnieje konieczność wprowadzania
dodatkowych mechanizmów akcesoryjnych, wspomagających
funkcjonowanie nie tylko demokratycznego systemu władzy, ale także
demokratycznego systemu wartości. Owe mechanizmy mają spajać i
integrować oba systemy, które z natury swej nie są ze sobą
powiązane ani nie wynikają z siebie nawzajem (bez trudu można
wyobrazić sobie lub podać przykład demokracji nierespektującej
praw człowieka i praw mniejszości, czy z drugiej strony -
monarchii lub oligarchii przynajmniej częściowo realizującej
wspomniane wartości). Mechanizmy te na ogół określane są w
konstytucjach państwowych i mogą np. polegać na niedopuszczaniu do
sprawowania władzy określonych grup ideologicznych (np. nazizm czy
komunizm z polskiej konstytucji). Czy jednak można zadowalająco
określić i rozgraniczyć mechanizmy ochronne od arbitralnych i
sprzecznych z naturą demokracji wykluczeń? Bassami Tibi
zastanawiał się: "Wobec faktu, że muzułmańscy fundamentaliści
uznają, że demokratyczny pluralizm polityczny, a więc system
wielopartyjny, jest podziałem społeczności muzułmańskiej
wynikającym ze zmowy, a więc jest obcy muzułmańskiej jednolitej
kulturze zbiorowej, rodzi się pytanie, czy wyłączenie ich z
uczestnictwa w podziale władzy mogłoby zaszkodzić procesowi
demokratyzacji? Czy egipskie próby demokratyzacji dlatego są nie w
pełni demokratyczne, że legalne ugrupowanie fundamentalistów nie
jest reprezentowane w parlamencie? Dotychczasowa - a więc sprzed
przejęcia władzy przez fundamentalistów (czerwiec 1989) -
działalność parlamentarna fundamentalistów w Kuwejcie i w Sudanie
pozwala sobie uświadomić, że władzę polityczną rozumieją oni jako
narzędzie realizacji szari'atu (świętego prawa islamu), co
znajduje wyraz we wprowadzaniu licznych zakazów, w tym zakazu praw
wyborczych dla kobiet w Kuwejcie. Taką decyzję podjął były
parlament kuwejcki. Czy jest to demokratyczne?" [_1_]. Niektóre
kazusy z historii pokazały już, że przyjęcie jako wyrazu
demokratycznej konieczności elementów jawnie kontestujących ten
porządek, o potencjalnie dużej sile, może zakończyć się
unicestwieniem demokracji. Jest kilka tego przyczyn, a
najważniejszą z nich jest fakt, że demokracja jest sprzeczna z
ludzką naturą! "Ewolucja biologiczna uczyniła prawdopodobnie z
Homo sapiens gatunek, którego genetyczne skłonności w istocie nie
sprzyjają demokracji... gatunek zwierząt wysoce społecznych, o
silnej tendencji do hierarchii, posłuszeństwa, dominacji i
podporządkowania raczej niż do równości statusu i politycznych
wpływów" [_2_]. Triumf demokracji jest przezwyciężeniem naszej
natury, a to nie jest ani łatwe, ani nieodwracalne. [_3_]
odobnie
jest z wolnością, która nie może być rozumiana w sensie
absolutnym, gdyż łatwo może się przerodzić w swoje zaprzeczenie.
To są pewne paradoksy niektórych cenionych przez nas idei (więcej
pisałem o tym, także w kontekście ŚJ, w tekście (offsite):
Paradoksy
wolności).
Biorąc powyższe pod uwagę musimy rozważyć problem stosunku
miłośników demokracji, tolerancji i wolności do tych grup i
ideologii, które wartości te kontestują. Czy więc należy popierać
ich prawo do realizacji się w ramach demokracji i wolności, modląc
się zarazem, aby grupa ta nie odniosła sukcesu społecznego, który
niemal na pewno oznaczałby kres demokracji i wolności? Czy może
nasza idea tolerancji powinna zrewidować niektóre swe założenia, w
duchu oświeceniowym? Wolter ujął to następująco: "Jeśli chcecie,
aby tolerowano tutaj waszą naukę, sami przestańcie być
nietolerancyjni i nieznośni." Jest to formuła: nie ma tolerancji
dla nietolerancji.
Legalizacja Świadków w Polsce
tym tle delegalizacja ŚJ w Moskwie staje się w oczach demokraty
czyś ambiwalentnym. W warunkach rosyjskich nietrudno odgadnąć
faktyczną jej podstawę (ochrona władzy państwowej). Może to być
jednak oceniane szerzej. Dziś szeregowi Świadkowie często się
oburzają, kiedy nazwać ich sektą, gdyż, powiadają: są
zalegalizowaną w Polsce religią. Mało jednak z samych Świadków
wie, że to na co dziś tak się powołują było przez ich władze
przyjęte z wielkimi oporami: bronili się przed legalizacją jak
mogli, gdyż oznaczała ona, skądinąd logicznie z punktu widzenia
doktryny, konszachty z diabłem. A trzeba wiedzieć, że według tej
grupy państwo jest ni mniej ni więcej tylko diabłem wcielonym,
podobnie zresztą jak inne religie, w tym chrześcijańskie, nie
wspominając już o ateistach. Przypomnijmy więc jak było z
rejestracją ŚJ w Polsce. Otóż złożenie wniosku o rejestrację
poprzedzone było kilkunastoletnimi rozmowami. ŚJ złożyli w końcu
ten wniosek, w roku 1989, znużeni wieloma wyrokami karnymi za
nielegalną działalność. [_4_] Kierownictwo zdobyło się zresztą nie
na wiele, gdyż w statucie ujawniał tylko strukturę kierownictwa
wyznania, która po zarejestrowaniu miała zagwarantowaną
bezkarność. W ogóle nie została opisana strukturą terenowa. Władze
państwowe, które powinny odrzucić taki statut, uznały, że lepszy
rydz niż nic. Duży ruch nie może działać nielegalnie. Związek jest
więc wpisany do rejestru z fragmentarycznym jedynie ujawnieniem
swojej organizacji. Został wpisany jako "Strażnica - Towarzystwo
Biblijne i Traktatowe Zarejestrowany Związek Wyznania Świadków
Jehowy". Posiadając ok. 125 tys. członków (2004) jest trzecim co
do wielkości w Polsce związkiem wyznaniowym, po Kościele
Katolickim i Kościele Prawosławnym. Nie ma jednak uregulowanej
ustawowo sytuacji prawnej - w takiej sytuacji jest kilkanaście
innych związków (np. zielonoświątkowcy, adwentyści, baptyści,
karaimi, mariawici, metodyści, muzułmanie). ŚJ mają więc "gorszą"
legalizację, są wpisani do rejestru podobnie jak ponad 150 innych
grup i grupek religijnych. [_5_] Władze ŚJ w Polsce chciały
działać nielegalnie, nieformalnie, więc taki lament moskiewskich
ŚJ może budzić zdziwienie: dlaczego tak zależy im na konszachtach
z diabłem? Chrześcijanin wszak nie wyznaje chyba makiawelicznej
zasady, że cel uświęca środki?
Świadkowie jak sekta według sądu francuskiego
oskiewscy
Świadkowie zapowiedzieli, że od decyzji sądów rosyjskich odwołają
się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W tym
kontekście interesująca może być analiza sprawy Palau-Martinez
przeciwko Francji (skarga nr 64927/01), która została
rozstrzygnięta przez ETPCz 16 grudnia 2003 r. Stan faktyczny był
następujący: Seraphine Palau-Martinez w roku 1983 wyszła za mąż i
urodziła dwoje dzieci. Seraphine była (lub stała się w czasie
małżeństwa - tego nie wiem) zaangażowaną wyznawczynią ŚJ. W roku
1994 opuścił ją mąż. Dwa lata później sąd rejonowy orzekł rozwód z
wyłącznej winy męża i przyznał opiekę nad dziećmi matce. Po
odwołaniu sąd apelacyjny utrzymał wyrok, lecz dzieci przyznał
ojcu. Sąd oparł się na tym, że Palau-Martinez zeznała, iż jest
członkinią ŚJ i przestrzega zasad tego związku przy wychowaniu
dzieci. Sąd apelacyjny w Nîmes uznał więc, że lepiej dla dzieci
będzie jeśli unikną ograniczeń i zakazów nakładanych przez to
wyznanie (nic nie stoi przecież na przeszkodzie, aby w przyszłości
dobrowolnie przystąpiły do ŚJ). Wiadomo, że były już przypadki
śmierci dzieci z powodu zasad ŚJ dotyczących zakazu transfuzji
krwi. Dzieci takie kształcą się poza tym w atmosferze
nietolerancji religijnej. Są ponadto zmuszane do prozelityzmu.
Kasację od tego wyroku oddalono w lipcu 2000 r. Następnie została
złożona skarga do ETPCz, w której oparto się na zarzucie
naruszenia prawa matki do poszanowania życia prywatnego i
rodzinnego (art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i
podstawowych wolności z 1950 r.), które było jednocześnie
naruszeniem zakazu dyskryminacji na tle religijnym (art. 8 w
połączeniu z art. 14 Konwencji). Zwrócono uwagę, że od odejścia
ojca do czasu orzeczenia sądu apelacyjnego dzieci przez 3,5 roku
mieszkały z matką. Wyrok tegoż sądu mógł więc być uznany za
ingerencję sądu w prawo matki do poszanowania życia rodzinnego.
Matka uzyskała zadowalające orzeczenie, w którym stwierdzono
naruszenie art. 8 w połączeniu z 14 Konwencji oraz przyznano
zadośćuczynienie pieniężne za "krzywdę moralną" w wysokości 10
tys. euro. [_6_] Nie oznacza to jednak, że ETPCz potępił wywody
francuskiego sądu apelacyjnego, który uznał za szkodliwość dla
dzieci doktryny ŚJ. Na czym więc polega pyrrusowy charakter
zwycięstwa pani Palau-Martinez?
Francuski sąd apelacyjny, po analizie zasad dotyczących wychowania
dzieci i całokształtu działalności tej grupy, uznał ŚJ za "religię
działającą jak sekta". Sąd apelacyjny przyznając opiekę ojcu
dysponował listem jednego z dzieci, w którym wyraziło ono
pragnienie pozostania z ojcem we Francji, a także opinią
psychiatry z 1997 r. z której wynikało, iż dziecko C. uznawało za
bolesne i frustrujące zakazy ze strony matki na tle wyznawanej
doktryny ŚJ. Także drugie dziecko było poddawane przymusowi
religijnemu i wyraziło wolę zamieszkania z ojcem. Matka wywodziła
jednak, że ma głęboką więź emocjonalną z dziećmi oraz okazała
grupowe fotografie na których dzieci są szczęśliwe. Pomimo tego
Trybunał uznał słuszność zarzutu matki, gdyż niewątpliwe było
zróżnicowanie sytuacji rodziców ze względu na religię.
ależy
jednak zwrócić uwagę, że dla ŚJ ten wyrok nie jest bynajmniej
uspokajający. Trybunał nie uznał bowiem, że sąd francuski naruszył
w połączeniu z art. 14 także art. 6 § 1 Konwencji, który mówi o
wolności uzewnętrzniania indywidualnie lub wspólnie z innymi swego
wyznania lub przekonań przez nauczanie. Trybunał zarzucił sądowi
apelacyjnemu, że jego opinia o szkodliwości zasad wychowawczych w
związku ŚJ oparta na ogólnych spostrzeżeniach dotyczących tego
związku, a nie w odniesieniu do konkretnej sytuacji. Nie
dostarczono więc, według Trybunału, bezpośrednich dowodów, że
religia matki ma rzeczywisty wpływ na wychowanie dzieci lub
codzienne życie. Ponadto sąd apelacyjny nie przeprowadził
wymaganego w takich sytuacjach wywiadu społecznego, który mógłby
dostarczyć konkretnych informacji o wpływie wyznawanych przez
matkę zasad na wychowanie dzieci. Wynika z tego wniosek: sąd nie
mógł więc stwierdzić z jaką konsekwencją zasady ŚJ znajdowały
realne zastosowanie w tej rodzinie, a na podstawie abstrakcyjnej
analizy doktryny ŚJ nie można z cała pewnością orzec, że była ona
stosowana z całą konsekwencją i w jakim zakresie. Były jednak
opinie samych dzieci. Być może więc Trybunał postąpił nazbyt
ostrożnie, w każdym jednak razie linia rozumowania jest bardzo
interesująca i nie zamyka bynajmniej pola do przyszłego
rozstrzygnięcia podobnej sprawy na korzyść przyznania dzieci
rodzicowi niebędącemu Świadkiem: sądy krajowe muszą jednak
dokładniej zbadać sprawę i zgromadzić więcej konkretnych dowodów
na rzecz tezy, że pozostawienie dziecka na wychowanie osobie
wyznającej jehowityzm jest rozwiązaniem szkodliwym dla rozwoju
dziecka. Takie zasady pedagogiczne jak doktrynalna nietolerancja
dla innych religii, niechęć do spraw obywatelskich, zakazy
uczestniczenia w "diabelskich" rozrywkach właściwych młodym
ludziom, zakaz czytania "diabelskiej" literatury, konieczność
angażowania się w prozelityzm czy wreszcie zakaz przetaczania krwi
nawet w razie śmiertelnego zagrożenia - są niewątpliwie szkodliwe
w procesie wychowawczym dziecka.
Krytyka nie jest nietolerancją
est
oczywiste, że rozrost ŚJ jest społecznie niekorzystny: jeśli
większość zostałaby Świadkami Jehowy, kto zajmowałby się sprawami
publicznymi, kto kontrolowałby w procesie demokratycznym
"państwo-diabła"? Już teraz zbliża się w Polsce do niebezpiecznej
granicy za którą jest już tylko upadek demokracji. W takiej
sytuacji należy uczyć dzieci i młodzież odpowiedzialności
obywatelskiej a nie krzewić opinie o diabłach i innych demonach od
których trzeba się trzymać z daleka. Jeśli "kultura luzu"
zostałaby w tym rozkładowym dziele wsparta przez bardzo silną
religię - może to być niebezpieczne.
W naszym przypadku sposoby rosyjskie przeciwdziałania temu są nie
do przyjęcia. Delegalizacja nie jest żadnym rozwiązaniem
problemu: przygasza go, ale w środkach nieproporcjonalnych do
celu. Rejestracja dużych ruchów społecznych, które mogą być
uznane za szkodliwe społecznie, ale nie opierają swej działalności
na czynach sprzecznych z prawem, jest mimo wszystko pożądana, gdyż
oznacza objęcie jakąś kontrolą publiczną tych ruchów. Adekwatny
jest jedynie taki sposób oddziaływania i przeciwdziałania, który
polega na słownej perswazji, edukacji, informowaniu. Rezerwujemy
sobie więc prawo krytyki tychże zasad religijnych. Pisanie o
tym i uzasadnianie tego prawa jest niezbędne, gdyż krytyka pewnych
związków religijnych, a raczej ich zasad, jako szkodliwych
społecznie, może rodzić zarzut nietolerancji i prób dyskryminacji
na tle religijnym, co zresztą - mówi się - nie da się pogodzić z
deklarowanym przywiązaniem do idei tolerancji religijnej i rozwoju
różnorodności religijnej. Krytyka taka jest jednak przejawem
czegoś zgoła innego niż nietolerancja.
Jeśli ktoś chce być członkiem krwawego kultu to próbujemy
przeciwdziałać temu, bezpośrednio dlatego, że jest to sprzeczne z
prawem, a de facto dlatego, że jest to szkodliwe społecznie. Nie
można wychodzić z założenia, że jedynie to co jest penalizowane za
pomocą ustaw karnych jest szkodliwe społecznie, bo wiadomo, że
prawo karne penalizuje jedynie część czynów szkodliwych społecznie
(założenie penalizacji jako ultima ratio) a nie
wszystkie. I to nie jest wyraz nietolerancji religijnej, tylko
chronienia większego dobra. Jeśli ja uważam, że rozrost niektórych
związków wyznaniowych jest szkodliwy społecznie, to jeśli nie jest
to taka szkodliwość społeczna, która jest objęta penalizacją,
pozostaje mi jedynie inny środek reakcji na nią: słowo, krytyka. Z
tego korzystam. I to też nie jest wyrazem nietolerancji.
ogę
wyjść od stwierdzenia, że przyjęcie bądź nie przez Kowalskiego
jakiegoś błędnego lub nawet szkodliwego dla niego mniemania jest
jego indywidualnym prawem i bierze za to odpowiedzialność, a
przecież nie żyjemy w systemie totalitarnym, aby wytyczać sposób
myślenia jednostek. Ale jeśli tym błędnym mniemaniem będzie
trwonienie przezeń pieniędzy na hazardzie w nadziei na szybki zysk
albo zakup akcji upadającej spółki, to faktycznie tak jest - to
sprawa Kowalskiego i jego problem. Są jednak takie błędne
mniemania, które pośrednio oddziaływają na moją sytuację i jestem
zainteresowany w krytykowaniu takich mniemań Kowalskiego.
Odwołajmy się do analogii. Otóż nie uważam, że w imię swobody
przekonań politycznych i całego szeregu skonkretyzowanych
konstytucyjnie i ustawowo praw i wolności politycznych ja winienem
być tolerancyjny dla tych głupców, którzy wierzą, że Lepper ich
zbawi od biedy i wywrze pomstę na domniemanych sprawcach owej
biedy. Walczę więc słownie z tymi mniemaniami, gdyż jestem
przekonany, że mogą one mieć dalekosiężne konsekwencje dla mnie i
ludzi, których lubię i cenię. Podobnie z przekonaniami
Kowalskiego, że zbawi go Jehowa lub Allah. Sądzę, że jego
przekonania jeśli zostaną nazbyt rozpowszechnione mogą mieć
przykre konsekwencje także dla mnie i moich znajomych, więc
krytykuję to przekonanie. Jeśli więc moja krytyka pewnych decyzji
w zakresie wierzeń religijnych ma być wyrazem zaprzeczenia idei
wolności religijnej, to tak samo moja krytyka naiwnych wyborców
Leppera powinna być uznana za przejaw zaprzeczania idei praw i
wolności politycznych. A że tak nie jest nie trzeba chyba szeroko
wywodzić.
Zalegalizowany związek może być sektą
a
jakiej podstawie sąd uznał, że ŚJ działają "jak sekta" i jak to
się ma do kontrargumentu, że przecież "są zalegalizowaną religią"?
Otóż są to dwie różne kwestie. Pojęcie sekty nie opiera się tutaj
li tylko na kryterium formalnym, tj. fakty rejestracji lub
ustawowej regulacji, czy ilościowym, tj. ilości wyznawców.
Wyznanie to może być kwalifikowane jako sekta na podstawie
kryterium materialnego. Na tę kwalifikację mogą wpływać m.in.
izolacjonizm członków od życia społecznego poza grupą,
antagonistyczne nastawienie wobec 'obcych', sposób i zakres
oddziaływania na członków i zakres wpływu grupy na ich życie,
agresywny lub nachalny prozelityzm, głoszenie skrajnych i
apokaliptycznych nauk i in.
Zdaję sobie sprawę z tego, że moje poglądy mogą być
kontrowersyjne, przede wszystkim dlatego, że nie spełniają wymogów
political corectness. Niestety, nigdy nie miałem ambicji,
aby w tych wymogach się mieścić.

[_1_] B. Tibi, "Fundamentalizm religijny a
demokracja", [w:] tegoż, Fundamentalizm religijny, Warszawa 1997,
s.60-61.
[_2_] S. Peterson, A. Somit, na konferencji naukowej w roku 1991,
za: K. Szymborski, Poprawka z natury, s.271.
[_3_] Zob. więcej: L. Kołakowski, "Demokracja jest przeciwna
naturze", [w:] E. Nowicka, M. Chałubiński (red.), Idee a
urządzanie świata społecznego..., Warszawa 1999, s.72-76.
[_4_] W PRL, inaczej niż obecnie, nielegalna działalność związku
wyznaniowego była przestępstwem.
[_5_] M. Winiarczyk-Kossakowska, Państwowe prawo wyznaniowe w
praktyce administracyjnej, Warszawa 1999, s.39-40.
[_6_] M. A. Nowicki, "Z kim dzieciom lepiej", Rzeczpospolita,
1.10.2004.
Opublikowano na Brooklyn Sp.B.O, październik
2004