W
''Biuletynie IPN'' nr 3/2004 (1)poświęcono sporo uwagi
historii Świadków Jehowy w PRLu. Ukazał się w nim między innymi
artykuł Jerzego Rzędowskiego pt.: „Najdłuższa konspiracja PRL.” Na
temat tego numeru Biuletynu, a także o samym artykule można było
przeczytać w Tygodniku Powszechnym, nr 22/2004r. Tekst
zamieszczamy poniżej.
(1) Pełen
'Biuletyn IPN' nr 3 w formacie PDF.
Najdłużej istniejącą nielegalną strukturą w PRL nie
była - jak można by się spodziewać - podziemna "Solidarność" czy
organizacja Wolność i Niepodległość, lecz Badacze Pisma Świętego
czyli tzw. Świadkowie Jehowy.
ziałali
oni przez cały okres powojenny, nie będąc formalnie
zarejestrowanym związkiem wyznaniowym. Represje ze strony władz
sprawiły, że, aby przetrwać i krzewić swe przekonania, musieli
stworzyć konspiracyjny system łączności, podziemnych drukarni i
siatkę kolportażu swoich pism. Mimo szykan udało się im
kilkakrotnie zwiększyć liczbę członków - aż do ok. 100 tys. w
chwili zalegalizowania, które nastąpiło dopiero w maju 1989 r. -
pisze w BIULETYNIE INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ (3) Jerzy Rzędowski.
Pomimo prześladowań ze strony hitlerowców (w obozach
koncentracyjnych Świadkowie Jehowy byli jedyną grupą wyznaniową
wyróżnioną specjalnym symbolem: fioletowym trójkątem na pasiaku),
Badacze Pisma Świętego stanowili po wojnie piątą pod względem
liczebności społeczność religijną w Polsce. Mieli najgęstszą
spośród wyznań niekatolickich sieć placówek terenowych, a ożywiona
akcja misyjna (prowadzona przy pomocy emisariuszy ze Stanów
Zjednoczonych) przysparzała rzesz wyznawców. Nic dziwnego, że
komunistyczne władze zaniepokoiły się.
ozpoczęły
inwigilację, zaś w nocy 21 czerwca 1950 r. funkcjonariusze
Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przeprowadzili akcję
masowych aresztowań Świadków Jehowy oraz zajęcia ich zborów. Kilka
dni później szef MBP na specjalnej konferencji prasowej nazwał
Badaczy Pisma Świętego “szpiegami imperializmu siejącymi histerię
wojenną”. 2 lipca 1950 r. Urząd ds. Wyznań odrzucił wniosek
organizacji “Wyznanie Świadków Jehowy w Polsce” o rejestrację.
Przywódców Świadków postawiono przed sądem - wyroki sięgały
dożywotniego więzienia. W 1952 r. nastąpiła druga fala aresztowań
- Świadkowie Jehowy byli jednak już na nią przygotowani: krążyła
wśród nich m.in. broszura na temat zasad zachowania się w
śledztwie. Na wszystkich szczeblach organizacyjnych ustanowiono
“zapasowe” władze na wypadek uwięzienia dotychczasowego
kierownictwa. Faktycznie: rychło cała struktura musiała przejść do
konspiracji: w najcięższym okresie 1950-53 do więzień trafiło co
najmniej 5 tys. Badaczy, były też ofiary śmiertelne - przynajmniej
40 osób zmarło w śledztwie bądź w więzieniach. Mimo szykan liczba
wyznawców zwiększyła się o prawie połowę (do prawie 28 tys.),
dwukrotnie wzrosły też nakłady nielegalnie drukowanej (bądź
przemycanej z zagranicy) literatury religijnej.
ramach “odwilży” roku 1956 zatrzymanych zwolniono, ale władze
wciąż nie chciały zalegalizować Świadków. Powodem było odmawianie
przez Badaczy Pisma Świętego ze względów światopoglądowych służby
wojskowej. Jesienią 1958 r. Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła
kolejną operację “paraliżowania i przecinania wrogiej
działalności”: nadal zdarzały się aresztowania przywódców,
próbowano sprowokować rozłam w ruchu. W 1960 r. SB zlikwidowała 8
prowadzonych przez Świadków podziemnych drukarni. Nie załamało to
jednak ich aktywności poligraficznej, przeciwnie: oprócz czasopism
zaczęli wydawać książki, a powielacze stopniowo zastępować
szmuglowanymi z Zachodu offsetami.
W latach 70. ekipa Edwarda Gierka stopniowo zezwalała Świadkom
Jehowy - formalnie wciąż nielegalnym - na organizację większych
zgromadzeń i kontakty z wiernymi w USA i w Niemczech. Liczyła
zapewne na wykorzystanie ich jako przeciwwagi dla Kościoła
katolickiego. Jednak nadal uważała ich za problem - zwłaszcza że
zaczęli wspierać współwyznawców w ZSRR (głównie wysyłając tam
swoje pisma). Wciąż zdarzały się represje (m.in. karano dzieci
Świadków Jehowy, kiedy odmawiały udziału w niektórych
propagandowych uroczystościach szkolnych i powoływały się na ważną
w swojej wierze zasadę neutralności wobec państwa). Nieustannym
problemem była wciąż kwestia poboru - zwłaszcza po 1981 r., kiedy
Świadkowie Jehowy nie ulegli nawet zaostrzonym rygorom stanu
wojennego i nadal odmawiali włożenia munduru. Nie poszli też na
zaproponowaną w końcu przez wojsko zamianę służby zasadniczej na
zastępczą (czyli pracę w zakładach użyteczności publicznej) -
warunkiem miało być bowiem przekazywanie władzom aktualnych spisów
wiernych.
Tak
czy tak, nie ma żadnych archiwalnych danych mogących potwierdzić
hipotezę - pojawiającą się głównie w katolickiej publicystyce
polemicznej - jakoby Świadkowie Jehowy byli kiedykolwiek strukturą
agenturalną władz PRL.
Źródło:
http://tygodnik.onet.pl/1555,1166344,dzial.html
Opublikowano na Brooklyn Sp.B.O, listopad 2004