Strona główna / Bieżący świat Ś.J. / Prawo Prasowe a Strażnica

Tematyczny spis wszystkich artykułów


Prawo Prasowe a ''Strażnica''

autor: Iszbin

 

Od 15 lipca 2002 roku drukowanie ''Strażnicy'' przeniesiono z Niemiec (Selters) do Wielkiej Brytanii. Nie znamy przyczyny takiej decyzji, znamy natomiast jej skutki. Pierwszym z nim stało się obniżenie jakości papieru (a zatem i oszczędności) na którym drukowane jest czasopismo. Drugi skutek jest być może bardziej poważny. Może okazać się, że wydawca w Polsce łamie Prawo Prasowe! Wydawcą bowiem jest Strażnica - Towarzystwo Biblijne i Traktatowe, Zarejestrowany Związek Wyznania Świadków Jehowy w Polsce.  I to na nim (jako wydawcy) ciąży obowiązek przestrzegania Prawa Prasowego.

W Artykule 27.1 Ustawy o Prawie Prasowym czytamy bowiem:

1. Na każdym egzemplarzu druków periodycznych, serwisów agencyjnych i innych podobnych druków prasowych należy w widocznym i zwyczajowo przyjętym miejscu podać:

(...)

2) Adres redakcji oraz imię i nazwisko redaktora naczelnego

(...)

Do lipca, gdy ''Strażnicę'' drukowano w Niemczech, w stopce redakcyjnej widniało imię i nazwisko redaktora - patrz niżej.

 

Tymczasem, gdy drukowanie przeniesiono do Anglii, przestano podawać wymagane przez polskie prawo (obowiązujące wydawcę), wspomniane wyżej, dane redaktora. Poniżej skan fragmentu 2-ej strony ''Strażnicy'' z 15 lipca 2002:

 

 

Jak na ironię, w tym samym numerze Strażnicy pochwalili się Świadkowie swą uczciwością i przestrzeganiem prawa! (strona 24-25). Temu, kto narusza Artykuł 27, grozi sankcja zapisana w tej samej ustawie, w Artykule 47:

Kto narusza przepisy art. 3, 11 ustawy, art. 14, 15 ustawy, 2 i artykułu 27 - podlega karze grzywny.

Warto zastanowić się dlaczego Nadarzyn zdecydował się na taki krok? Przecież nie z niewiedzy, gdyż wcześniej wiedziano o tym obowiązku, i co więcej, przestrzegano go. Nic przeciwko temu nie ma także Brooklyn. W książce ,,Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego'' napisano:

''Od roku 1946 obowiązuje ogólna zasada, by w literaturze Towarzystwa Strażnica nie kierować uwagi na żadnego indywidualnego redaktora*'', a w odnośniku (*) dodano: ,,W krajach, gdzie wymaga tego prawo, wymienia się jednak miejscowego przedstawiciela Towarzystwa jako redaktora odpowiedzialnego''. - s. 146

Postanowiłem dowiedzieć się u źródła, dlaczego przeniesiono drukowanie czasopism do Wielkiej Brytanii i dlaczego ''zniknął'' redaktor odpowiedzialny.  Zadzwoniłem zatem do Oddziału Świadków Jehowy do Nadarzyna i poprosiłem o połączenie mnie z Działem Informacyjnym. Pan Michał Hoszowski (mój rozmówca ze strony Działu Informacyjnego), na pytanie pierwsze (dlaczego przeniesiono drukowanie), odpowiedział: ,,Nie wiem dlaczego''. Zatem zadałem drugie pytanie (o redaktora, a raczej o jego wyraźny brak), otrzymałem odpowiedź z kręgów dejavu: ,,Nie wiem dlaczego nie ma nazwiska redaktora''. Mimo, że rozmowa była miła, to jednak niestety, jeśli chodzi o moje pytania, odpowiedzi na nie były cokolwiek ,,mało satysfakcjonujące''.

 

Rodzi się pytanie: jeżeli nie dział informacyjny Oddziału Świadków Jehowy w Polsce, a jednocześnie Wydawca ''Strażnic'' nie wie co wydaje, to kto to ma wiedzieć?

Oczywiście my wiemy, że Nadarzyn ma niewielki wpływ na treść ,,Strażnic'', żeby nie napisać, iż nie ma żadnego i wydają to, co ''Brooklyn każe''. Teraz możemy tylko wysnuć przypuszczenia i spróbować postawić mniej, lub bardziej trafną hipotezę takiego kroku.

 

Biuro Oddziału w każdym państwie zbiera i wysyła (nie wiem w jakiej formie, ale, że tak jest w istocie, to pewnik) różne informacje, wycinki prasowe, jednym słowem wszystko to, co dotyczy Świadków, lub co pomaga wzmacniać argumentację doktryny Brooklynu. Np. tym sposobem na łamy jednej z publikacji książkowej w ''formie cytatu'' trafił Maciej Giertych, aktualnie poseł Ligi Polskich Rodzin, skądinąd ojciec sławnego już dziś Romana Giertycha, którego wypowiedź miała wspierać argumentację antyewolucyjną (porównaj: Czy istnieje Stwórca, który się o ciebie troszczy? Strona 43-44). Podaję ten przykład dlatego, by unaocznić, że poprzez Nadarzyn, za oceanem Brooklyn doskonale wie, co u Świadków Jehowy w Polsce, w przysłowiowej ,,trawie piszczy''.

 

W czerwcu tegoż roku wybuchła prasowa ''nagonka'' na świadków Jehowy, której punktem zapalnym była śmierć 18-letniej Magdy. Posypały się artykuły prasowe, odgrzebano wiele innych przypadków bezsensownej śmierci świadków Jehowy. Także my wrzuciliśmy sporą liczbę artykułów, a to tylko tych, do których udało nam się (czasami dziwnymi drogami) dotrzeć. W każdym bądź razie zmierzam do tego, że do Brooklynu musiało pójść sporo ''raportów'' (nazwijmy to umownie raportami) o publikacjach prasowych z ,,transfuzją w tle''. Być może świadomy krok Kierownictwa polegający na ''wyautowaniu'' redaktora, miało zmienić kierunek zainteresowań gryzipiórków (tj. dziennikarzy)? Nic tak nie reklamuje Świadków, jak prześladowanie za ''wiarę''. A tu proszę, za wydawanie takich czasopism, wzywających do tolerancji, pomagających prowadzić ''szczęśliwe życie'' i wszystkie inne ochy i achy, jakiś prokurator żąda kary, a sąd wyznacza grzywny... I to komu? Najbardziej praworządnej religii świata! No, po prostu zgroza. ale reklama idzie w Polskę o prześladowaniach... jak zwykle Bogu winnych Świadków Jehowy.

Na szczęście najprawdopodobniej nic tego nie będzie, gdyż Ustawa o Prawie Prasowym pochodzi z roku 1984, a zatem była tworzona za komuny lubującej się we wszelkiej rodzaju cenzurze, blokadzie wolności słowa itp., itd. i nie wydaje się, żeby jakikolwiek sąd chętnie egzekwował suchą literę prawa, gdyż było ono (prawo) tworzone, gdy ''duch prawa chodził innymi drogami''. Podobnej treści e-mail otrzymałem od dziennikarza ''Trybuny"

Oczywiście teoria ''transfuzyjno - redaktorska'' może być zupełnie nietrafiona, co jednak nie od razu wyklucza chęci takim sposobem rozreklamowania ''prześladowanych Świadków'' i, rzecz jasna,  ich periodyków. Przeciwko teorii, która opisałem wyżej może świadczyć to, że gotowe numery są tłumaczone i przygotowane do druku o wiele wcześniej niż 1 miesiąc przed ukazaniem się ich, ale zmiana w układzie stopki nie może zająć więcej niż... hm, minutę? Potem tylko druk i transport. Jednakże wchodzi tu także w grę koordynacja niezbędna przy przeniesieniu drukowania i ustalania harmonogramu samego druku.

J.M. (imię i nazwisko znane ''redakcji''), dziennikarz ''Trybuny":

''Rzecz jasna, że doszło do złamania ustawy "prawo prasowe", jednak nie wiem czy można skutecznie skarżyć z tej ustawy. Raczej będzie to walenie głową w mur. Prawo prasowe jest ustawą z lat 80. Co prawda nowelizowano ją wielokrotnie, ale "rdzeń" został dawny i sędziowie niechętnie stosują jej przepisy karne, bo obawiają się posądzenia o stalinowskie ciągotki.''

Z tego powodu trzeba założyć, że decyzja o przeniesieniu drukowania zapadła znacznie wcześniej (jeżeli ''nie kupujemy'' powyższej hipotezy i nie wiemy o co chodzi, to chodzi o pieniądze, tak przynajmniej mówi słynna maksyma). Natomiast czy  w tym samym  momencie zdecydowano o ''pozbyciu się redaktora'', czy też stało się to później, pozostanie dla nas, a wydaje się, że i dla Nadarzyna, ,,niezgłębioną tajemnicą Brooklynu''.

 

Wnioski.

Ostateczną decyzję, czy Prawo Prasowe zostało złamane podejmuje niezawisły sąd. My mogliśmy (po konsultacjach) co najwyżej poinformować o podejrzeniach złamania prawa, wraz z uzasadnieniem, dlaczego takie ''herezje'' piszemy (wszak świadkowie Jehowy, ach te slogany są zaraźliwe, są najbardziej praworządną grupą na świecie. A co tam, niech mają: i we wszechświecie). Z drugiej strony nie chcielibyśmy, aby za pieniądze polskich podatników prokuratura wraz z sądami (poprzez rozprawę) prowadziła kampanię reklamową ''Prześladowanych Świadków Jehowy''. A już na pewno nie chciałbym (ja - Iszbin), aby uczestniczyli w niej dziennikarze. Dlaczego akurat tej grupy zawodowej nie chciałbym widzieć przy tym proce(sie)derze? A niechaj to, dla odmiany, pozostanie ,,tajemnicą Iszbina''.

A nam pozostaje satysfakcja z tego, że jako pierwsi opisaliśmy sprawę, która w pamiętnikach Watsona otrzymałaby niewątpliwie frapujący tytuł. Może ''Tajemnica zaginionego Redaktora''? Brzmi banalnie, ale nie każdy w końcu jest Arturem Conanem Doylem.

No i nie zapominajmy o nauce. Dowiedzieliśmy się bowiem, że Dział Informacyjny Nadarzyna, którego zadaniem jest informowanie, ''wiedzy'' ma niewiele (w wszak podobno ta ,,prowadzi do życia wiecznego''). Wydawca nie wie co wydaje, i dlaczego akurat wydaje coś tam, a nie gdzie indziej. No i w końcu nie dowiedzieliśmy się ,,gdzie zapodział się redaktor'', chociaż u Conana Doyle'a wszystkie zagadki Holmes rozwiązywał... Ale nie każdy w końcu jest....


Iszbin; sierpień 2002