''Dirtclod''
ukazuje umiłowanie ''rzetelnych informacji'' Watchtower
(WTS a media)
Czy
dokumenty mogą podlegać prawu autorskiemu? Czy prawo autorskie do listu ma
nadawca, a nie odbiorca? Czy nadal jest karalne ''krzywoprzysięstwo''
gdzie indziej, niźli w sądzie? Jeśli tak, to mamy do czynienia z paranoją,
jeśli nie, być może ktoś inny na tę chorobę zapadł.
ISZBIN
zetelne
informacje.'' To hasło wytrych, którym nagminnie posługuje się Towarzystwo
Strażnica, aby zdyskredytować wszelki informacje o Świadkach Jehowy
pochodzące z źródeł innych, niźli samo Towarzystwo. Podobno nikt nie może
być sędzią we własnej sprawie - oczywiście, że nikt, pod warunkiem, że nie
dotyczy to WTS. Towarzystwu Strażnica marzy się (każdy może sobie
pomarzyć) pełna kontrola nad informacją, której regułę można sprowadzić do
prostego dogmatu: ''Tylko to jest prawdą o WTS, co wyjdzie z WTS i
zostanie potwierdzone przez WTS, że może wyjść i jest prawdą''
Tymczasem w USA
powstała strona www o nazwie: ''Dirtclod''. Znalazł się na niej zbiór
wewnętrznych dokumentów, które wyszły z Watchtower i zostały rozesłane do
zborów. Co, jak co, ale wg wszelkich prawideł oficjalne dokumenty WTS to
wszak stricte ''rzetelne informacje''. Być może i rzetelne, ale
zaprzeczyło drugiej części dogmatu informacyjnego wyznawanego przez WTS
(''zostanie potwierdzone przez WTS, że może wyjść'').
Oddawaj, to moja zabawka
TS szybko
zareagowało. Wysłało do dostawcy usług internetowych dla ''Dirtclod''
skargę, że strona ta łamie prawo umieszczając dokumenty, które wyszły z WTS. Dostawca Internetu, w dniu 1 sierpnia 2003 wysłał zatem tę informację
do autorów witryny:
"Wysyłamy kopię
skargi, jaką dostarczono od naszego nadrzędnego providera [dostawcy
Internetu] dotyczącą waszej strony oraz zawartości jak się na niej
znajduje. Wydaje się, że umieściliście objęte prawami autorskimi części
materiałów oraz zdjęcia które stanowią prawną własność Towarzystwa
Biblijnego i Traktatowego - Strażnica, z siedzibą w Nowym Jorku. Prosimy o
usunięcie tych zastrzeżonych listów, które - jak stwierdzono - zostały
wykorzystane bez pozwolenia, ani bez wydania przez nich oświadczenia,
zezwalającego wam na publikownie/kopiowanie ich zawartości na waszej
stronie. Niezastosowanie się do tego może zakończyć się zawieszeniem i/lub
zlikwidowaniem waszej strony w Internecie".
''Dirtclod'',
niewątpliwie osłupiały ze zdziwienia, niewiele dumając, wysłał email, w
którym zawarło się głupie pytanie (głupie, bo wszak jak WTS mówi, że tak
jest, to tak jest i nie ma co dyskutować - patrz dogmat informacji WTS -
''To jest prawdą (...) co wyjdzie z WTS'') dotyczące, jakie to prawo
złamali.
Proszę o przysłanie mi bezpośrednio na adres admin@dirtclod.com
listu, na jakiej podstawie uważacie, że pogwałciliśmy prawo autorskie
poprzez umieszczenie na dirtclod.com przedmiotowych materiałów, będących
prawną własnością WTBTS. Czy listy do Gron Starszych różnią się w
czymkolwiek od wewnętrznych okólników lub listów wysłanych do grupy
pracowników w zakładzie pracy? Czy starsi są pracownikami WTBTS? Czy
raczej są wolontariuszami? (Zauważ: Oni nie pobierają zapłaty i
dobrowolnie poświęcają swój prywatny czas na wspieranie WTBTS). Istnieje
pewna strona w Internecie - ... , która publikuje podobne dokumenty jakie
zamieszczono na dirtclod.com. Jedyna różnica jest taka, że WSZYSTKIE listy
zawarte na dirtclod.com są darmowo dostępne dla każdego - beż żadnego
pieniężnego zysku dla mnie. Nie ujawniają oni tajemnic handlowych, które
mogłyby niekorzystnie wpłynąć na możliwe źródła dochodu. A jeśli naprawdę
tematyka zawarta na dirtclod.com narusza prawa autorskie, które należą do
WTBTS i stanowią finansowe zagrożenie dla WTBTS, prosimy o wyjaśnienie w
jaki sposób te materiały skutkują finansowymi stratami.
Listy te nie będą dostępne od teraz aż do czasu, aż otrzymam oświadczenie
BEZPOŚREDNIO od Towarzystwa Biblijnego i Traktatowego - Strażnica. Jeśli
nie otrzymam odpowiedzi od tej korporacji albo od mojego ISP, w której
zostaną podane szczegóły domniemanego pogwałcenia praw autorskich, listy
zostaną w całości zamieszczone raz jeszcze. Poza tym, listy te zostały
udostępnione już jakiś czas temu i jest więcej niż pewne, że od tej pory
zostały ściągnięte setki razy. Jest także w Internecie spakowany w zipie
plik, z którego można swobodnie ściągnąć folder z tymi listami.
Do tego
dołączyli przykłady artykułów prasowych, które ujawniają wewnętrzne
dokumenty danych korporacji, przedsiębiorstw etc.
Skoro tak mówię to tak jest, przysięgam!
nia 5 siepania
2003 otrzymali list z WTS. Można by się spodziewać, że zostaną w nim
wymienione paragrafy ustaw, które witryna złamała. Ale nie uprzedzajmy
faktów, a przeczytajmy oficjalny list z WTS (jego oryginalną kopię
publikujemy).
TŁUMACZENIE
LISTU WTS (datowanego na 18 lipca 2003)
|
STRAŻNICA
Towarzystwo Biblijne i Traktatowe, Nowy Jork
Dział Prawny
18 lipca 2003
Registered Copyright
Agent
Backspace Manager
Hosting, Ltd.
Dotyczy: Zawiadomienie o złamaniu
prawa – http://www.dirtclod.com
Drogi Panie lub Pani:
Pragniemy zwrócić uwagę na to, iż na
http://www.dirtclod.com („Dirtclod”) udostępniono w sporej ilości
chronione prawem autorskim listy, należące do autorów
reprezentujących Towarzystwo Biblijne i Traktatowe – Straznica, z
siedzibą w Nowym Jorku („Strażnica”). Jest to zamierzone złamanie
ustawy o prawach autorskich, co ukazuje oświadczenie dotyczące celu
działania Dirtclod: „Strona ta poświęcona jest udostępnianiu
(…) oryginalnych skanów oficjalnych dokumentów mających związek z
Towarzystwem Biblijnym i Traktatowym – Strażnica” (kursywa nasza).
Oprócz tego Dirtclod zachęca do kolejnych przestępstw, oświadczając:
„Jeśli jesteś w posiadaniu jakichkolwiek listów, (…) prosimy o
kontakt pod adresem submission@dirtclod.com w celu otrzymania
instrukcji, w jaki sposób mógłbyś je umieścić na tej stronie”.
Zgodnie z danymi przedstawionymi
przez samo Dirtclod, strona ta zawiera kopie blisko 669 stron
objętych prawem autorskim listów, umieszczonych w 41 galeriach
tematycznych. Dla rozjaśnienia sprawy, załączamy kopie stron
Internetowych zawierające linki do owych prawnie chronionych listów.
Straznica – właściciel przedmiotowych
listów – nie udzieliło właścicielowi Dirtclod zgody na reprodukcję,
upowszechnianie lub ujawnianie tych materiałów na jego stronie
Internetowej, ani nie udzieliło upoważnienia do sporządzania odbitek
tych listów w celu udostępnienia ich na Internecie. W związku z tym,
umieszczenie tych oryginalnych dokumentów w Internecie stanowi
naruszenie praw autorskich Strażnicy.
Chciałbym poważnie uwypuklić, że
wykorzystanie materiałów w sposób stosowany przez roszczącego nie ma
zgody ze strony właściciela prawa autorskich, jego przedstawicieli
ani prawa.
Niniejszym oświadczam pod groźbą
odpowiedzialności karnej za krzywoprzysięstwo, że powyższe
informacje są zgodne z prawdą, oraz że jestem upoważniony do
wszczęcia działań na wniosek właścicieli zawłaszczonych materiałów.
Z poważaniem,
William E. Duquette, Jr.
Główny Prawnik Stowarzyszenia
wduquett@jw.or |
astrzegamy od
razu, iż nie znamy ustawodawstwa amerykańskiego (różnego, w różnych
stanach), które w dużej części
oparte jest na tzw. prawie precedensowym. Jednak zaryzykujemy
stwierdzenie, że list ten oparł się w części swej treści nie o próbę
wyegzekwowania prawa, lecz o kpinę z niego. (Na marginesie, prosimy
Czytelników, którzy znają się na amerykańskim prawodawstwie, o przesłanie
nam informacji związanych z zagadnieniem, które omawiamy). Z jednej strony
zdajemy sobie sprawę co do możliwych różnic w prawie obowiązującym na
terenie Polski i USA, z drugiej jednak wiemy, iż pewne idee ''prawa
obywatelskiego'' są w nowoczesnym świecie bardzo podobne.
Nim zaczniemy
omawiać ten przypadek, zwróćmy uwagę, iż prawnik WTS nie wskazuje na
konkretny paragraf ustawy, lecz pisze ogólnie (o złamaniu ustawy o prawach
autorskich) i przeskakuje od razu do idei, iż dokumenty te są własnością
piszących je. Wszystko natomiast potwierdza (uprawomocnia), że tak
jest w istocie (że Dirtclod złamał prawo) oświadczeniem pod ''groźbą
odpowiedzialności karnej za krzywoprzysięstwo''.
Spróbujmy teraz
krok po kroku rozważyć wszelkie możliwości interpretacyjne, zadając na
końcu nasuwające się pytania.
Prywatne listy piszących, czy wewnętrzne dokumenty?
TS w swym
liście wyraziło naiwny pogląd, iż ktoś sobie w organizacji napisał jakiś
list do kogoś innego, list zgoła prywatny, a Dirtclod bezprawnie je
opublikowało. List prywatny w rozumieniu: ot taki list babci do wnuczka, w
którym jest trochę o tym, żeby wnuczek się ciepło ubierał w zimie i nie
jadł za dużo słodyczy.
Tymczasem
prywatny list od dokumentu (wewnętrznego rozporządzenia w danej
instytucji) tym się różni, że nie jest pisany od prywatnej osoby
fizycznej do prywatnej osoby fizycznej. Nie ma zatem znaczenia, czy
taki wewnętrzny dokument zatytułujemy ''listem'' , ''dokumentem'',
''rozporządzeniem'', czy choćby nawet ''kupą kału''. Dokumentem staje
się nie z powodu tytułu, ale nadawcy i adresata oraz treści. Nie
trzeba tu odwoływać się do ustawy o prawie autorskim (1), by wiedzieć, że
to, iż jakiś dokument wyszedł z organizacji nie jest winą
upubliczniającego, a jeśli już WTS chce sobie szukać winnych, to niech
szuka (powodzenia) tego, kto ten dokument przekazał i niech dwoi się i
troi, by wprowadzić taką kontrolę wewnętrzną, która zapobiegnie takim
przypadkom. W żadnym razie nie dochodzi tu jednak do łamania prawa!
Niech WTS i
jego prawnik wysililą się i pokażą taki paragraf w amerykańskim
ustawodawstwie, który zabrania ''zbierania i rozpowszechniania
informacji'' dziennikarzowi oraz każe go za to, że upublicznił informację,
która wypłynęła z jakiekolwiek organizacji, tylko z tego powodu, że tejże
organizacji się to nie podoba. Powodzenia!
Listy od babuni należą do babuni, czy do wnuczka?
ak wyżej
wspomniano WTS zabawiło się w przemalowaniu swych dokumentów na zwykle
listy. Oczywiście było to ze wszech miar chybiona sztuczka i prosta do
wyłapania. Tym niemniej mimo wszystko postawmy sobie pytanie: Jeśli babcia
pisze list do wnuczka, to po otrzymaniu go, czyją własnością jest ten
list? Babci, czy wnuczka? Zatem kto ma do niego tzw. prawa autorskie?
Prawnik WTS,
bez podania odpowiedniego paragrafu, uznał, że takie listy należą (są
własnością) babuni (''listy, należące do autorów reprezentujących
Towarzystwo''). Nie wiemy, jak w USA, ale w Polsce takie listy należą do
wnuczka! Wnuczek może przeczytać go, podrzeć i wyrzucić, ale równie dobrze
może go opublikować w ogólnopolskiej gazecie (o ile takowa zechce list od
babci). Babcia po napisaniu i wysłaniu listu do wnuczka automatycznie
zgadza się, teraz będzie odkrycie ( ::) ), że list ten trafi do rąk
wnuczka, a ten zrobi z nim co zechce (2). Oczywiście babcia się może
obrazić... i więcej listu do wnuczka nie napisać (co dajemy także pod
rozwagę WTS).
Odpowiedzialność karna za krzywoprzysięstwo?
zczerze
pisząc, zaszokowało nas to stwierdzenie. Nas, żyjąc w XXI wieku. Otóż
prawnik WTS potwierdza, że to co powypisywał wyżej jest PRAWDĄ bijąc się w
pierś i mówiąc: przysięgam to prawda, a jak nie to niech mnie skażą za
krzywoprzysięstwo. Nam się wydawało, że prawnik pisze, że coś stoi tak i
tak, gdyż ustawa o tym i o tym, w paragrafie tym i tym, mówi tak i tak.
Lub, żeby odnieść się bardziej do prawa amerykańskiego: gdyż w wyroku Mr X
kontra Stan Y wyrok sądu mówił to i to.
Inna sprawą
jest, ze poznaliśmy trochę kodeksów karnych, cywilnych , ale w żadnym z
nich jeśli Pan A przysięgnie sobie Panu B, a okaże się, że przysięga była
lipna, Pan A nie odpowiada karnie. Znamy pojęcia umowa cywilna, umowa
prawna, składanie fałszywych zeznań, ale krzywoprzysięstwo... czy aby na
pewno żyjemy w XXI wieku? I tym skądinąd zaskakującym akcentem kończymy
nasze rozważania.
EPILOG
''Dirtclod''
opublikował skan listu skierowanego do nich (stąd i my go mamy), bez wiedzy
i zgody Towarzystwa, na własnej stronie. Tym samym wg prawnika WTS, jak
nic, po raz kolejny autor witryny złamał prawo, wszak treść tego listu
stanowi wyłączną własność piszącego, czyli Mr.
William E. Duquette, Jr. To już pachnie
recydywą... (oczywiście nie według naszego pojmowania prawa).
Ponadto także ''Dirtclod'' zadał kilka ciekawszych pytań, które
publikujemy poniżej:
Jest jeszcze jedno pytanie, na które WTBTS powinno udzielić odpowiedzi:
Dlaczego nigdy nie posunęliście się do działań prawnych po odejściu
Raymonda Franza, aby - tak jak w tym przypadku - doprowadzić do usunięcia
fotokopii listów zamieszczonych w Kryzysie Sumienia? Tym, którzy są
zainteresowani dowiedzeniem się o jakich listach mówię, wyjaśniam, że
bracia z Meksyku napisali do Towarzystwa z zapytaniem, czy czasem nie jest
rzeczą niewłaściwą przekupywanie urzędników wojskowych, aby uniknąć
obowiązkowej służby wojskowej. Towarzystwo odpowiedziało listownie, że
jeśli istnieje taki zwyczaj, by postępować w ten sposób - przekupywać
urzędników - zatem należy pozostawić sumieniu braci to, jak mają postąpić.
Listy te są w całości powielane w Kryzysie Sumienia i
sprzedawane na całym świecie. Siłą rzeczy nasuwa się tu pytanie -
Dlaczego Towarzystwo tak bardzo boi się prawnego zaatakowania Raymonda
Franza ze względu na listy jakie opublikował on w swojej książce,
natomiast niemal natychmiast zaczęli obstrzeliwać o wiele skromniejszą
stronę internetową publikującą podobne listy? Czy może chodzić o to, że
listy jakie zawiera książka Raymonda Franza - gdyby zostały upublicznione
przez media - mogłyby zaszkodzić wizerunkowi Towarzystwa? Tego możemy nie
dowiedzieć się nigdy...
A jaki wniosek stąd dla nas? Nie wszystko co WTS uznaje za łamanie prawa, łamaniem prawa automatycznie się staje... i
to mimo dogmatu informacyjnego WTS.
Drugim wnioskiem, równie
miłym, jest ten, że WTS wie doskonale, że dzięki Internetowi skończyły się
sielankowe czasy kontroli nad informacją, czasy, które nigdy już nie
powrócą.
TURBO FINITO
(18.08.2003)
Administratorzy zaglądnęli do amerykańskiej ustawy o prawach autorskich.
Okazało się, że dokumenty nie są objęte tym prawem, jak próbował to ''nie-powołując-się-na-nic''
wmówić prawnik Towarzystwa. Od wczoraj (18.08.2003) listy WTS znowu są
dostępne na witrynie:
http://www.dirtclod.com/yappa-ng/ . Chociaż znikł link podany poniżej
(w źródłach), my jednak zostawiamy zarówno ten tekst, jak i ''prawniczą''
odezwę Watchtower na pamiątkę.
(1) W polskiej
ustawie o prawach autorskich pisze krótko i wyraźnie: Art. 4 ''Nie
stanowią przedmiotu prawa autorskiego: pkt 2 urzędowe dokumenty.
(2) W polskiej
ustawie o prawach autorskich rozstrzyga to Rozdział 10, (którego sam tytuł
wiele mówi: ''Ochrona wizerunku, adresata korespondencji i
tajemnicy źródeł informacji''), a artykuł 82.
Źródło
materiałów do artykułu:
http://www.dirtclod.com/copyright.html
Iszbin, sierpień 2003