"Mój świat  jest kobietą. Dziennik lesbijki" - fragmenty

 

''W książce uderza prostota zapisu, bezpretensjonalność wrażliwej kobiety, która ma za sobą nieudane małżeństwo, wyrwała się nie bez trudu ze środowiska Świadków Jehowy, ma dorastającą córkę i jest lesbijką. Odmienna orientacja seksualna bywa problemem w dużym mieście, a co dopiero w małym miasteczku. Z zaskoczeniem dowiadujemy się, jak rozległe jest środowisko lesbijek i gejów, jak wiele w nim miejsc, z których istnienia nie zdawaliśmy sobie dotąd sprawy - kluby i knajpki, internetowe portale, czasopisma, książki, biwaki.'' Tyle recenzja.

 

ISZBIN

 

grudniu ubiegłego roku otrzymaliśmy od autorki książki, Magdaleny Okoniewskiej ( www.okoniewska.pl )propozycje zamieszczenia fragmentów Jej pamiętnika dotyczących Świadków Jehowy. Przystaliśmy na to, czego efektem są niżej opublikowane cytaty. Z sporej liczby akapitów dotyczących bezpośrednio, lub pośrednio Świadków, wybraliśmy naszym zdaniem najciekawsze. Książka wydana była w 2004 nakładem wydawnictwa Jacek Santorski & CO.

 

26 września
(...)
Dowiedziałam się właśnie od córki, że mój były mąż ma zamiar się ożenić. Niedawno poznał kobietę mniej więcej w swoim wieku i zdecydowali się na małżeństwo. Ona jest z tej samej miejscowości, co Małgorzata, ciekawe, może się nawet znają. To by było dopiero! Jak to życie się jednak plecie zadziwiająco.
Córka już myśli o kreacji weselnej, bo oczywiście będzie wesele. Ślub cywilny, bo Świadkowie tylko taki uznają. Kandydatka jest też Świadkiem, według zaleceń tej religii należy szukać partnera wśród braci w wierze. Oczywiście, zdarzają się małżeństwa z osobami spoza zboru, za to nikogo się nie wyklucza, ale nie jest to mile widziane, zwłaszcza w przypadku braci starszych, czyli nadzorców. Kimś takim jest właśnie mój były mąż. Starszy musi dawać dobry przykład i spełniać (przynajmniej teoretycznie, z praktyką różnie bywa) wysokie wymagania.
Zalecenie poślubiania tylko braci w wierze ma swoje uzasadnienie i wcale nie jest takie głupie. Zupełnie inaczej w końcu żyje się z człowiekiem, który ma podobne zapatrywania i podobny cel, wierzy w to samo, prowadzi podobny tryb życia (zebrania, głoszenie itd.). Z drugiej strony jednak z powodu małej liczby Świadków (w Polsce jest ich około sto dwadzieścia tysięcy i liczba ta nie ma tendencji zwyżkowych) trudno znaleźć odpowiedniego partnera. Można więc powiedzieć, że mój były mąż miał szczęście. Poznał tę kobietę podczas odwiedzin u znajomego, który wyprowadził się z naszego miasta kilka lat temu. Kiedyś był naszym bliskim przyjacielem, często u nas bywał. Ponieważ oboje bardzo aktywnie działaliśmy jako tzw. pionierzy, czyli głosiciele, którzy poświęcają nauczaniu po domach większą część swojego czasu (wówczas około sto godzin miesięcznie), często wychodziliśmy do tzw. służby razem. Może było nawet między nami coś więcej niż zwykła przyjaźń, sądzę, że było to nawet coś w rodzaju zauroczenia. Zakochanie natomiast przeżyłam z „bratem” młodszym ode mnie o przeszło dziesięć lat. Zaczęło się to również od wspólnego głoszenia, spędzaliśmy razem po kilka godzin dziennie. Dużo rozmawialiśmy, zaczęłam pisać dla niego wiersze. Pociągała mnie jego świeżość i młodość, i wręcz dosłowna dziewiczość, która powodowała, że nawet dotknięcie ręki wywoływało u niego rumieniec. Pocałunek, który złożyłam na jego ustach, był pierwszym pocałunkiem w jego życiu.

27 września
W gazetach ciągle doniesienia o przesyłkach z wąglikiem. Nawet u nas, w takiej małej prowincjonalnej dziurze, wybuchła afera po tym, jak mieszkańcy pobliskiej wioski dostali list z Irlandii, gdzie nie mają żadnych znajomych ani rodziny. Nic podejrzanego nie wykryto, a jego autorami okazali się ludzie, którzy szukali kogoś mieszkającego w naszej okolicy. Natomiast sekretarka w ZUS-ie znalazła rozsypany na biurku biały proszek. Postawiono na nogi wszelkie możliwe służby. Ewakuowano połowę biura, przyjechała policja i specjalna grupa anty-wąglikowa, która zabrała proszek do ekspertyzy. Okazało się, że była to śmietanka do kawy, którą ktoś rozsypał, może złośliwie, ale cała procedura musiała się odbyć.
Ta sekretarka to, swoją drogą, była „siostra” Świadków Jehowy. Została wykluczona, gdy zaczęła romansować z żonatym „bratem”, w dodatku swoim wujkiem, starszym od niej o przeszło dwadzieścia lat. Rozwiódł się, zostawiając żonę i trójkę dzieci, i ożenił się z tą dziewczyną. Oczywiście też został wykluczony, co polega na tym, że przez Świadków jest traktowany jak zupełnie obca osoba, nikt się do niego nie odzywa, nie pozdrawia go, nie podaje mu ręki. Przykra to sytuacja i nic dziwnego, że taki wykluczony zwykle nie pojawia się więcej na zebraniach i nie szuka kontaktu z „braćmi”, chociaż zdarza się, że taka osoba wraca do zboru, ale zanim zostanie z powrotem przyjęta, musi pokazać, że się zmieniła, zerwała ze złym trybem życia itd.
(...)

3 października
Spotkałam Esterę, to ta co poznała mnie z Syliwią. Kiedyś byłyśmy ze sobą zaprzyjaźnione, tym bardziej, że to właśnie ona zapoznała nas z, jak to nazywają Świadkowie, „prawdą biblijną”. Studiowała ze mną i moim mężem, przeszło rok, publikacje biblijne i ona doprowadziła do tego, że zostaliśmy ochrzczeni i rozpoczęliśmy „działalność”.
Sylwię poznała, trafiając podczas głoszenia do mieszkania jej rodziców. Nie byli zbyt chętni do rozmowy, dlatego zaczęła zapraszać dziewczynę do siebie. Sylwia zawsze była osobą ciekawą świata, ludzi i nowych „idei”, a rozmowy z Esterą zaspokajały jej potrzeby pod tym względem. Odwiedzała ją o każdej porze, także w nocy, kiedy wracała na przykład z imprez. Miała wtedy różne problemy ze sobą, z wiarą, celem życia, nie wiedziała, jaką wybrać drogę. Nawiązała się między nimi swego rodzaju przyjaźń.
Estera jest samotna, ma parę lat więcej niż ja. Została wychowywana w rodzinie Świadków, wśród których trafiali się i tacy, co mieli na sumieniu różne “sprawki”, a nawet wykluczenia. W młodości chodziła z chłopakiem (nie należał do zboru), ale jego rodzina nie zgodziła się na ten związek. Zerwali więc i potem już nie związała się z nikim. Głoszenie, zebrania i towarzystwo braci w wierze zastępowało jej życie rodzinne. Myślę, że Sylwia była dla niej kimś bliższym, niż sama sobie uświadamiała. Pocałunek na powitanie czy na pozór przyjacielskie przytulenie mogły mieć w jej przypadku jakieś głębsze znaczenie. Estera długo nie chciała przedstawić mi Sylwii, chociaż wyrażałam taką chęć od chwili, gdy się poznały, tym bardziej, że sporo o niej opowiadała. - Przeczuwałam, że to się tak skończy - powiedziała mi kilka miesięcy później, gdy już znała prawdę o naszym związku. Na naszą przyjaźń, a potem coś więcej, co się między nami zrodziło, zareagowała tak jakby powodowała nią zazdrość. Zachowywała się jak odrzucona kochanka, która nie może się pogodzić z decyzją drugiej strony.
Podczas ostatniej rozmowy, Estera powiedziała, że to, co mówię o związkach homoseksualnych i o mojej orientacji, jest sprzeczne z Biblią. Dla Boga jest to złe. Nie dopuszczała do siebie myśli, że może być inaczej, bo wówczas musiałaby zburzyć cały swój ukształtowany na takich poglądach świat, a tego by nie zniosła. Jej dotychczasowe życie okazałoby się bezcelowe.
Nasze dzisiejsze spotkanie było dość nieoczekiwane. Szłam zamyślona, a tu ktoś mnie pozdrawia. Zdziwiłam się, że to ona, gdyż wielu Świadków w ogóle mnie nie zauważa od czasu, gdy przestałam chodzić na zebrania. Tymczasem, proszę, Estera wykazała inicjatywę i zagadnęła mnie. Zapytała, co słychać, jak żyję, zmartwiła się, że nie mam pracy, zatroskała o to, czy daję sobie radę. Chciała też się kiedyś spotkać – wobec tego zaprosiłam ją, odwiedzi mnie za kilka dni. Doprawdy, świat się kończy! Ha, ale czyż w końcu Świadkowie nie mówią o końcu świata, Armagedonie i zniszczeniu zła na ziemi?!
(...)

19 października

(...)

Gdy kilka lat temu napisałam artykuł do „Inaczej” (gejowskie pismo), w którym scharakteryzowałam postać mojego „brata w wierze” a zarazem homoseksualisty, i poprosiłam „homoerotyków”, którzy są lub byli Świadkami Jehowy, aby się odezwali - efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Przyszło dużo listów, zarówno od Świadków jak i od księży, którzy odkryli w sobie taką orientację i teraz nie wiedzą, co z tym zrobić. To znaczy, że problem ten dotyczy wielu i nie jest wcale taki rzadki.

(...)

 

11 grudnia
Estera mnie odwiedziła i co mnie bardzo zdziwiło, bo nigdy tego nie robi, zaczęła opowiadać o moim byłym mężu - jaki to on nielojalny, że znalazł sobie kogoś innego i się wkrótce żeni, że nie powinien tak robić, tym bardziej, że tutaj na miejscu, w zborze ma dosyć kandydatek do małżeństwa, które są wolne i od dłuższego czasu czekają na kogoś odpowiedniego. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ma na myśli głównie siebie. Mówiła to z jakimś żalem, niespotykanym u niej, jakby rzeczywiście miała pretensje do mojego byłego o to, że nie zainteresował się właśnie nią. Generalnie „Strażnica” nie nakazuje życia w czystości, chociaż mówi, że lepiej się nie spieszyć z małżeństwem. Jednak powołując się na odpowiednie wersety biblijne, na przykład listy apostoła Pawła, dowodzi, że „lepiej się ożenić niż płonąć”, ale nie zawsze jest to łatwe do wykonania. Jak wspomniałam, Świadkowie mają się pobierać tylko wśród swoich, a wyznawców nie jest dużo i wybór ograniczony. Nic dziwnego, że większość wykluczeń ze zborów spowodowana jest „niemoralnością płciową”. Co roku w styczniowej „Strażnicy” podawana jest statystyka - ilość wyznawców na świecie ogółem i w poszczególnych krajach, procent wzrostu (lub spadku), ilość ochrzczonych, oraz wykluczenia. Ta ostatnia liczba wzrasta w zastraszającym tempie.
Estera, wyżaliwszy się, poszła. Zostawiła mi też jedną z nowo wydanych przez Świadków książek, dotyczącą proroctwa Izajasza. I oczywiście, interpretacja proroctwa jest przeprowadzona tak, by potwierdzała lansowany przez Świadków model wiary.

(...)

 

15 grudnia
Za trzy dni klasa mojej córki organizuje spotkanie wigilijne. Córka postanowiła pójść, czym nieco mnie zaskoczyła, bo jako Świadek nie powinna w zasadzie uczestniczyć w tego typu imprezach. Ale ostatnio przeżywa jakiś wyraźny kryzys wiary, buntuje się, i oświadczyła, że pójdzie, oczywiście nic nie mówiąc ojcu, który by się temu zdecydowanie sprzeciwił. Jest to bowiem związane z „fałszywym” kultem i uczestnictwo byłoby wyrazem poparcia dla tego kultu – można by ją było uznać za „odstępcę”, co już może być podstawą do wykluczenia ze zboru. Poprosiła mnie, abym tacie nic nie mówiła.
(...)

 

6 stycznia
Spotkałam Marka, Świadka Jehowy - tego, z którym romansowałam kilka lat temu. Słowa „romansować” użyłam tutaj bardzo na wyrost, to były tylko dwa spotkania, podczas których zaledwie doszło między nami do nieśmiałych prób pocałunku. Nic się nie zmienił - szczupły i chłopięcy, o uśmiechu licealistki, która jeszcze nie zgrzeszyła. Chyba jednak w tym wieku ma on już co nieco na sumieniu, w końcu przez osiem lat był z dziewczyną i nie wierzę, aby był to związek czysto platoniczny. Spotkaliśmy się przypadkiem w jednym z urzędów i stanęliśmy, zaskoczeni, przyglądając się sobie. Kiedyś mieliśmy szalone plany ucieczki, rzucenia wszystkiego i zamieszkania razem w innym mieście. Jednak oczywiście jego rozsądek (bo nie mój, mi daleko było do rozsądku) zapobiegł temu. Ciekawe, jak wyglądałoby moje życie, gdybyśmy to zrobili? Czy taki związek przetrwałby próbę czasu? Miał chyba marne szanse. Stojąc tak naprzeciw siebie i milcząc, w pewnym momencie, na szczęście, rozładowaliśmy napięcie wspólnym śmiechem. Zaproponowałam, żebyśmy poszli gdzieś na kawę, w końcu ile można stać na korytarzu wśród tłumu petentów. Pojechaliśmy do małej kafejki przy Starym Rynku. Mówiliśmy o tym, co aktualnie robimy, gdzie pracujemy – w końcu zapytałam, o coś, co mnie intrygowało.
- Dlaczego właściwie zgodziłeś się, żeby tu przyjść ze mną? Wiem, jak Świadkowie traktują takich jak ja...
- Ja nie muszę tak myśleć, jak inni Świadkowie.
- Czy to znaczy, że nie potępiasz mnie za to, że nie chodzę na zebrania i zerwałam z wami kontakty?
- Nie uważam się za kompetentnego do oceniania czyjegoś postępowania. To ty jesteś odpowiedzialna za to, co robisz, i Bóg cię osądzi, nie ludzie.
- Słusznie, ale z tego, co wiem, Świadkowie mają trochę inne poglądy i wielu mnie nawet nie pozdrawia na ulicy... Nawet twoja mama, która zresztą nie bardzo mnie lubi od czasu, hm... - Nie chciałam nazywać rzeczy po imieniu. Zresztą on się zapewne domyślił, o czym mówię. Jego matka była moją najlepszą przyjaciółką do chwili, gdy zobaczyła nas kiedyś razem, wysiadających z autobusu. Byliśmy wtedy w Poznaniu, ja pojechałam na jakieś badania, on miał coś do załatwienia. Pamiętam ciemną bramę jakiegoś budynku i nas całujących się tam, ukrytych dyskretnie za jakimś słupem. Chyba żadne pocałunki nie miały dla mnie tyle uroku (no, może oprócz tych pierwszych), co właśnie te, zabronione, naznaczone piętnem grzechu.
- Żałujesz tego wszystkiego, co mogło być między nami, a nie było? - zapytałam nieoczekiwanie dla samej siebie.
- Nie - odpowiedział, lekko zmieszany i zdziwiony moimi dociekaniami.
- Chyba jesteś szczęśliwy...
- To inna sprawa. Moje szczęście nie zależy od tego, czy żałuję czegoś, czego nie było, ale od mojej więzi z Bogiem i mojego nastawienia do życia.
- Zwykle miałeś pozytywne nastawienie...
- I teraz też takie mam. Sądzę, że jestem szczęśliwy, staram się służyć Bogu i ludziom...
- A jak kontakty z mamą?
- Mama jest w porządku, ciebie nie lubiła z wiadomych względów, ale myślę, że jej to minęło.
- Jak ci się układa z Kasią? - byłam ciekawa wszystkiego, co dotyczy człowieka, kiedyś tak bardzo bliskiego.
- Nie jesteśmy już razem. Dziwne, że nie wiesz o tym, żyjemy w tak plotkarskim środowisku.
- W sumie wiedziałam, ale nie byłam pewna. A więc rozstaliście się...
- Tak naprawdę to nawet nie wiem dlaczego, ale chyba po prostu to nie było to, przynajmniej z mojej strony.
- Lepiej zmienić decyzję teraz, niż wtedy, gdy będzie za późno.
- No właśnie. A co tam u ciebie? Nie chodzisz na zebrania...
- Wiesz, złożyło się na to wiele czynników. Zaczęłam dużo myśleć, pojawiły się wątpliwości, poza tym wchodzą tu w grę pewne osobiste przyczyny.
- Chyba wiem, jakie...
- Skąd wiesz, i czy rzeczywiście, wiesz?
- Wiem dużo o tobie, wbrew temu, co możesz sądzić, interesowałem się twoim losem od czasu, gdy... poznaliśmy się bliżej.
- To miłe z twojej strony, ale dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałeś?
- Czy wszystko trzeba mówić? Obserwowałem cię z daleka i często się niepokoiłem tym, co się z tobą dzieje.
- Naprawdę?!
- Co w tym dziwnego? Przecież interesowanie się przyjaciółmi jest naturalne, a ja uważałem się za twojego przyjaciela, niezależnie od tego, co byś na ten temat sądziła.
- Rozumiem, dziękuje, ale czy to nie stoi w sprzeczności z twoją religią?
- Ubolewałem nad tym, że zerwałaś kontakty ze zborem, ale muszę ci powiedzieć, że cię rozumiem. Niektórzy bracia są bardzo trudni, poza tym sam od pewnego czasu mam wątpliwości co do pewnych rzeczy.
- Oooo! A do jakich konkretnie?
- Nie chciałbym roztrząsać tego tematu, może będzie kiedyś jeszcze okazja. Zresztą sam muszę się z nim najpierw uporać. Mam tylko jedno pytanie do ciebie. Czy kontaktujesz się może z Radkiem?
- Owszem, od czasu do czasu się widujemy, najczęściej przypadkiem w Poznaniu, czasem w knajpkach. Mogę ci dać jakieś namiary na niego, mam chyba numer komórki. Chcesz?
- Jasne, chyba nie będzie miał nic przeciwko temu, co?
Radek był również byłym Świadkiem Jehowy - odszedł ze zboru z powodu swojej orientacji homoseksualnej. Gdy odkrył w sobie takie upodobania, najpierw szukał pomocy u braci starszych. Zalecili mu na to modlitwę i czytanie Biblii. Ponieważ stwierdził, że to nic nie daje, a wręcz potęguje stres i pogłębia poczucie winy, odsunął się od zboru. Nawiązał kontakty ze środowiskiem homoseksualnym, zaczął bywać w knajpkach branżowych. Przez długi czas nie znałam powodów jego odejścia. Dopiero dwa lata temu, gdy spotkaliśmy się przypadkiem w autobusie i ja, opowiadając, co robiłam w weekend, wymieniłam nazwę lokalu gejowskiego, szeroko otworzył oczy i roześmiał się. Dopiero wtedy zaczął ze mną szczerze rozmawiać. Czyżby Marek odkrył w sobie podobne upodobania? No... w końcu ten jego dziewczęcy urok, miękkość w ruchach i sposobie bycia - to dużo mówi. A może chce po prostu nawrócić Radka na właściwą drogę?

(...)

 

24 marca
Widziałam się z Esterą. Po dość długiej przerwie miałyśmy sobie sporo do powiedzenia. Jej życie toczy się pomału, bez większym zmian i rewolucji. Praca, zebrania, głoszenie, czasem spotkania z braćmi ze zboru, czytanie „Strażnic”, studiowanie Biblii. Trochę podyskutowałyśmy na temat interpretacji pewnych ustępów. Ja też bowiem dostaję czasopisma, przynosi je dla mnie moja córka. Pewne kontrowersje wzbudził we mnie artykuł dotyczący głosowania. Do tej pory było powiedziane wyraźnie, że Świadkowie nie mieszają się do polityki i nie biorą udziału w wyborach, niezależnie od tego, czy dotyczy to wyborów na prezydenta, do parlamentu czy lokalnych władz samorządowych. „Mamy swój rząd w niebie” - pisała swego czasu „Strażnica”, a wyrazem tego było wpisywanie sobie przez niektórych Świadków w dowodach osobistych w rubryce obywatelstwo - „Królestwo Boże”. Tymczasem teraz przeczytałam, że sprawa głosowania jest „sprawą sumienia”, co oznacza, że każdy ze Świadków sam decyduje o tym, czy weźmie udział w wyborach, czyli zdecydowanie interpretacja się zmieniła. Drugą sprawą, która zwróciła moją uwagę, jest słynny rok 1914. Przez całe dziesięciolecia Świadkowie twierdzili, że Armagedon, czyli koniec zła na ziemi, nastanie w czasie, kiedy będą jeszcze żyli ludzie reprezentujący pokolenie urodzone w roku 1914. Teraz natomiast czytam, że ta interpretacja była błędna i że wyrażenie „nie przeminie to pokolenie zanim się to stanie” (to cytat z Ewangelii wg. św. Mateusza) dotyczy ludzi żyjących w czasie, gdy będzie następował koniec świata. Wynika z tego, że data tego wydarzenia została przesunięta z początku XXI wieku (bo teraz jeszcze żyje pokolenie urodzone w roku 1914) w bliżej nie określoną przyszłość. Estera oczywiście starała się udowodnić mi, że bracia piszący artykuły czerpią natchnienie od Boga, ale jak z tego wynika, mylą się. Skąd więc wiadomo, że akurat ta interpretacja jest prawdziwa, a nie poprzednia? A może jeszcze inna okaże się właściwa? I w co wierzyć w takiej sytuacji? Estera mówi, żeby wierzyć Bogu, no tak, ale Bóg nie wyznacza dat, ani nie stawia wymagań, które przypisują mu Świadkowie.
(...)

 

23 kwietnia
Sensacja wśród Świadków Jehowy! Spotkałam kolegę, tego, który jest gejem, a był Świadkiem i kilka lat temu odszedł z organizacji. Powiedział mi, że jeden z braci starszych zabrał pieniądze należące do zboru. Działalność Świadków jest finansowana przez dobrowolne datki, a w miejscu, gdzie odbywają się zebrania, stoją skrzynki, jedna przeznaczona na finansowanie sali Królestwa, druga - na ogólnoświatową działalność (pieniądze wysyłane są do biura głównego, znajdującego się w Nadarzynie pod Warszawą, a stamtąd trafiają do biura światowego w Nowym Jorku). Defraudacja pieniędzy to poważne wykroczenie i taki brat w zasadzie powinien być zwolniony z funkcji starszego, oczywiście, nie mówiąc już o obowiązku zapłacenia długu. Jednak jak słyszałam, podobno niechętnie zwalnia się braci starszych z funkcji, jeśli tylko nie dopuścili się “rażącego” grzechu, ot, chociażby cudzołóstwa – bo... brakuje chętnych na wymianę. Młodzi wolą się zajmować karierą czy rodziną, a nie zborem. Sprawa więc pewnie przycichnie i wszystko pozostanie po staremu, jak to zwykle bywa.
(...)

 

Książka Magdaleny Okoniewskiej dostępna jest także w Internecie:

 

 
qaoslp3księgarnia


Magdalena Okoniewska
Mój świat jest kobietą Dziennik lesbijki

Zobacz!

PS

Zgodnie z informacjami autorki, obecnie pracuje Ona nad książką, która będzie wyłącznie poświęcona Świadkom Jehowy. Życzymy powodzenia.

 

Problem homoseksualizmu wśród Świadków porusza także artykuł pt. ''Jehowa nie kocha gejów'' dostępny na Forum Watchtower:

http://watchtower.org.pl/forum/index.php?showtopic=333


Opublikowano na Brooklyn Sp.B.O., marzec 2005