ZŁOTORYJA Były członek zboru świadków Jehowy
przyznał się do zaatakowania młotkiem współwyznawców.
EWA SZCZECIŃSKA
rzed
Sądem Rejonowym w Złotoryi rozpoczął się wczoraj proces Waldemara
G., który w maju tego roku napadł na Piotra B. i jego żonę.
Wszyscy należeli wówczas do tego samego zboru świadków Jehowy.
Będąc członkami tego związku wyznaniowego byli zobowiązani do
darzenia się miłością i szacunkiem. Teoretycznie nie mogły między
nimi istnieć konflikty. Proces odsłania, że było inaczej. Spory
zaszły tak daleko, że o mało życia nie stracił jeden z
współwyznawców.
Piotr B. i jego żona Anita nadal są członkami zboru. Na pierwszy
rzut oka po ich obrażeniach nie ma śladu. Wciąż jednak żyją w
strachu. Kilka dni temu Nita B. powiedziała nam, że oboje obawiają
się o swoje bezpieczeństwo. Wczoraj w sądzie nie wyrazili zgody,
aby skorzystano z instytucji dobrowolnego poddania się karze.
Adwokat oskarżonego zaproponował dla niego dwa lata pozbawienia
wolności w zawieszeniu kary na trzy lata oraz 300 zł nawiązki. To
- zdaniem poszkodowanych i prokuratora - zbyt niski wyrok.
łe
relacje między Waldemarem G. i Piotrem B. zaczęły się około trzech
lat temu. Dwa zbory świadków Jehowy, do który należeli, połączyły
się, aby wspólnie działać przy budowli Sali Królestwa Bożego,
która miała być miejscem modlitewnych spotkań wyznawców. G. został
koordynatorem budowy, czemu sprzeciwiał się Piotr B. Wczoraj
zeznał, że podczas spotkań zboru głośno mówił o tym, że G. nie
nadaje się do pełnienia tej funkcji. Głównie ze względu na to, że
ma piątkę dzieci, a praca koordynatora potrafi być bardzo
absorbująca.
- Cały czas słyszałem docinki ze strony Piotra co do jakości
wykonywanej przeze mnie pracy. Był złośliwy i robił mi uwagi.
Zdarzało się obrażał całą moją rodzinę dyskredytując nas w oczach
współwyznawców. Nieraz chciałem mu za to przyłożyć - zeznawał
Waldemar G.
Dodał, że nie mógł znieść już presji i sam zrezygnował ze
stanowiska koordynatora. Zeznał jednak, że nadal był atakowany
przez członka zboru. Twierdził, że wiara nakazywała mu rozwiązać
konflikt, jednak zamiast tego wciąż się on pogłębiał.
maju tego roku Waldemar G. wieczorem napadł na Piotra B.
Twierdził, że “chciał mu przyłożyć i załatwić sprawę po męsku”. Z
samochodu, z teczki z narzędziami, zabrał młotek murarski. Zaczaił
się przed blokiem i zaatakował współwyznawcę. Anita B. broniła
męża i też otrzymała cios młotkiem. Oboje doznali obrażeń głowy.
Ich napastnik uciekł.
Waldemar G. wrócił do domu. Najstarszemu synowi i żonie
powiedział, że “chyba zabił Piotra”, po czym poszedł na policję
przyznając się do winy. Wczoraj przed sądem przeprosił swoje
ofiary. Powiedział, że gdyby mógł cofnąć czas, nigdy by tak nie
postąpił. Dodał, że teraz czuje się jak przestępca.
G. został wykluczony ze zboru świadków Jehowy. Przed sądem
odpowiada z wolnej stopy. Za popełnione czyny grozi mu kara do
pięciu lat więzienia.
Źródło:
http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/428757.html
Zobacz wcześniejsze doniesienie:
Młotkiem po głowie...
Opublikowano na Brooklyn Sp.B.O., grudzień 2004