Miała być miłość

'Gazeta Wrocławska, Słowo Polskie', 14.12.2004


ZŁOTORYJA Były członek zboru świadków Jehowy przyznał się do zaatakowania młotkiem współwyznawców.

 

EWA SZCZECIŃSKA

rzed Sądem Rejonowym w Złotoryi rozpoczął się wczoraj proces Waldemara G., który w maju tego roku napadł na Piotra B. i jego żonę. Wszyscy należeli wówczas do tego samego zboru świadków Jehowy. Będąc członkami tego związku wyznaniowego byli zobowiązani do darzenia się miłością i szacunkiem. Teoretycznie nie mogły między nimi istnieć konflikty. Proces odsłania, że było inaczej. Spory zaszły tak daleko, że o mało życia nie stracił jeden z współwyznawców.
Piotr B. i jego żona Anita nadal są członkami zboru. Na pierwszy rzut oka po ich obrażeniach nie ma śladu. Wciąż jednak żyją w strachu. Kilka dni temu Nita B. powiedziała nam, że oboje obawiają się o swoje bezpieczeństwo. Wczoraj w sądzie nie wyrazili zgody, aby skorzystano z instytucji dobrowolnego poddania się karze. Adwokat oskarżonego zaproponował dla niego dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu kary na trzy lata oraz 300 zł nawiązki. To - zdaniem poszkodowanych i prokuratora - zbyt niski wyrok.


łe relacje między Waldemarem G. i Piotrem B. zaczęły się około trzech lat temu. Dwa zbory świadków Jehowy, do który należeli, połączyły się, aby wspólnie działać przy budowli Sali Królestwa Bożego, która miała być miejscem modlitewnych spotkań wyznawców. G. został koordynatorem budowy, czemu sprzeciwiał się Piotr B. Wczoraj zeznał, że podczas spotkań zboru głośno mówił o tym, że G. nie nadaje się do pełnienia tej funkcji. Głównie ze względu na to, że ma piątkę dzieci, a praca koordynatora potrafi być bardzo absorbująca.
- Cały czas słyszałem docinki ze strony Piotra co do jakości wykonywanej przeze mnie pracy. Był złośliwy i robił mi uwagi. Zdarzało się obrażał całą moją rodzinę dyskredytując nas w oczach współwyznawców. Nieraz chciałem mu za to przyłożyć - zeznawał Waldemar G.
Dodał, że nie mógł znieść już presji i sam zrezygnował ze stanowiska koordynatora. Zeznał jednak, że nadal był atakowany przez członka zboru. Twierdził, że wiara nakazywała mu rozwiązać konflikt, jednak zamiast tego wciąż się on pogłębiał.


maju tego roku Waldemar G. wieczorem napadł na Piotra B. Twierdził, że “chciał mu przyłożyć i załatwić sprawę po męsku”. Z samochodu, z teczki z narzędziami, zabrał młotek murarski. Zaczaił się przed blokiem i zaatakował współwyznawcę. Anita B. broniła męża i też otrzymała cios młotkiem. Oboje doznali obrażeń głowy. Ich napastnik uciekł.
Waldemar G. wrócił do domu. Najstarszemu synowi i żonie powiedział, że “chyba zabił Piotra”, po czym poszedł na policję przyznając się do winy. Wczoraj przed sądem przeprosił swoje ofiary. Powiedział, że gdyby mógł cofnąć czas, nigdy by tak nie postąpił. Dodał, że teraz czuje się jak przestępca.
G. został wykluczony ze zboru świadków Jehowy. Przed sądem odpowiada z wolnej stopy. Za popełnione czyny grozi mu kara do pięciu lat więzienia.

 

Źródło: http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/428757.html

 

Zobacz wcześniejsze doniesienie: Młotkiem po głowie...


Opublikowano na Brooklyn Sp.B.O., grudzień 2004