Zauważyłem, że w społeczeństwie polskim istnieje
silne przekonanie o rzekomej uczciwości, szczerości i
nieprzeciętnej wręcz otwartości Świadków Jehowy (dalej: ŚJ). Czy
takie przekonanie jest słuszne? O ile należy wystrzegać się
wszelkiego typu uogólnień, kategorycznych stwierdzeń obciążających
wszystkie jednostki danej społeczności jakąś konkretną cechą tejże
społeczności, to z drugiej strony należy też wiedzieć, że w
zbiorowej świadomości każdej większej społeczności istnieją jednak
pewne cechy charakterystyczne, które da się czasem uchwycić i
opisać jako coś stałego i typowego dla tej społeczności.
JAN
LEWANDOWSKI
przypadku ŚJ sprawa jest o tyle ciekawa, że w społeczności tej
istnieje hierarchiczna struktura zarządzania. Możemy więc bez
przesady stwierdzić, iż przysłowiowe powiedzenie „przykład idzie z
góry” odgrywa w przypadku tej społeczności wyjątkową i decydującą
rolę. Jak to jest więc naprawdę u ŚJ z wspomnianym wrażeniem owej
szczerości, jakie starają się oni sprawiać na ludziach
postronnych?
Musimy pamiętać, że może to być jedynie tylko wrażenie jakie w
sposób sprytny i zamierzony sprawiają oni na ludziach z zewnątrz.
Co gorsza, świadectwa samych ŚJ, jakie zamieszczają oni w swych
publikacjach, zdają się niestety potwierdzać tezę, że ich
podejście do innych ludzi jest dość często tak naprawdę podstępne,
a życzliwość, otwartość i szczerość z jakimi to obnoszą się
ostentacyjnie wobec innych, są tylko zmyłką obliczoną na uśpienie
czujności u nieostrożnych. Zajrzyjmy więc do publikacji samych ŚJ
i przeanalizujmy pewne przykłady ich zachowań.
''Rocznik Świadków Jehowy 1994'' (Brooklyn 1994) opisywał podejście,
jakie polscy ŚJ wykazywali czasem wobec rozmówców. Na stronie 205
wspomnianej publikacji czytamy:
„Głoszenie w miastach, miało zazwyczaj charakter nieoficjalny,
[…]. Dla niepoznaki zazwyczaj rozpoczynano rozmowy na przykład od
pytania o możliwość kupienia czegoś. Odpowiedzi często stawały się
punktem wyjścia do dyskusji o sprawach duchowych.”
W powyższym przykładzie widać bardzo wyraźnie, iż ŚJ przyznali się
do tego, że udawali zainteresowanie dyskusją, której przedmiot
(„możliwość kupienia czegoś”) był im tak naprawdę obojętny. W
tejże dyskusji ŚJ ukrywali również przed rozmówcami prawdziwy cel
swojej rozmowy. Na podstawie tego przykładu widzimy więc, że obraz
ten niezbyt pasuje do wspomnianego wcześniej wrażenia postawy
wyjątkowej szczerości, jakie to wrażenie ŚJ starają się sprawiać
przed postronnymi. Zwrot „dla niepoznaki” (prawdopodobnie napisany
trochę przez nieuwagę) ma doniosłe znaczenie dla niniejszych
rozważań, ponieważ jest jasną wskazówką co do tego, że ŚJ chcą
czasem trzymać ludzi (zwłaszcza na początku dyskusji) w mylnym
przekonaniu odnośnie swych rzeczywistych zamiarów. W tym momencie,
kiedy ŚJ okazuje gorliwość i zainteresowanie rozmową inną niż
sprawy duchowe, to można mieć uzasadnione podstawy ku temu, aby
nie odebrać tego inaczej, jak tylko emocjonalne oszustwo, gra
pozorów i teatr.
ramach zatajania swych rzeczywistych intencji całkiem nieźle
spisywała się żona Lloyda Barry (niegdyś członek Ciała
kierowniczego ŚJ), która w ten oto sposób pisała listy do niego,
gdy był uwięziony:
„Aby pokrzepić Lloyda, postanowiłam pisać do niego >>listy
miłosne<<. Zaczynałam je w charakterystycznym dla nich stylu,
następnie przepisywałam całe artykuły ze Strażnicy i na koniec
podpisywałam się jako ukochana” (Strażnica z 1 kwietnia 2001, str.
26).
Brawo za sprytne wprowadzanie w błąd strażników, którzy
ewentualnie mogliby zajrzeć do korespondencji. „Szczerość”
i prawdomówność mniej
dystyngowanych ŚJ wygląda niestety nie lepiej, gdy się
przeanalizuje inne ich publikacje. Jedna z takich publikacji
podaje:
„Na przykład w pewnym państwie afrykańskim, w którym działalność
Świadków jest zakazana, pionier specjalny jechał autobusem na
północ kraju, wioząc ze sobą duży worek z literaturą biblijną i
kopertami. Konduktor zapytał: „Co jest w środku?” Brat wymówił
pierwsze słowo, które przyszło mu na myśl: >>Poczta<<” (Strażnica
z 1 stycznia 1992, str. 16-17, par. 20).
Podobnie postąpiła jedna z głosicielek w czasie trwającego zakazu
działalności ŚJ w NRD, gdy przewoziła w walizce potajemnie
publikacje Towarzystwa Strażnicy. W pewnym momencie nadszedł
celnik:
„Czyj to bagaż? Co jest w środku?” – zapytał, wskazując walizkę.
„To moja bielizna z pralni” – odrzekła Margit”
(Strażnica z 15 kwietnia 1992, str. 29).
W dalszej części opowiadania czytamy, że udało jej się ujść cało z
literaturą, bo celnik nie miał czasu dokładnie sprawdzić co jest w
środku.
rzykłady takie można by mnożyć ku znudzeniu czytelnika. Te
ostatnie są związane z prześladowaniami i ŚJ mogą się w tym
miejscu usprawiedliwiać, że ich brak prawdomówności wobec
prześladowców nie jest naganny. Jest to przecież tylko „ratowanie
skóry”. Jednakże, skoro twierdzą oni, że opierają się oni tylko na
Biblii, to w celu uzasadnienia ich powyższych praktyk należy
poprosić ich o wskazanie jakiegoś miejsca z Nowego Testamentu
(dalej: NT), w którym etyka chrześcijańska jest już w pełni
rozwinięta (w przeciwieństwie do etyki ST, która często sprzeciwia
się duchowi etyki nowotestamentalnej). W NT, gdy Piotr wprowadził
w błąd swych prześladowców odnośnie kwestii jego powiązań z
Jezusem, to zostało to ukazane jako coś nagannego.
nna z publikacji ŚJ opisuje to, jak w sposób celowy wprowadzali
oni w błąd postronnych, gdy działając w czasie zakazu w NRD
musieli przeprowadzić dla starszych zajęcia z Kursu Służby
Królestwa. Dokonywali tego w sposób zakamuflowany w jednej z
przyczep kempingowych. Zobaczmy więc jak w tym czasie ŚJ
zachowywali się wobec postronnych:
„W czasie naszych zajęć członkowie rodzin czuwali nad
bezpieczeństwem. Pewnego razu zauważyli, że wspomniany burmistrz,
będący też sekretarzem partii komunistycznej, idzie drogą w
kierunku naszego lasku. Osoba stojąca na warcie nacisnęła guzik
połączony kablem z urządzeniem alarmowym zainstalowanym w
przyczepie. Błyskawicznie z niej wyskoczyliśmy, zajęliśmy
wyznaczone wcześniej miejsca wokół stołu i zaczęliśmy grać w
karty. Dla nadania pozorów naturalności postawiliśmy nawet butelkę
alkoholu. Burmistrz złożył nam małą wizytę i wrócił do domu,
niczego nie podejrzewając” (Strażnica z 1 maja 1992, str. 28).
W tej sztuce „nadawania pozorów” jeden ze ŚJ pobił wręcz rekord,
pozwalając sobie nawet salutować (!), gdy po przypadkowym
spotkaniu z żołnierzami radzieckimi został wzięty za sowieckiego
dygnitarza. Dopuśćmy do głosu jedną z publikacji ŚJ, która to
opisuje:
„Żołnierze błyskawicznie opuścili pociąg i zaczęli rewidować na
stacji wszystkich pasażerów. Tylko mnie przepuścili bez przeszkód,
a wielu nawet zasalutowało, sądząc, iż jestem jakimś wyższym
urzędnikiem” (Strażnica z 15 kwietnia 1992 roku, str. 29).
W pewnym sensie trudno winić zwykłych ŚJ za to, że tak się oni
zachowują. W końcu jedna ze Strażnic uczy ich właśnie takiego
zachowania:
„Dlatego Pismo Święte wskazuje, że
dla ochrony spraw Bożych jest
rzeczą właściwą i konieczną zakrywać prawdę przed Jego
nieprzyjaciółmi. […] W Strażnicy pod tytułem >>Ostrożni jak węże
wśród wilków<< wyjaśniono, że takie zachowanie się podpada pod
określenie >>strategia<< i jest zgodne z radą Jezusa, że będąc
wśród wilków musimy być >>ostrożni jak węże<<” (Strażnica, nr 4 z
1961 roku, str. 16, pogrubienie od JL).
Wnioski z tej lektury pozostawiam każdemu czytelnikowi z osobna.
Jan Lewandowski, lipiec 2004