List Otwarty z Żuromina  do 'Nadarzyna'

 

Po publikacji listu Mariusza Z. otrzymaliśmy kolejny list. Tym razem z Żuromina. Sam list, jak i okoliczności jego powstania świadczą, iż WTS jak i Nadarzyn ma w swym arsenale niekonwencjonalne metody do uciszania wolnomyślicieli, trochę (żeby nie napisać zupełnie) mało zgodne z teokratycznymi postanowieniami Jehowy co do zarządzania zborami. Jednak jak zwykle ostateczną ocenę przekazu listu pozostawiamy Czytelnikom.

STRAŻNICA

TOWARZYSTWO BIBLIJNE I TRAKTATOWE
ZAREJESTROWANY ZWIĄZEK WYZNANIA
ŚWIADKÓW JEHOWY W POLSCE
Nadarzyn ul. Warszawska 14

Jacek Kursa
Zbór Żuromin

 

Drodzy Bracia!

 

         Piszę ten list w nadziei, że sprawy w nim poruszone, pozostają nieobojętne wszystkim, którym leży na sercu dobro imienia Bożego, dobro braci jak również dobro Organizacji. Uważam też, że spoczywa na mnie moralny obowiązek wobec wszystkich, których nauczałem kiedyś jako starszy /z przywileju zrezygnowałem ze względu na stan zdrowia/, by dać świadectwo prawdzie i faktom, które mogą mieć ogromny wpływ na ich pomyślność duchową, zdrowie fizyczne oraz stan emocjonalny. Zachowując zasady obowiązujące w Organizacji, nie czynię tego w sposób samowolny, wobec zboru, piszę do Was drodzy bracia,  a kopię tego listu przekazuję miejscowemu gronu starszych. Wiem, że jako biuro oddziału, nie jesteście upoważnieni, by zająć stanowisko w każdej poruszanej przeze mnie kwestii. Życzyłbym sobie, by ten list został przetłumaczony i wysłany do centrali w Brooklynie. Mam nadzieję, że zostanę o tym poinformowany, a moje intencje zostaną właściwie ocenione. W kilku sprawach liczę na odpowiedź bezpośrednio od Was. 

         Przed wstąpieniem do Organizacji, zawiodłem się na wielu instytucjach, z Kościołem Rzymskokatolickim byłem luźno związany. Byłem rozgoryczony z powodu powszechnie panujących obłudy i egoizmu, szczególnie w życiu politycznym. Wówczas pojawili się Świadkowie Jehowy. Studiując Biblię, obdarzyłem swoich nauczycieli głębokim zaufaniem. Wydawało mi się, że znalazłem wreszcie to, czego szukałem, społeczeństwo ludzi miłujących prawdę i pokój. Mija 12 lat od tamtej chwili i z przykrością muszę stwierdzić, że to, co początkowo wydawało się takie piękne i fascynujące, okazało się w pewnych aspektach mniej lub bardziej świadomą manipulacją, a nawet uciążliwym i niebezpiecznym dla zdrowia i życia brzemieniem. Nie mam żalu do szeregowych głosicieli. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że bardzo sobie cenię towarzystwo i przyjaźń wielu braci, to naprawdę dobrzy ludzie, szanujący zasady, przestrzegający wysokich norm moralnych, życzliwi, serdeczni i uczynni. Czujemy się tu bezpieczni, ja i moja rodzina, możemy wychowywać dzieci nie narażając ich na złe kontakty. Większość braci daje dobry przykład swoim życiem osobistym i zaangażowaniem w sprawy Pana. Owszem, występują problemy, dochodzi czasami do konfliktów a pewne jednostki zdradzają swoją postawą skrajny egoizm, ale są to sytuacje wyjątkowe. Odpowiednie nastawienie pozwala w większości przypadków rozwiązywać te problemy. Nie chodzi więc tu o niedoskonałość natury ludzkiej czy stosunki panujące w zborach, te są na ogół właściwe, nie znajdziemy nigdzie na świecie idealnego społeczeństwa , ponieważ nie ma  doskonałych ludzi. Problem leży gdzie indziej, problemem jest sama Organizacja. Organizacja która sprawia, że w pewnych sytuacjach osoby które na pierwszy rzut oka darzyły się ogromnym szacunkiem i przywiązaniem, zaczynają postępować w sposób skrajnie nieracjonalny i nietolerancyjny. Ktoś powie,  przecież Organizacja to właśnie ludzie. To prawda, jednak Organizacja to przede wszystkim instytucja, z jej metodami zarządzania i hierarchią wartości, sposobem nauczania, systemem informacji i komunikacji, metodami sprawowania władzy przez jej przedstawicieli w terenie, stawiająca konkretne cele i wymagania swoim członkom. W tym sensie, naszą Organizację  /osobiście wolałbym określenie ‘Kościół Świadków Jehowy’/ tworzy jej ścisłe kierownictwo. Cała struktura administracyjna realizuje jedynie wytyczne tego ciała. Zdaję sobie sprawę, że mamy niewielki wpływ na decyzje tam podejmowane. Decyzje te  bardzo często zapadają arbitralnie,  pozostając w wyraźnej sprzeczności z faktami i potrzebami zwykłych ludzi. Znam pewne fakty, dlatego sumienie nie pozwala mi milczeć, albowiem milczenie oznacza zgodę, a zgodzić się z pewnymi aspektami doktryny Towarzystwa Strażnica nie sposób i nie chodzi tu o osobistą wygodę, chodzi o prawdę i zasady które wymieniłem na wstępie, szacunek dla Boga oraz dobro ludzi którzy zaufali tej Organizacji. Z żalem muszę stwierdzić, że Towarzystwo Strażnica dobro Organizacji ceni wyżej niż dobro szeregowych głosicieli. Świadczy o tym trzymanie się błędnych nauk, wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi niestety, przerzucanie ciężaru odpowiedzialności za błędy na tzw. ‘niektórych’, oraz usuwanie ze zborów ludzi, którzy dają pierwszeństwo Słowu Bożemu wbrew ogólnie przyjętej doktrynie. Niczego nie podejrzewający głosiciele, nakarmieni lakonicznym komunikatem sądzą, że Jehowa oczyszcza zbory. I wtedy dzieje się coś , o czym już wspominałem, coś  co trudno zrozumieć. Sympatyczni na ogół ludzie, wczorajsi przyjaciele i bracia, z dnia na dzień odwracają się od tych, których Organizacja wskazała palcem jako ‘odstępców’. Mało kto zastanawia się, dlaczego doszło do takiej sytuacji. Liczy się tylko decyzja grona starszych. Wyraźnie świadczy to o tym, iż jest to reakcja wyłącznie emocjonalna, pozbawiona jakiejkolwiek refleksji. W psychice ŚJ funkcjonuje pewien mechanizm obronny, który zaczyna działać nawet w obliczu rzekomego zagrożenia i objawia się lękiem oraz poczuciem winy w  chwili konfrontacji z faktami niewygodnymi dla Organizacji. Dyscyplina wewnątrz zboru oparta jest na ślepym posłuszeństwie wobec nadzorców, głosiciele nie powinni o nic rozpytywać, Organizacja ma zawsze rację i dlatego niewielu zadaje sobie trud, by dowiedzieć się o co chodzi. Postawy takie natychmiast piętnowane są jako nielojalność wobec głowy zboru, Pana Jezusa, nic więc dziwnego, że zastraszeni głosiciele nie chcą  narażać się na ‘gniew Boży’.  W takim właśnie duchu pisanych jest wiele artykułów dotyczących ‘klasy niewolnika’ i jego roli w zrozumieniu Biblii. Tak też naucza się na zebraniach, które rzekomo przygotowuje sam Jehowa i w tym momencie również dochodzi do psychomanipulacji. Uboga wiedza na temat historii Organizacji oraz bezkrytyczne podejście do pewnych zjawisk, takich jak zmiany w doktrynie np., rodzą naiwność i strach. Powtarzany stereotyp utrwala się w świadomości jako prawda ostateczna, którą trudno później wykorzenić. Nie sprzyja to kształtowaniu właściwych relacji między starszymi a resztą zboru, utrudnia konstruktywną wymianę myśli, każda uwaga czy refleksja traktowana jest jako przejaw szemrania, braku szacunku dla starszych zboru, karmiącego trzodę ‘niewolnika’ i samego Jehowy, który posługuje się tymże ‘niewolnikiem’ jako ‘kanałem łączności’. Spotkałem się z opinią, że w ogóle nie należy  korygować starszych. Z jednej strony, budzi to arogancję wśród niektórych nadzorców, z drugiej bierność i bałwochwalczą uległość wobec Organizacji wśród głosicieli. Dla nieudolnych starszych jest to swoisty azyl, uczą przecież tego, co przygotował Jehowa, a z Bogiem się nie dyskutuje. I w ten sposób Organizacja osiąga swój cel, pozbawia woli i uzależnia, jakiekolwiek uwagi kierowane pod adresem Organizacji, odbierane są jako bunt przeciwko samemu Bogu. Fakt, który godzi w obowiązującą doktrynę, podany dzisiaj przez kogokolwiek spoza Organizacji, traktowany jest jako herezja i demoniczna propaganda. Ten sam fakt, podany jutro przez ‘niewolnika’, przyjmowany jest przez szczęśliwych głosicieli jako ‘nowe światło’ i ‘pokarm na czas słuszny’ a wszyscy zapominają, że jeszcze wczoraj, z tego powodu, ich bracia byli piętnowani jako odstępcy i wyrzucani ze zborów! Trudno powiedzieć, ile w tym wszystkim świadomego i celowego, a ile bezmyślnego i fanatycznego działania. Jednak skutek jest zdumiewający, większość głosicieli unika wszystkiego co świeckie i kościelne, traktując jako z gruntu złe lub co najmniej  podejrzane. Ufać można tylko Strażnicy. Cały ten mechanizm można nazwać ‘teokratycznym instynktem samozachowawczym’ u podłoża którego leży zwyczajny strach i ignorancja.                                                                                                                                                                                                                                                                               

         W Teokratycznej Organizacji Bożej takie praktyki nie powinny mieć miejsca. Skoro tak się dzieje, należy postawić pytanie, co utrzymuje w jedności to środowisko, czy tylko zasady, takie jak miłość, prawda i sprawiedliwość czy również manipulacja w sferze świadomości i wspominany już strach? Sama miłość, widoczna u większości Świadków Jehowy, nie wystarczy do zbudowania społeczeństwa Nowego Świata. Miłość niepoparta prawdą i sprawiedliwością, staje się rażąco naiwna, a w dobrej wierze można wyrządzić człowiekowi wiele krzywdy. W końcu miłość, nieugruntowana na prawdzie i sprawiedliwości staje się jedynie pustym sloganem. Skutkiem takich stosunków może być tylko ogromne rozczarowanie, które musi  pojawić się w trudnych momentach, przy próbie wyjaśnienia czegokolwiek, co godzi w istniejący porządek. Wówczas okazuje się, że Organizacja jest wartością samą w sobie, nie jest środkiem do celu jakim powinno być dobro i zbawienie jej członków, jest celem samym w sobie. Źle rozumiana troska o jej pomyślność,  pozwala w hierarchii wartości, stawiać wyżej jej interesy, niż interesy wiernych. Dlatego Towarzystwo radzi od czasu do czasu, by unikać ‘rozgoryczonych’, powodów tego rozgoryczenia już nie podając.

         Jak już wspominałem, obdarzyłem Towarzystwo bezgranicznym zaufaniem, pilnie studiowałem literaturę Towarzystwa w przekonaniu, że poznaję prawdy absolutne. Byłem pewny,  że jestem w stanie uzasadnić i obronić swoje przekonania. Niestety, życie boleśnie zweryfikowało moje poglądy. Okazało się, że wcale nie jesteśmy takimi biblistami jak nam się wydaje, a głębia pewnych tematów wprawia w zdumienie.  Zauważyłem, że nie jestem w stanie udzielić rozsądnych odpowiedzi na wiele pytań,  nie tylko w terenie, również moim dzieciom, w domu, a wyjaśnienia tych kwestii prezentowane przez Towarzystwo, są po prostu tendencyjne a czasami wręcz kłamliwe. Oto kilka przykładów.

         Imię Boże. Towarzystwo Strażnica w dodatku do Pisma Świętego w Przekładzie Nowego Świata podaje:

         „W tekście głównym naszego tłumaczenia Chrześcijańskich Pism Greckich imię Boże oddalismy 237 razy. Przywrócenie go w każdym z tych 237 miejsc znajduje potwierdzenie w przekładach hebrajskich.”  Dodatki str.1643;

         Jak zaznaczono na końcu, przywrócenie imienia Bożego w każdym z tych 237 miejsc Chrześcijańskich Pism Greckich, znajduje potwierdzenie w przekładach hebrajskich, czyli mówiąc wprost, mamy tu do czynienia z cytatami z tychże pism. Można to sprawdzić, proponuję następujące teksty: Mat.1:20,22,24; Mat.27:10; Jana 12:38; Dz.1:24; Rzym.14:4,6,8;  2 Piotra 3:8;

         Każdy z tych tekstów posiada swoje odsyłacze do pism hebrajskich i niestety, w żadnym z tych  przypadków nie znajdziemy imienia Bożego. Tych miejsc jest o wiele, wiele więcej.

          Zaniedbanie, manipulacja czy świadome oszustwo? 

         Boskość Syna Bożego. Towarzystwo zaprzecza boskości Pana Jezusa. W książce  Mój zbiór opowieści biblijnych w roz. 1. czytamy, że pierwszym stworzonym przez Boga aniołem był Pan Jezus. Biblia natomiast mówi wyraźnie, że Chrystus w ogóle nie jest stworzeniem, jest Bogiem:

          „ [...] i Słowo był Bogiem.[...]” Jana 1:1-3;  /NW - ‘Bogiem’ z małej litery???/

          „ Odpowiadając , Tomasz rzekł do niego: „Mój Pan i mój Bóg!”.” Jana 20:28;

/Wszystkie wersety biblijne w tym liście, jeżeli nie zaznaczono inaczej, cytuję z przekładu Nowego Świata. JK/

         Dlaczego Towarzystwo tłumaczy fragment z 1 Tes. 4:16; na: „...z głosem archanielskim ...” sugerując archanielski byt Pana Jezusa, skoro interlinearne przekłady Chrześcijańskich Pism Greckich konsekwentnie podają:  „...na głos archanioła...” ?

         ‘Drugie owce’ i ‘nowe przymierze’. Towarzystwo uczy, że są dwie klasy chrześcijan i tylko pierwsza z nich, tak zwana ’mała trzódka’ jest objęta ‘nowym przymierzem’. Są to zrodzone z Ducha  dzieci Boże, ‘pomazańcy’, tylko oni mają prawo uczestnictwa w Wieczerzy Pańskiej. Status ‘drugich owiec’ lub ‘wielkiej rzeszy’ jest o wiele niższy. Są jedynie obserwatorami Pamiątki i jako poganie,  muszą czekać na usynowienie. Tak było do niedawna. W Strażnicy z 1 maja 2002 roku, w dziale  Pytania czytelników ukazał się artykuł, wyjaśniający obecne zrozumienie  tematu ‘wielkiej rzeszy’. Wynika z niego, że ‘wielka rzesza’ awansowała i posiada obecnie status ‘prozelitów’. Towarzystwo gubi się w swoich wywodach. ‘Prozelici’, zgodnie z prawem, mieli te same przywileje i obowiązki co rdzenni Żydzi. Wyjścia 12:43,48-9;

         Skoro ‘prozelici’ mieli przywilej i obowiązek obchodzenia Paschy , dlaczego ‘wielka rzesza’ , która rzekomo jest ich współczesnym odpowiednikiem , nie może brać pełnego udziału w Pamiątce?

         „[...]Jeżeli nie jecie ciała Syna Człowieczego i nie pijecie jego krwi, nie macie życia w sobie.” Jana 6:53;  

         ‘Drugie owce’ to po prostu chrześcijanie pochodzenia pogańskiego, a nie uczniowie Pana Jezusa drugiej kategorii.      

         Urodziny. Święta. Towarzystwo uczy, że urodziny obchodzili tylko poganie i złoczyńcy tacy jak faraon i Herod. Ponadto, eksponuje się w tej argumentacji przypadki śmierci towarzyszące tym dwom spotkaniom opisanym w Biblii. Czy to wszystko  co Biblia mówi na temat urodzin? Sprawdźmy.

         „A jego synowie chodzili i urządzali ucztę w domu każdego w jego dniu; posyłali też po swoje trzy siostry, które zapraszali, aby z nimi jadły i piły.” Hioba 1:4;

         „Potem Hiob otworzył usta i zaczął złorzeczyć swemu dniowi. Odezwał się Hiob i rzekł: „Niech przepadnie dzień w którym się narodziłem ,  ...”.”  Hioba 3:1-3; 

         Wymowa tego przykładu jest oczywista, synowie i córki Hioba obchodzili urodziny, Towarzystwo twierdzi, że chodzi raczej o coś w rodzaju dożynek. /Strażnica 1982.8.23./

         Innym aspektem tej sprawy jest kwestia tak zwanych ‘korzeni pogańskich’ danego zjawiska. W ogóle z tego pojęcia stworzono zasadę. Wszystko, co posiada tzw. ‘korzenie pogańskie’, a więc było kiedyś praktykowane przez ludzi nie oddających czci prawdziwemu Bogu, pozostaje ‘nieczyste’ i należy tego za wszelką cenę unikać. Tak jest, zdaniem Towarzystwa, nie tylko w kwestii urodzin ale również imienin, Dnia Matki, Nowego Roku itp. Dzień Matki kojarzy się ŚJ z pogańskim obrzędem ku czci Kybele bądź Rei, Wielkiej Macierzy Bogów i to wystarczy, by wystrzegać się wszystkiego, co ma z nim jakikolwiek związek /br. ‘Świadkowie Jehowy a szkoła’, str. 20./.  Czy Biblia  popiera to stanowisko? Bynajmniej. Sprawa skojarzeń, to rzecz względna i nie ma żadnych podstaw, by tworzyć z niej jakąś zasadę. Oto przykład. Załóżmy, że w zborach ktoś przeprowadziłby  ankietę wśród głosicieli, szukając odpowiedzi na pytanie: „Z kim lub z czym kojarzy Ci się biblijny wąż?” Odpowiedź byłaby oczywista: „Z Szatanem Diabłem”. Czy Biblia nie dopuszcza innych skojarzeń? Czytamy w niej między innymi:

          „I jak Mojżesz uniósł w górę węża na pustkowiu, tak musi być uniesiony w górę Syn Człowieczy.” Jana 3:14;

         Syn Boży skojarzony z wężem? A jednak.. Poza tym, Żydzi obchodzili Nowy Rok /Wyjścia 12:2; / a jednemu z miesięcy nadali nazwę Tammuz, imię własne pogańskiego bóstwa. Jak widać, kwestia skojarzeń nie odgrywa w tych sprawach żadnej roli. Mało tego, Biblia podaje wyraźną zasadę, obowiązującą w takich przypadkach. Apostoł Paweł pisze:

          „Wiem i jestem przekonany w Panu Jezusie, że nic nie jest skalane samo w sobie; jedynie wtedy,  gdy czlowiek uważa coś za skalane,  jest to dla niego skalane.” Rzym.14:14;

         Ta zasada określa stosunek chrześcijan do świata i zjawisk w nim występujących.  Wynika z niej wyraźnie, że wszelkie zjawiska, poza obszarem praktyk pogańskich, tracą swój nieczysty charakter. Mój osobisty stosunek do danego zjawiska zostaje określony przez moje, nie przez cudze  sumienie. Trzeba umieć odróżnić zjawiska w ich pierwotnej,  naturalnej postaci  /rzeczy same w sobie/ od form wtórnych, wynaturzonych i właśnie dlatego złych. Picie wina samo w sobie nie jest niczym złym, ale upijanie się, jest już grzechem. Ale czy to znaczy, że nie wolno pić wina? 

         Czy w związku z tym, Towarzystwo ma prawo nakazywać innym,   jak mają zachować się w  sytuacji, gdy w grę nie wchodzi łamanie żadnych zasad biblijnych i czy nie jest zabobonem, upieranie się przy takim stanowisku?

         Chyba że Towarzystwo uważa, iż wieszanie i ścinanie gości  urodzinowych jest obowiązującą normą podczas tego typu spotkań. Proszę wybaczyć, ale kiedy kilkuletnie dziecko pyta, dlaczego nie może pójść do kolegi na urodziny, nie potrafię udzielić mu rozsądnej odpowiedzi na to pytanie.

         Gdyby ktoś w dalszym ciągu upierał się przy ‘zasadzie pogańskich korzeni’ zapytam :        skąd wywodzą się takie święta jak Dzień Nauczyciela, Dziecka, Kobiet, Babci czy Dziadka?

         Czym Towarzystwo uzasadnia swój sprzeciw wobec tych świąt?

         Kompromitującą    jest sytuacja, w której dzieci ŚJ niosą kwiaty ‘pani’ następnego dnia i nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego nie mogły zrobić tego wczoraj.

         Towarzystwu wyraźnie brakuje konsekwencji w stosowaniu norm przez siebie określonych. Z jednej strony, ŚJ mają unikać wszystkiego co ‘nieczyste’ a więc świeckie bądź skalane przez religię fałszywą i pogaństwo, z drugiej zaś, to Towarzystwo arbitralnie i wybiórczo ustala, tworząc ‘teokratyczny Talmud’, jakie praktyki i zwyczaje mają taki charakter i czego należy unikać. W książce Wspaniały finał Objawienia bliski! /momentami literatura z gatunku ‘science-fiction’/, na str. 236. w przypisie, czytamy między innymi, że noszenie pierścieni małżeńskich to obyczaj pogański. Dlaczego w takim razie  Towarzystwo toleruje takie praktyki, posiadające ‘pogańskie korzenie’, wśród ŚJ? W Przebudźcie się! z 8 lutego 1989 roku, na str. 30. możemy przeczytać, że niewinne stukanie szkłem w czasie wznoszenia toastów, to zwyczaj pogański mający na celu odpędzenie złych duchów, które mogłyby wejść w ciało przez otwarte usta. Należy zaznaczyć, że Towarzystwo przyznaje, iż obyczaj ten to ‘stary zabobon’. Jednak głosiciele, a właściwie ‘czujni starsi’, biorą sobie do serca tego typu uwagi, i większość ŚJ unika trącania kieliszkiem jak ognia. Sam byłem pouczany w takim duchu przez swoich nauczycieli, uczono mnie też, że całowanie kobiet w rękę, to akt bałwochwalstwa. W angielskim kalendarzu ŚJ niektóre nazwy miesięcy nawiązują do pogańskich bóstw /styczeń –  Janus, Prow. Rozmów str. 366./. Towarzystwu to nie przeszkadza? Za dużo kłopotu przy wprowadzaniu własnego kalendarza? Ależ oczywiście, przecież to zabobon. Ale urodziny, Dzień Matki, Nauczyciela itp. to już czysty demonizm?

         Skoro wszystkie wyżej wymienione praktyki posiadają tak zwane ‘pogańskie korzenie’, dlaczego jedne są tolerowane przez Towarzystwo a inne nie?

         Najwymowniejszym przykładem niekonsekwencji, jest sytuacja opisana w książce Świadkowie Jehowy Głosiciele Królestwa na str. 474. Na Wyspach Salomona, nawróceni księża /być może i pastorzy protestanccy/, w 28. wioskach przekształcili kościoły w Sale Królestwa!

         Czy nieczysty, skalany przez religię fałszywą budynek, kościół, może służyć jako miejsce prawdziwego wielbienia?

         Przecież w Armagedonie, świątynie religii fałszywej mają być  zamienione w kupę gruzu i popiół? Jak widać, w tym przypadku Towarzystwo stosuje zasadę podaną przez Pawła / Rzym. 14:14; / i słusznie. „Nic nie jest skalane samo w sobie”.

         Dlaczego w takim razie, robi wyjątki od ustanowionej przez siebie reguły?

         Powód jest prosty, bo tak taniej i wygodniej. Podobna sytuacja miała miejsce w Meksyku. W pewnym okresie ŚJ prowadzili tam działalność ‘oświatowo-kulturalną’, nie religijną. Na zebraniach nie odmawiano modlitw, by nie nadawać tym spotkaniom religijnego charakteru.  Dlaczego? By chronić majątek Towarzystwa, wszelkie nieruchomości należące do organizacji religijnych, przechodziły na własność państwa. Towarzystwo umie dbać o swoje interesy, głosiciele muszą rozliczać się nawet z napiwków.

         Krucjata przeciwko Kościołom chrześcijaństwa, prowadzona przez drugiego prezesa Towarzystwa J.F.Rutheforda, z zemsty za podjudzanie przez kler władz państwowych w celu uwięzienia przywódców ruchu Badaczy Pisma Świętego, zaowocowała działaniem mającym na celu zacieranie wszelkich podobieństw między Organizacją ŚJ, ogłoszoną przez prezesa Rutheforda jako jedyna Boża, a resztą chrześcijaństwa, określanego odtąd jako organizacja Szatana. Wtedy to prezesowi Ruthefordowi i jego towarzyszom, przyszedł do głowy pomysł, by zerwać z tradycją Bożego Narodzenia, w konsekwencji także ze zwyczajem obchodzenia urodzin /jedno i drugie było praktykowane przez Badaczy Pisma Świętego/. Retoryka tamtych czasów obowiązuje do dzisiaj , ‘gnostycy’ Towarzystwa prześcigają się w tropieniu ‘korzeni pogańskich’ róznych zjawisk. Jednak bez większej konsekwencji i zdrowego rozsądku. Prezes Rutheford podjął również walkę z symboliką chrześcijaństwa.

         Krzyż czy pal?

         Te trzy ryciny pochodzą z książki Justusa Lipsiusa De Cruce Libri Tres.

         Dlaczego Towarzystwo w swoich publikacjach zamieszcza tylko pierwszą rycinę /Chrześcijańskie Pisma Greckie w Przekładzie Nowego Świata str. 418/ sugerując, jakoby katolicki uczony, miał pogląd na temat śmierci Pana, zgodny z poglądem Towarzystwa?

 

         Co na temat śmierci Pana mówi Biblia? „[...] Ale on im rzekł: Jeśli nie zobaczę na jego rękach śladu gwoździ i nie włożę swego palca w ślad gwoździ ,[ ...] ”. Jana 20:25;

         Tomasz mówi o ‘gwoździach’ nie o ‘gwoździu’, a ma to sens tylko wtedy, gdy Pan zmarł w sposób pokazany na ilustracji 2. i 3. , nigdy 1. Wiemy, że stosunek do krzyża jako symbolu chrześcijaństwa, zmienił się dopiero za prezesury J.F.Rutheforda, do tej pory noszono np. złote krzyże w klapach marynarek /Świadkowie Jehowy s.200/.

         Czy prezes Rutheford nie popełnił błędu próbując na siłę, kosztem faktów i prawdy, zatrzeć wszelkie podobieństwa między Organizacją a resztą Kościołów chrześcijaństwa? Czy przypadki śmierci naszych braci, za odmowę wykonania znaku krzyża, mają w tej sytuacji jakiś sens? Rocznik ŚJ 1994 , str. 217.

         Niektóre elementy doktryny Towarzystwa, bardzo poważnie komplikują, bądź komplikowały życie ŚJ.

Służba wojskowa, służba cywilna ŚJ znani są ze swojej neutralnej postawy. Odmawiają pełnienia służby wojskowej. W wielu, wielu krajach, byli z tego powodu i są w dalszym ciągu, prześladowani. Niezłomne obstawanie przy swoich zasadach równało się spędzeniu kilku lat w więzieniu. Towarzystwo nie godziło się na żaden kompromis w tej sprawie. Każdy chrześcijanin,  który zdecydowałby się na służbę cywilną /zastępczą/, miał być wykluczony. Nagle strumień jasnego światła spłynął na centralę w Brooklynie i w Strażnicy z 1 maja 1996 roku, na stronie 20. w ak. 21 można było przeczytać, że od tej pory służba cywilna pozostaje kwestią sumienia. „Zamianowani starsi w pełni uszanują głos sumienia danego brata i dalej będzie się on cieszył opinią dobrego chrześcijanina.”  

         Czy do tej pory, bracia cierpieli w więzieniach za przekonania z woli Bożej, czy ze złej woli Towarzystwa? Jaki sens miało to poświęcenie?

         Wierność pewnym aspektom doktryny Towarzystwa nie tylko komplikuje życie, niesie ze sobą również, niestety, bezsensowne ryzyko utraty zdrowia a nawet życia.

         Kwestia transfuzji krwi. Są sprawy które mogą poczekać, są jednak i takie, które moim zdaniem czekać nie mogą. Należy do nich kwestia krwi. Tu kieruję pytanie wprost do brata Tadeusza Wiwatowskiego z Komitetu Łączności ze Szpitalami:

         Czy Towarzystwo zna wyniki badań uczonych, wskazujące na wymianę wszystkich składników krwi pomiędzy płodem a organizmem matki, a nie tylko niektórych, jak podaje Towarzystwo?

         Niemożliwe jest, by Bóg łamał swoje prawa. Naturalne prawo wymiany niektórych frakcji krwi pomiędzy płodem a organizmem matki, takich jak na przykład immunoglobuliny, Towarzystwo uznało za wystarczającą podstawę do wyrażenia zgody na korzystanie z takich form opieki medycznej jak szczepienia. Szczepionki produkowane są na bazie tychże frakcji krwi. Decyzję o korzystaniu z nich pozostawiono sumieniu ŚJ.

         Dlaczego w takim razie, transfuzja pełnej krwi nie jest kwestią sumienia, skoro  jak już wspominałem, zasada podana przez Towarzystwo w związku ze szczepieniami odnosi się właściwie do krwi pełnej a nie tylko pewnych jej frakcji?

         Rozumiem, że trudno wycofać się z decyzji która zaważyła na zdrowiu a nawet życiu setek a może i tysięcy ludzi, jeżeli jednak w tej sprawie dobre imię Towarzystwa jest ważniejsze niż zdrowie i życie naszych braci, to nie chciałbym być na miejscu Ciała Kierowniczego w dniu sądu.   Towarzystwo uchyla się od rzeczowej dyskusji na ten  temat, a braci apelujących o zdrowy rozsądek i zmiany w doktrynie /AJWRB – Zjednoczeni Świadkowie Jehowy dla Reformy Poglądów w Kwestii Krwi/ określa jako ‘odstępców’. Dziennik Życie z 16 stycznia 1998 roku, w artykule ‘Krew świadków’, zamieszcza list opublikowany w internecie przez braci z AJWRB a zatytułowany ‘Powstrzymaj szaleństwo’. W odpowiedzi brat W.Rosiński z Nadarzyna stwierdza: „My takich ludzi nazywamy odstępcami.” Cóż za głębia i wnikliwość! Merytoryczny komentarz godny pracownika centrali. Liczą się jednak fakty. A te wyglądają następująco:

             Stanowisko Strażnicy pęka w posadach 

Dla tych, którzy poświęcili nieco czasu na przestudiowanie stanowiska Towarzystwa Strażnica (WTS) odnośnie stosowania krwi, jednym z najbardziej kłopotliwych aspektów jest dopuszczenie przez nie wszystkich wyodrębnionych składników osocza, za wyjątkiem wody. Zatem Świadkowie mogą wyrazić zgodę na przyjęcie różnego rodzaju immunoglobulin, czynników krzepnięcia, albumin i temu podobnych. Jednakże nie wolno im przyjąć ich wszystkich jednocześnie.

Jak WTS uzasadnia takie stanowisko? Zwłaszcza, iż do tej pory sprzeciwiało się stosowania frakcji krwi, co uwypukla ten dobitny cytat:

„Bez względu na to, czy to jest pełna krew, czy składniki krwi; czy to jest krew pobrana z własnego ciała, czy z innego ciała; czy zostaje wprowadzona przez transfuzję, czy przez zastrzyk — obowiązuje prawo Boże. (w wyd. ang.: "it is wrong" - jest to rzecz zła)(Strażnica nr 6 z 1962 roku)

Z poniższego cytatu, pochodzącego ze Strażnicy z 1 czerwca 1990 roku, na stronach 30 i 31, możesz dowiedzieć się, jak obecnie Towarzystwo występuje w obronie stosowania frakcji krwi:

„Warto podkreślić, że układ krwionośny kobiety ciężarnej jest niezależny od krwiobiegu płodu w jej łonie; ich grupy krwi często się różnią. Matka nie przekazuje dziecku swojej krwi. Elementy komórkowe krwi matki, podobnie jak osocze pojęte całościowo, nie mogą pokonać bariery łożyskowej i nie dostają się do krwi płodu. Jeżeli wskutek jakiegoś uszkodzenia dojdzie do zmieszania krwi matki z krwią płodu, mogą się później pojawić kłopoty ze zdrowiem (niezgodność w układzie Rh lub AB0). Niemniej pewne składniki osocza przenikają do krwi płodu. Czy należą do nich białka, takie jak immunoglobuliny i albuminy? Owszem, niektóre tak.

W organizmie kobiety brzemiennej funkcjonuje mechanizm, dzięki któremu pewne immunoglobuliny przedostają się z jej krwi do krwi dziecka. W okresie ciąży zawsze występuje naturalne przemieszczanie się przeciwciał matki do płodu, dzięki czemu dzieci przychodzą na świat z wrodzoną odpornością na niektóre zakażenia.

Podobnie rzecz się ma z albuminami, które lekarze mogą zalecić jako środek pomocny w razie wstrząsu lub w pewnych innych sytuacjach. Naukowcy dowiedli, że albuminy z osocza matki także przenikają przez łożysko do płodu, chociaż w mniejszym stopniu.

Przy podejmowaniu decyzji, czy przyjąć zastrzyki zawierające immunoglobuliny, albuminy lub inne składniki osocza, chrześcijanin może wziąć dodatkowo pod uwagę okoliczność, że niektóre białka osocza przemieszczają się w naturalny sposób do cudzego krwiobiegu. Jedni z czystym sumieniem zgodzą się na takie zastrzyki, inni zaś mogą dojść do wniosku, że sumienie im na to nie pozwala. Każdy musi sam rozstrzygnąć tę kwestię przed Bogiem.” (podkreślenie nasze)

Zastosowane tutaj przez Towarzystwo uzasadnienie jest zupełnie przejrzyste. „Naturalne przemieszczanie się” tych różnych dozwalanych składników przez barierę łożyskową traktowane jest jako podstawa dla chrześcijanina dla wyrażenia zgody na przyjęcie tych składników krwi.

Starsi i członkowie Komitetów Łączności ze Szpitalami coraz częściej dochodzą do wniosku, że „naturalne przemieszczanie się” tych składników krwi jest dowodem, że Bóg wyraża zgodę na używanie tych składników krwi, ponieważ jest niemożliwe, aby Bóg łamał własne prawa dotyczące krwi.

Członkowie Zjednoczonych Świadków Jehowy na rzecz Reform w Kwestii Krwi zgadzają się z tym. Nie do pomyślenia byłoby, żeby Bóg łamał swoje własne prawa. Jeżeli różne składniki krwi rzeczywiście przenikają przez barierę łożyskową (czy to z organizmu matki do płodu, czy odwrotnie), jest zatem w pełni uzasadnione mniemanie, że Bóg nie ma nic przeciwko posługiwaniu się tymi składnikami w taki sposób.

Warto przy tym zauważyć, że literatura medyczna zawiera całe mnóstwo informacji na ten temat. Część z nich jest dostępna w Internecie, a część poza nim. W każdym bądź razie jesteśmy w stanie dostarczyć komplet odnośników, które pomogą ci przeanalizować ten materiał osobiście.

Rozpocznijmy od stwierdzenia, że obecność krwi płodu w układzie krwionośnym matki jest niepodważalnym faktem, udokumentowanym licznymi doświadczeniami medycznymi. Czyżby było to nowe odkrycie, o którym Towarzystwo nic nie wiedziało? To raczej nieprawdopodobne. Krwinki płodu zostały odkryte we krwi matki bardzo wcześnie, co zostało opisane przez zespół Walknowska i wsp. w 1969 roku.1 Poza tym, już w roku 1961 Towarzystwo znało te fakty:

Chociaż między matką a płodem nie ma bezpośredniego przepływu krwi, to jednak na skutek osmozy zachodzi między matką a dzieckiem pewne przenikanie krwi przez łożysko. – Krew, Medycyna a Prawo Boże, 1961, s.2

Technologia USG ułatwia dodatkowe badania na tym polu, zwłaszcza przy prześwietleniach mających na celu umożliwienie wykrycia komplikacji porodowych lub postawienie diagnozy prenatalnej. Technologia ta pozwala nam wejrzeć w to, co dzieje się w obszarze wymiany krwi pomiędzy matką a płodem. Technologia ta i wynikająca z niej znajomość tematu dostępne były wcześniej, niż w czasie kiedy opisywano tę sprawę w cytowanym powyżej artykule ze Strażnicy z 1 czerwca 1990 roku.

W artykule z 1993 roku w „Journal of the American Medical Association” odniesiono się do dwóch badań dotyczących technologii USG, których dokonano w latach 1989 i 1990, i powiedziano, co następuje:

„Zatem zapis kodu DNA płodu w istocie znajduje się we krwi matki. Wśród różnych rozpatrywanych krwinek, największe powodzenie wydają się mieć zalążki krwinek czerwonych płodu. Wyizolowaliśmy zalążki krwinek czerwonych z krążącej mieszaniny wprowadzonym chwytakiem i wspomagając glycoforyną-A2 (kursywa nasza).

Znajdujemy tu dowód, że krwinki czerwone w istocie przechodzą z organizmu płodu do organizmu matki.Trudno przecenić znaczenie tego odkrycia dla doktryny Towarzystwa. Posługując się sposobem rozumowania i logiką używaną przez samo WTS,  czy te dodatkowe dowody nie doprowadzą kogoś w potrzebie do wniosku, że Bóg nie ma nic przeciwko transfuzji krwinek czerwonych?

Kolejne doświadczenie pochodzi z Baylor Collego of Medicine. Zwróćmy uwagę:

“Krwinki płodu niedwuznacznie znajdują się w krwi matki i można je z niej wyizolować. Erytroblasty, tropoblasty, granulocyty i limfocyty  - wszystkie je można wyodrębnić poprzez różne stopnie rozrzedzania i dzięki technice sortowania przepływowego”3 (kursywa nasza)

Erytoblasty to niedojrzałe czerwone płytki krwi, a limfocyty to krwinki białe. Jedne i drugie należą do zakazanych przez Towarzystwo Strażnica składników krwi, mimo tego, że są one bez wątpienia tymi składnikami, które naturalnie przemieszczają się poprzez barierę łożyskową.

Co ciekawe, doświadczenia te ujawniły, że krwinki płodu mogą krążyć w krwiobiegu matki przez dłuższy okres czasu. W jednym przypadku krwinki płodu odnaleziono aż 27 lat po urodzeniu dziecka. Słuszne jest zatem nasze rozumowanie, że transfuzja krwi jest komórkowym przeszczepem organu, który staje się częścią ciała.

Jak udokumentowano w „Early Human Development”, obecne we krwi matki bezjądrzaste krwinki płodu zostały zaobserwowane przez wiele zespołów badawczych. Krwinki płodu można wykryć w systemie krwionośnym matki już po czterech tygodniach i pięciu dniach od zapłodnienia i są one obecne przez wszystkie trzy trymestry ciąży, stopniowo zwiększając swoją liczbę w miarę upływu okresu ciąży. Faktem o niezwykłym znaczeniu jest również to, że w większości próbek krwi pępowinowej ujawniono, iż także krwinki matki są obecne w krwiobiegu płodu. Zatem mamy tu do czynienia z dwustronną wymianą składników krwi w ponad 50% jednocześnie.4

Podsumowanie

Jak WTS może w dalszym ciągu ignorować fakty i obstawać przy propagowaniu polityki, której naturalną konsekwencją są niepotrzebne zgony? Przekonaliśmy się, że są dowody medyczne, które jednoznacznie obalają podstawy, na jakich Towarzystwo dopuszcza niektóre frakcje krwi, a innych nie. Oto niektóre pytania, jakie w związku z tym wymagają odpowiedzi:

1.      Czy WTS znało wszystkie fakty wcześniej i świadomie zdecydowało się na zafałszowanie prawdy?

2.      Czy WTS nie dopisało w starannym zbadaniu sprawy, gdy wprowadziło politykę postępowania, której muszą podporządkować się miliony osób, jeśli chodzi o wybór metod leczenia?

3.      Czy WTS wykaże moralną odwagę aby uczciwie wyjaśnić tą kwestię?

4.      Jak wiele istnień odejdzie jeszcze w międzyczasie? 

Uwaga końcowa

W świetle tych wiadomości wydaje się, że WTS podejmuje się sporego ryzyka podtrzymując swoje stanowisko w podawaniu nieścisłych informacji, na których członkowie opierają swoje decyzje co do opieki medycznej w krytycznych sytuacjach. Chociaż na dzień dzisiejszy nie wdrażamy żadnych działań prawnych przeciwko WTS, to jest to dla nas otwarta kwestia, o ile WTS w dalszym ciągu będzie opóźniało wprowadzenie niezbędnych reform lub poprawek.

Przypisy

1-Walknowska J., Conte F.A., Grumback M.M. (1969). Practical and theoretical implications of fetal/maternal lymphocyte transfer, Lancet, 1, 119-1122.

2- Simpson J.L., Elias S., JAMA 1993 Nov. 17;270(19):2357-61

3- Isolating Fetal Cells in Maternal Circulation For Prenatal Diagnosis by Joe Leigh Simpson and Sherman Elias; Prenatal Diagnosis, Vol. 14: 1229-1242 (1994)

4- Early Human Development 47 Suppl. (1996) S73-S77

         Co złego robią bracia z AJWRB? Czy zeszłoroczna /2002/ próba wprowadzenia oświadczeń dla służby zdrowia w Polsce, zezwalających na autotransfuzję, była pomyłką czy świadomym działaniem mającym na celu powolne rozwadnianie obowiązującej doktryny?

         Wymienione oświadczenia jak i list nakazujący ich zniszczenie, można znaleźć w sieci. Czy dlatego należy być ostrożnym w korzystaniu z Internetu?

         Polityka Towarzystwa w tej sprawie niesie ze sobą niepotrzebne cierpienia i śmierć ufnych współwyznawców. Na dyskusji wokół tego problemu mało komu zależy. A wiąże się z nim jeszcze kilka innych kwestii. Na przykład wyjaśnienia dotyczące korzystania ze szczepień czy dializy, zostały opublikowane w latach 1989-90 a mimo to, wielu starszych nie ma najmniejszego pojęcia o zasadach, tak religijnych jak i medycznych, wchodzących w grę w tych przypadkach. ‘Czujni’ nadzorcy wiedzą jedno, mają być lojalni wobec Towarzystwa i to im wystarcza. Żadnej krwi! Pewien starszy  z którym rozmawiałem na ten temat powiedział, że nie musi wszystkiego wiedzieć, będzie się martwił wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba. Tylko że wtedy, może być już za późno. Dziennik Życie z 15 czerwca 2000 roku, w artykule ‘Dializa zabroniona’ donosił: „Świadek Jehowy nie pozwoliła leczyć córki. Dziewczynka zmarła. [...]Matka małej dziewczynki siłą zabrała ją ze szpitala, przerywając leczenie. Cierpiące na niewydolność nerek dziecko zmarło. Kobieta była Świadkiem Jehowy. Prokuratura oskarżyła ją o nieumyślne spowodowanie śmierci córki.”  Brat Jarosław Nowak z działu informacji ŚJ bardzo się całą sprawą przejął. Stwierdził: Świadkowie Jehowy nie są sektą, nie zmuszają członków wspólnoty do czegokolwiek. Każdy podejmuje decyzje we własnym sumieniu. [...] Ja bym nie odmówił wykonania tego zabiegu /dializy/.” Brat J.Nowak mimowolnie podał bardzo okrojoną definicję sekty. Czy rzeczywiście ŚJ nie zmuszają członków wspólnoty do czegokolwiek? Czego bała się matka Naomi? Gniewu Boga, gniewu Organizacji, wykluczenia i pozbawienia łączności z braćmi i przyjaciółmi, a może wszystkiego razem? Przecież Organizacja nikogo do niczego nie zmusza? W sytuacji, w której prokuratura postawiła naszej siostrze zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka,  reakcja brata J.Nowaka powinna być zupełnie inna. Zawinili przede wszystkim miejscowi starsi. Stąd chyba brak współczucia, liczy się przecież tylko Organizacja i jej dobre imię. Dobro szeregowych ŚJ to sprawa drugorzędna. W takim duchu szkoleni są nadzorcy a także zbory. W USA pewna młoda siostra wytoczyła sprawę sądową przeciwko starszemu o molestowanie seksualne i gwałt. Pedofilia w Organizacji jest tam poważnym problemem /reportaż telewizji NBC/. Zbór, w większości, wziął stronę ... starszego! Wracając do sprawy, brat J.Nowak chyba dobrze wie, że artykuł zezwalający na korzystanie z dializy ukazał się w Strażnicy, 11 lat przed opisanym zdarzeniem, w roku 1989 /15 sierpnia, strona 30. ak.7 /.  Czy 11 lat to za mało, by zapoznać się z tematem i przygotować na ewentualne sytuacje wymagające szybkiej i właściwej reakcji, w celu ratowania zdrowia i życia osób powierzonych czyjejś pieczy? Gdzie byli ‘dojrzali duchowo’ i ‘odpowiednio wykwalifikowani do pełnienia służby’ nadzorcy? Zostawili siostrę sam na sam z własnym problemem, ponieważ dializa to kwestia sumienia? Niektórzy tak właśnie rozumują. ‘Słabe sumienie’ bierze się z niewiedzy, starsi są między innymi po to, by szkolić zbór. Jeżeli jednak sami  są ignorantami, czynić będą więcej złego niż dobrego. Gdyby matka Naomi została dokładnie poinformowana o zasadach związanych z dializą nerek, nie doszłoby do tej tragedii. Mała Naomi zgasła w męczarniach nie z woli Jehowy, Bóg nie oczekuje, że jego słudzy będą podejmowali decyzje zgodne z własnym sumieniem a sprzeczne z Jego wolą, Bóg chciał, by to dziecko żyło. Moralnie odpowiedzialni za ten zgon są  ‘zamianowani Duchem, chwalebni, oświeceni, pełni teokratycznej wiedzy i mądrości,  nietykalni’ starsi z miejscowego zboru! To przede wszystkim nimi powinien zająć się prokurator!

         Czy  Towarzystwo wyciągnęło jakieś konsekwencje wobec tych osób?    

         Oto inne przykłady irracjonalnej polityki Towarzystwa, narażającej swego czasu zdrowie i życie ŚJ.

         Przeszczepy narządów. Strażnica rok 1968 , nr 814.13:

         „Bóg pozwolił ludziom jeść mięso zwierzęce i podtrzymywać życie ludzkie przez zabieranie życia zwierzętom, chociaż nie wolno im było spożywać krwi. Czy to obejmowało również jedzenie mięsa ludzkiego, podtrzymywanie życia za pomocą ciała czy części ciała innego człowieka, żywego bądź umarłego? Zadną miarą! To byłby kanibalizm, ludożerstwo, czym brzydzi się każdy cywilizowany lud na świecie. [...] Gdy uczeni [...] proponują usunięcie danego organu i bezposrednie zastąpienie go organem innego człowieka, usiłują dojść do celu krótszą drogą. Kto jednak poddaje się takim zabiegom, ten po prostu żyje kosztem ciała innego człowieka. Równa się to ludożerstwu.”

         Zakaz ten obowiązywał w latach 1967-80. Transplantacja organów traktowana była jak ludożerstwo. Ilu braci ucierpiało z tego powodu?

         Szczepienia. Zakaz obowiązywał w latach 1931-52. W tym czasie Towarzystwo głosiło następujące ‘prawdy’:

         „Szczepionki powodują demonizm.” Przebudźcie się! 1931.2/4 ak.293

         „Lekarze to agenci Szatana”. Przebudźcie się! 1931.8/5 ak.727-8

         Znów na usta ciśnie się pytanie, ilu braci ucierpiało w wyniku ‘ciężkiej pracy nad dokładnym zrozumieniem Słowa Bożego’? Wybitni i wrażliwi intelektualiści udzielający opisanych rad, pozostają anonimowi, kierując się w tym względzie raczej zdrowym rozsądkiem niż skromnością, w takiej sytuacji można pisać co się chce i nie ponosić za to odpowiedzialności. Głosiciele muszą z wdzięcznością przyjmować ‘pokarm na czas słuszny’ przygotowywany przez samego Jehowę! Nie podpisujemy artykułów, by nie odbierać Bogu należnej chwały! Chwała Bogu , za wyborny i krzepiący pokarm!

         Czy logiczny jest wniosek, że Bóg podaje poprzez swój ‘kanał łączności’, narażając ludzkie zdrowie i życie, fałszywe informacje, które trzeba później prostować i odwoływać? Czy ‘pokarm na czas słuszny’ może być trujący? Czy w związku z tym, ‘niewolnik’ jest tym  za kogo się podaje?  Czy nie zachowuje się raczej  jak ‘ślepy przewodnik’?  Mat. 15:14; 

         Tożsamość niewolnika. Rok 1914. Według obowiązującej doktryny, Pan Jezus powrócił niewidzialnie z końcem ‘czasów pogan’ w roku 1914, a około 1919 roku Bóg wybrał ze wszystkich kościołów chrześcijaństwa Badaczy Pisma Świętego, odrzucając pozostałe jako odstępcze, i ustanowił swoim ‘niewolnikiem’. Od tamtej pory posługuje się nim jako ‘kanałem łączności’, poprzez który dostarcza  ‘pokarmu na czas słuszny’ swoim wybranym. ‘Pokolenie roku 1914’ miało nie przeminąć, miało doczekać nowego systemu rzeczy. Byłem głęboko przekonany o słuszności tego twierdzenia. Potrafiłem je nawet ‘udowodnić’. Minął rok 1994, Towarzystwo wycofało się z nauki o ‘pokoleniu roku 1914’,  Armagedon  nie nadciągał, nad doktryną Towarzystwa zaczęły  gromadzić się ciemne chmury.  Jak zawsze, to niepoprawni ‘niektórzy’ snuli przypuszczenia i spekulowali co do dat, nigdy samo Towarzystwo. Powstaje jednak pytanie, od kiedy to wolno w Organizacji jakimś ‘niektórym’, wierzyć w co się chce i jeszcze bezkarnie głosić takie poglądy?

          Literatura Towarzystwa  nie pozostawia wątpliwości, kto spekulował w sprawie dat. W Przebudźcie się! w numerze 10. z 8 października 1995 roku, na str. 4., w stopce redakcyjnej pod hasłem ‘Cel tego czasopisma’, czytamy między innymi:

          „[...]Co najważniejsze, czasopismo to umacnia zaufanie do obietnicy danej przez Stwórcę, że zanim przeminie pokolenie pamiętające wydarzenia z roku 1914, nastanie nowy świat, w którym zapanuje pokój i bezpieczeństwo.”

         Za miesiąc, w numerze 11. z 8 listopada 1995 roku, w tej samej stopce, pod tym samym hasłem czytamy:

          „[...]Co najważniejsze, czasopismo to umacnia zaufanie do obietnicy naszego Stwórcy, że obecny niegodziwy i pełen bezprawia system rzeczy zostanie zastąpiony przez nowy świat, w którym zapanuje pokój i bezpieczeństwo.”

         Wygląda na to, że w ciągu miesiąca Bóg zmienił zdanie i wycofał się z danej obietnicy, że zanim przeminie pokolenie pamiętające wydarzenia roku 1914, nastanie nowy świat!

         Czy Bóg jest kimś, kto rzuca słowa na wiatr,  zmienia swoje stanowisko  raz coś obiecując  a potem wycofując się z tego?

         Na 20 lat przed tym faktem, prezes N.Knorr publicznie oświadczył, że nie wierzy w doktrynę roku 1914, o czym piszę nieco niżej. To Towarzystwo spekulowało w kwestii dat, składało obietnice bez pokrycia i zmuszało głosicieli, pod groźbą wyłączenia, do wiary w te spekulacje.

         Pismo Święte wyraża się jasno w takich sprawach:

         „Bo jak ulewny deszcz oraz śnieg spada z niebios i tam nie wraca, dopóki nie nasyci ziemi [...] tak też będzie z moim słowem, które wychodzi z moich ust. Nie wróci do mnie bezowocnie, lecz uczyni to, w czym mam upodobanie, i pomyślnie spełni to, z czym je posłałem.” Izaj. 55:10-11;

         Warto podkreślić kluczowe znaczenie tej daty w doktrynie Towarzystwa Strażnica. Jeżeli Pan Jezus nie powrócił w roku 1914, wówczas nie wybrał  żadnego ‘niewolnika’ i nie ustanowił żadnego ‘kanału łączności’. Nie odrzucił też kościołów chrześcijaństwa. W konsekwencji tak zwani ‘pomazańcy’, jawiliby się jako zwykli uzurpatorzy. Badałem temat, solidnie, chciałem mieć pewność, że potrafię obronić swoje przekonania i że to co głoszę innym, jest autentyczną prawdą, prawdą od przyjęcia której rzeczywiście zależy ich życie. Pisałem nawet do Towarzystwa. Otrzymałem odpowiedź,  że najpełniejsze dane na ten temat, dostępne są w leksykonie ‘Wnikliwe badanie pism’ oraz dziełach Józefa Flawiusza. Postanowiłem to sprawdzić. Jakież było moje zdziwienie, gdy w dziełach J.Flawiusza znalazłem nie to, do szukania czego mnie tam zachęcano, czyli fakty potwierdzające stanowisko Towarzystwa, ale coś zupełnie przeciwnego, dowody spekulacji chronologicznych obalających to stanowisko. Jestem przekonany, że bracia którzy polecili mi te dzieła, nie widzieli ich na oczy, o czytaniu nie wspominając. Gdzie tkwi błąd? Towarzystwo uważa, że wystarczy dodać 70 lat gniewu Jehowy do daty powrotu Żydów z niewoli babilońskiej, by otrzymać datę zburzenia Jerozolimy i początku siedmiu ‘czasów pogan’. Dalsze wyliczenia prowadzą wprost do roku 1914, w którym czasy te miały dobiec końca i miał powrócić Pan.

         Datą kluczową jest rok 539 p.n.e., rok zdobycia Babilonu przez Cyrusa. Żydzi powrócili do Judei dwa lata później, w roku 537 p.n.e. 70 lat gniewu Jehowy rozpoczyna się więc zburzeniem Jerozolimy w roku 607 p.n.e. , według Towarzystwa.

         Jeszcze jedno jest pewne. Jerozolima została zburzona w 19./18./ roku panowania króla Babilonu Nebukadreccara. Jer. 52:12-13;

         Opanowanie rachunków dodawania i odejmowania na poziomie klasy 3. szkoły podstawowej, pozwala skutecznie zmierzyć się z tym problemem.     

         A oto co pisze J.Flawiusz w dziele ‘Przeciw Apionowi’ na str. 48:

         „ [...] Nabuchodonozor zapadł na zdrowiu i skończył żywot po czterdziestu trzech latach rządów , a panem jego królestwa został syn jego Ewilmaraduchos. A że ten władzę sprawował gwałcąc prawo i nie licząc się z niczym, padł ofiarą spisku, zamordowany przez swego szwagra Neriglisara po dwu latach panowania. Po jego zgładzeniu tron odziedziczył sprawca zamachu na niego, Neriglisar, i panował cztery lata. Syn jego Laborosoardochos sprawował rządy w królestwie jeszcze jako chłopiec zaledwie przez dziewięć miesięcy, gdyż wskutek ujawnienia bardzo złych skłonności przyjaciele uknuli na niego spisek i zatłukli go na śmierć. Po jego zabójstwie zeszli się spiskowcy i za ogólną zgodą powierzyli rządy w królestwie pewnemu Babilończykowi, Nabonnedosowi, który należał do tego samego sprzysiężenia. [...] W siedemnastym roku jego panowania nadciągnął Cyrus z ogromnym wojskiem, podbił całą pozostałą część królestwa i ruszył na Babilonię. [...] Cyrus zaś zajął Babilon [...]. Relacja ta odpowiada prawdzie i pozostaje w zgodności z naszymi księgami. Napisano w nich bowiem, że Nabuchodonozor w osiemnastym roku swego panowania zniszczył nasz Przybytek, który przez pięćdziesiąt lat przestał istnieć. Dopiero w drugim roku rządów Cyrusa położono fundamenty [...].”

         Teraz policzmy: Babilon został zdobyty w roku 539 p.n.e. , dodajmy 17 lat panowania Nabonnedosa /556/, 9 m-cy Laborosoardochosa /556/, 4 lata Neriglisara /560/, 2 lata Ewilmaraduchosa /562/ i 25 lat Nabuchodonozora [z 43] jakie panował po zdobyciu Jerozolimy w 18 roku swego panowania – daje nam to w sumie około 48 lat panowania wymienionych przez J.Flawiusza  królów babilońskich, między zdobyciem Babilonu przez Cyrusa w 539 p.n.e. a zburzeniem Jerozolimy przez Nabuchodonozora, które w tej sytuacji wypada na rok 587 p.n.e.! W żadnym wypadku na 607 p.n.e.!

          Mało tego, w roz. 21 czytamy, że Przybytek odbudowywany od 2. roku Cyrusa /w tym roku położono fundamenty/, czyli od 536/7 p.n.e. nieistniał lat 50. Dodając 50 lat do roku 537 p.n.e. znów otrzymujemy rok 587 p.n.e.! Jest to data podawana przez uczonych. 70 lat spustoszenia można liczyć od zburzenia Świątyni do momentu oddania jej do użytku. Wykres poniżej./Zach. 1:12;/ Inny 70 letni okres, to okres panowania Babilonu nad narodami./Jer. 25:12;/ Poniższy wykres pochodzi z książki Całe Pismo... str. 296,  przedstawia daty uznawane przez Towarzystwo Strażnica jako pewne.

                                                                       [...]

  W powyższych obliczeniach występuje błąd rzędu 1. roku, co można wyjaśnić, w obliczeniach Towarzystwa 20. lat, czego wyjaśnić się nie da.

         Jak Towarzystwo wytłumaczy powyższe fakty, skoro powołuje się na świadectwa J.Flawiusza jako wiarygodne? Jeżeli odrzuca te fakty, dlaczego w ogóle powołuje się na niego?

         Czy Biblia upoważnia do prowadzenia chronologicznych spekulacji, opartych na dacie zburzenia Jerozolimy i interpretacji snu Nebukadreccara /Nabuchodonozora/? Bynajmniej. Prorok Daniel, wyjaśniając sen królowi Babilonu, powiedział o występującym w nim drzewie:

         „Drzewo które widziałeś...[...]...to jesteś ty , królu...” Dan. 4:20-22;

         Towarzystwo twierdzi natomiast, że znaczenie tego snu jest jeszcze inne. Na jakiej podstawie? Biblia nie podaje żadnych powodów  do snucia takich rozważań.

         Kto ma rację, prorok Boży Daniel, czy Towarzystwo Strażnica? Czy wobec tego można twierdzić, że Pan powrócił w roku 1914?

         Jest jeszcze inny problem. Powrót Pana wiąże się z jednoczesnym        zmartwychwstaniem powołanych do Królestwa Bożego i ‘porwaniem’ żyjących ‘świętych’. Gdyby Pan powrócił w roku 1914,  wówczas wszyscy jego bracia, ‘pomazańcy’,  uczestnicy ‘nowego przymierza’ co do Królestwa, powinni znaleźć się u Jego boku w niebie. W Biblii czytamy:

          „[...]my, żyjący, którzy pozostaniemy przy życiu aż do obecności Pana, w żaden sposób nie wyprzedzimy tych, którzy zapadli w sen śmierci [...] ci, co umarli w jedności z Chrystusem, powstaną pierwsi. Potem my, żyjący, którzy pozostaniemy przy życiu, będziemy wraz z nimi porwani w obłokach, aby spotkać Pana w powietrzu; [...]”                  1 Tesaloniczan 4:15-17;

         Towarzystwo uczy, że zmartwychwstanie niebiańskie już się rozpoczęło, z chwilą powrotu i obecności Pana. Dlaczego w takim razie, na ziemi pozostaje tylu uczestników powołania niebiańskiego, skoro Pan już powrócił?

         Pan Jezus nie musi powracać w sposób niewidzialny, w ten sposób był zawsze w łączności ze swoimi uczniami:

         „[...] A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do zakończenia systemu rzeczy.” Mat. 28:20;

         Kiedy powróci, powróci w sposób widzialny:

         „[...] ujrzy go wszelkie oko [...]”. Obj.1:7;

          Nie ma potrzeby spekulować, kiedy się to stanie, albowiem nikt nie wie, kiedy Pan powróci. /Mat. 24:36;/ Niestety, Towarzystwo Strażnica od wiary we własne spekulacje, uzależnia łączność ze zborem. Każdy kto kwestionuje te elementy doktryny, naraża się na poważne kłopoty. Towarzystwo wielokrotnie zmieniało daty powrotu Pana, zakończenia systemu rzeczy  /1799, 1874, 1914, 1925, lata II wojny światowej, 1975, 1994, 2000/ zachowując się jak fałszywy prorok. Wątpiący w stanowisko Towarzystwa, byli traktowani jako ‘odstępcy’ i wyrzucani ze zborów. Czas pokazał, kto miał rację .

         Czy bracia ci, zostaną potępieni przez Boga, tak jak zostali potępieni przez Towarzystwo? Czy ludzie, którzy popełnili tyle błędów głosząc fałszywe proroctwa, mają prawo nazywać siebie ‘kanałem łączności’ z Bogiem? Na czym polega funkcjonowanie tego ‘kanału’, z kim ma łączność i od kogo pochodzą przekazywane przez niego informacje, skoro dzisiejsza prawda jutro staje się kłamstwem, albo delikatnie ujmując, ‘starym światłem’?

         Wydaje się, że najbardziej skompromitowaną postacią w Organizacji, jest drugi prezes Towarzystwa Strażnica, J.F.Rutheford. Doszedł do władzy łamiąc prawo i gwałcąc testament pastora Russella. Oto co głosił na temat dowodów obecności Pana po roku 1874. Fragmenty pochodzą z wydanej przez niego w latach 20. ubiegłego stulecia  książki, Harfa Boża:

         „Te fizyczne fakta nie mogą być powątpiewane i wystarczą, by przekonać człowieka myślącego, że od r. 1799 żyjemy w „czasie końca”. [...] a od r. 1874 liczy się czas obecności Pańskiej [...]. Od tego czasu światło wiedzy znacznie się powiekszyło w dziedzinie wynalazków, których jest za wiele, aby je tu wyliczyć. Wymieniamy tylko te z główniejszych, które odkryto po roku 1874, w dalszy dowód obecności naszego Pana. Główniejsze wynalazki są: maszynki do dodawania, latawce, glin, antyseptyczna chirurgia, sztuczne farby, samochody, kolczasty drut, rowery, karborundum, ogniotrwałe kasy, celuloid, korespondecyjne szkoły, centryfugi do oddzielania śmietany, opis najciemniejszej Afryki, parowe pługi, Boski Plan Wieków, elektrowozy, dynamit, automatyczne schody, gazolinowe motory, linotypy, maszyny do wyrabiania zapałek, monotypy, ruchome obrazki, północny i południowy biegun, kanał Panamski, pasteuryzacya, sygnały kolejowe, promienie Roentgena, maszyny do szycia trzewików, bezdymny proch, submaryny, rad, drapacze chmur, podziemna kolej, fonografy, telefony, maszynki do pisania, pneumatyczne maszyny do czyszczenia dywanów, telegraf bez drutu, elektryczne spoidła, i.t.d.”

         Spuścizna literacka drugiego prezesa zawiera o wiele więcej takich ‘intelektualnych pereł’, a ŚJ muszą dzisiaj wstydzić się tego , czym karmili się wczoraj.

         Jak widać, prezesowi Ruthefordowi, obecność Pana potwierdzał miedzy innymi ‘drut kolczasty’ i ‘dynamit’.

         Czy to zrozumienie pochodziło od Jehowy?

         Wniosek może być tylko jeden, albo Bóg stroi sobie z nas żarty, albo ‘niewolnik’ nie jest tym, za kogo się podaje i nie ma, oraz nigdy nie było, żadnego ‘kanału łączności’ i ‘niewolnika’!

          „Bóg nie jest człowiekiem, by miał kłamać, [...].” Liczb 23:19;

         Doskonale zdawał sobie z tego sprawę brat Russell. Oto co napisał:

         „W Strażnicy z 1 lutego 1916 roku zajęto się szczególnie dniem 1 października roku 1914 i napisano: „Był to ostatni moment, na który chronologia biblijna wskazała nam w odniesieniu do doswiadczeń Kościoła. Czy Pan oznajmił nam, że zostaniemy tam [do nieba] zabrani? Nie. A co powiedział? Jego Słowo i spełniające się proroctwa zdawały się niedwuznacznie dowodzić, iż owa data wyznaczała koniec Czasów Pogan. Wysnuliśmy stąd wniosek, że właśnie wtedy lub nieco wczesniej nastąpi ‘przemiana’ Kościoła. Ale Bóg nie powiedział nam, że tak się stanie.”

         Fragment ten pochodzi z książki Świadkowie Jehowy  Głosiciele Królestwa Bożego ze str. 136. „Bóg nie powiedział nam ...”. O tych słowach pastora Russella powinni pamiętać wszyscy, którym wydaje się, że Bóg posługuje się nimi w jakiś szczególny sposób. Słowo Boże i prawo Boże jest niezmienne, człowiek może ‘wyciągać wnioski’, powinien być jednak bardzo ostrożny przy formułowaniu tak kategorycznych sądów, jakie wydaje Towarzystwo Strażnica. Brat Russell ubolewał nad czymś jeszcze /kolejny fragment z książki  Świadkowie Jehowy , str. 45/:

         „Russell napisał; „Głeboko zasmucał nas błąd adwentystów, którzy oczekiwali Chrystusa w ciele i nauczali, ze swiat i wszystko na nim, z wyjątkiem nich samych, zostanie spalony”.”

         To, co zasmucało brata Russella, błąd /arogancja/ adwentystów, stało się normą w Organizacji. Tylko ŚJ są ludem Bożym i tylko oni cieszą się Jego uznaniem. Co upoważnia Towarzystwo do zajmowania takiego stanowiska?

         Czy po tylu błędach jakie popełniła Organizacja, Towarzystwo ma prawo twierdzić, że tylko ŚJ  będą zbawieni? Jeżeli Organizacja popełnia tak poważne błędy i liczy na miłosierdzie Boże, dlaczego inni nie mogą się mylić i liczyć na to samo?

         Nieoficjalnie, Ciało Kierownicze ŚJ, samo nie wierzy w to, co głosi. Dowód pochodzi z książki Kryzys sumienia napisanej przez Raymonda Franza, byłego członka  Ciała Kierowniczego, wyrzuconego z Organizacji za przekonania. Na str. 193. czytamy:

         „[...]w tym samym czasie, w jakim organizacja nalegała, aby bracia pokładali niezachwianą ufność w słuszność podawanej im interpretacji, na odpowiedzialnych stanowiskach w tejże Organizacji znajdowali się ludzie, którzy sami nie mieli pełnego zaufania do przepowiedni opartej na 1914 roku. Godnym uwagi przykładem niech będzie posiedzenie z 9 lutego 1975 roku. Ciało Kierownicze  słuchało wtedy nagrania przemówienia Freda Franza nz temat roku 1975. Wywiazała się potem dyskusja na temat niepewności proroctw czasowych. Nathan Knorr, wówczas prezes, zabrał głos i powiedział:

    Jest coś, co wiem: wiem na pewno, że Jehowa jest Bogiem, że Jezus Chrystus jes Jego

    Synem, że oddał On swoje życie jako okup za nas, i że jest zmartwychwstanie. Co do

    innych spraw nie jestem tak pewny. Rok 1914 – nie wiem. Mówiliśmy o 1914 roku 

    przez  długi czas. Być może mamy rację, mam nadzieję, że ją mamy.

W czasie tego spotkania dyskutowaną datą był również rok 1975. Było zatem zaskoczeniem, że o wiele bardziej fundamentalna data – 1914 r.- została wspomniana w takim kontekście. Jak stwierdzono powyżej, słowa prezesa zostały wypowiedziane nie w prywatnej rozmowie, ale w czasie posiedzenia, wobec członków Ciała Kierowniczego.”

         Co do spraw zasadniczych, o których możemy dowiedzieć się z Biblii i na które należy kłaść nacisk, zgadzam się w zupełności z prezesem N.Knorrem. Pozostaje pytanie:

         Dlaczego Towarzystwo zmusza braci, pod sankcją wyłączenia, do wiary w coś,  w co samo nie wierzy?

         Czy wierni innych Kościołów chrześcijańskich, nie mogą dotrzeć do prawd wymienionych przez prezesa  N.Knorra  bez pomocy Towarzystwa?

         W kwestii ‘miary ducha’ i zrozumienia Biblii, Organizacja prezentuje następujące stanowisko, Strażnica 2002.16.19a:

         „Pod wpływem natchnienia od Jehowy jej treść wyrażono tak jasnymi i konkretnymi słowami, że praktycznie każdy może pojąć drogocenne prawdy zawarte w tej księdze.”

        a także Strażnica 1996.12.31:

         „Nie zmienia to jednak faktu, że obie klasy [niebiańska i ziemska] korzystają z tych samych prawd i z tego samego zrozumienia i jedynie od stopnia zaangażowania w studium zależy, czy dana osoba pojmie poznawane sprawy niebiańskie i ziemskie. Duch Pański jest dostepny dla obu klas w jednakowej mierze, jednakowo też mogą korzystać z wiedzy i zrozumienia i mają jednakową sposobność ich przyswajania.”

         Skoro praktycznie każdy może pojąć drogocenne prawdy zawarte w Biblii, dlaczego Towarzystwo zastrzega sobie wyłączność w kwestii jej interpretacji?

         O tym, że Towarzystwo stoi na takim stanowisku, czytamy np. w Strażnicy z 1 października 1994 roku na str. 8. w tabeli: „Każdy kto chce zrozumieć Biblię, powinien zdawać sobie sprawę, iż ‘wielce różnorodną mądrość Boga’ można poznać tylko dzięki ustanowionemu przez Jehowę kanałowi łączności, którym jest ‘niewolnik wierny i roztropny’ ”.

         Książka Zorganizowani do pełnienia naszej służby na str. 8. podaje: „Nie pora teraz na niezależne myślenie”.

         Wniosek jest oczywisty: Organizacja żąda ślepego posłuszeństwa! Czasami jednak przyznaje, tak jak w książce Świadkowie Jehowy na str. 626: „Świadkowie Jehowy uważają obecnie, iż za pomocą Strażnicy oraz pokrewnych publikacji ‘niewolnik wierny i roztropny’ zaopatruje ich w pokarm duchowy. Nie twierdzą, że klasa niewolnika jest nieomylna, ale uznają ją za jedyny kanał, jakim Pan posługuje się w dniach ostatnich tego systemu rzeczy.”

         W tym kontekście, tekst ze Strażnicy CIII nr 18, str. 20, ak. 4, nie pozostawia już żadnych złudzeń co do intencji Towarzystwa: „Kto nie nawiąże kontaktu z tym kanałem łączności, którym się posługuje Bóg, ten nie zrobi postępów na drodze życia, niezależnie od tego jak często by czytał Biblię.”

         Czy uzależnianie czyjegoś zbawienia, od uznania wąskiej grupy ludzi za ‘jedyny kanał łączności z Bogiem’, ‘kanał’ który swoją interpretacją Pisma Świętego przysparza  innym tylu cierpień i trosk a Stwórcy wstydu, poprzez ciągłe prostowanie  rzekomo od niego pochodzących  rad i wskazówek, nie jest zwykłym przejawem pychy , arogancji bądź zwykłego fanatyzmu? Czy Towarzystwo nie boi się Boga?   

 

         Podsumowanie. Lojalność wobec Organizacji kosztuje, kosztuje zbyt wiele. Bardzo często trzeba płacić za nią:

zdrowiem fizycznym a nawet życiem - zakazy szczepień, transplantacji organów, transfuzji krwi;

zdrowiem psychicznym i problemami w życiu rodzinnym - tryb życia jaki Organizacja narzuca głosicielom, bardzo często prowadzi do tragedii rodzinnych /zaniedbywane dzieci, żony, mężowie/, poważnych zaburzeń emocjonalnych, stanów depresyjnych i nerwic. Mało kto jest w stanie, na dłuższą metę, wytrzymać organizacyjny reżim zebrań i służby polowej /nawet chory głosiciel powinien być obecny na zebraniu a służba polowa wygląda czasami jak histeria ewangelizacyjna, „stale czyń więcej” ‘zachęcają’ czujni starsi/                 i pogodzić to wszystko z obowiązkami rodzinnymi oraz zawodowymi. Dotyczy to właściwie wszystkich, sumiennie i ciężko pracujących nadzorców jak i głosicieli, szczególnie pionierów. Uchylający się od takich ‘obowiązków’, znajdują się pod ciągłą presją grupy. Służą temu między innymi sprawozdania ze służby /składane w formie, o jakiej Biblia nigdzie nawet nie wspomina/. Na zebraniach padają idiotyczne komentarze, dotyczące ofiarności. Bardzo często starsi, chcąc zrobić wrażenie na przełożonych, ‘pompują’ wielu głosicieli na pionierów, sami nie angażując się odpowiednio w swoje obowiązki i nie rozumiejąc, na czym one tak naprawdę polegają.

         Zbyt wielu jest wśród nich ludzi przypadkowych, ambicją i fanatycznym oddaniem Organizacji, nadrabiają braki intelektualne i emocjonalne /nie są w stanie właściwie ocenić i zrozumieć podstawowych potrzeb ludzkich/. Nie rozumieją, że najpierw obowiązuje ich wierność wobec zasad, a dopiero potem lojalność wobec ‘niewolnika’. Tak naprawdę pełnią służbę dla niego, nie dla zboru. Każda wątpliwość rozstrzygana jest na korzyść Organizacji. Zdarza się, że w gronie starszych dominują jednostki najbardziej prymitywne.  Posiadający autentyczne kwalifikacje mężczyźni, którzy nie pasują do lokalnej kliki kilku najbardziej wpływowych /zacofanych i upartych/ nadzorców,  są  pomijani przy rozdawaniu przywilei. Chciwi próżnej chwały, żądni władzy, zapatrzeni w siebie i przekonani o swojej ‘teokratycznej mądrości’ i wyższości ‘pasterze’, niejednokrotnie  utrudniają życie współwyznawcom, narzucając swoją wolę i udzielając bezsensownych rad.  Szczerzy i rozsądni nadzorcy, nie mają takiej siły przebicia.

           Z badań przeprowadzonych w USA /Jerry R.Bergman : The Mental Health of Jehovah's Witnesses, USA 1987; oraz Leonard Chretien, Jerry Bergman: Świadkowie Jehowy dzisiajfilm, USA 1990 / wynika, że ŚJ należą do grup społecznych o najwyższym stopniu ryzyka zapadalności na choroby psychiczne. Organizacja przez wiele lat ukrywała ten problem, szukanie pomocy u specjalistów z dziedziny psychologii i psychiatrii było bardzo źle widziane. Schorzenia tego typu  były lekceważone i określane jako ‘duchowa słabość’. Przypisywano im również demoniczny charakter. W Stanach Zjednoczonych, pewien ŚJ zapadł nagle na jakąś chorobę, zachowywał się bardzo dziwnie. Zaczęto wynosić mu z domu i palić meble zakupione od Armii Zbawienia /amerykański Caritas/, miały mieć w nich swoją siedzibę demony, które rzekomo wywołały ten stan. Było jednak coraz gorzej, palenie garderoby i innych przedmiotów też nic nie dało. W końcu zdecydowano się na wizytę u lekarza. Badanie wykazało guza mózgu, podjęto szybkie działania ale było już za późno, pacjent zmarł. Dzięki ofiarnemu zaangażowaniu teokratycznych egzorcystów.  Obecnie problem jest tak poważny, że już dłużej ukrywać się go nie da. Ale ze zrozumieniem wcale nie jest lepiej. W tutejszym zborze, żona pewnego starszego, psycholog z wykształcenia /kto jej dał dyplom/, braciom i siostrom zgłaszającym się po pomoc, robi testy na inteligencję! To nie jest naturalnie żadna terapia,  tylko zwyczajne chamstwo i złośliwość, ale o czymś przecież świadczy.

problemami ekonomicznymi – wieloletnia polityka zniechęcania do zdobywania wykształcenia, także stwarzała wiele problemów. Najlepiej wykorzystany czas, to czas poświęcony  Organizacji, osobiste potrzeby to sprawa drugorzędna, wystarczy ‘zaufać Jehowie’ /czytaj: Organizacji/. Niektórzy starsi, wywierali presję nauczając, że lojalny ŚJ powinien ukończyć szkołę zawodową, najwyżej średnią, a następnie podjąć służbę pionierską. Dzisiaj oczywiście, dzieci tych ‘cudownych doradców’ studiują;

samotnością na starość - zakładanie rodzin i wydawanie na świat dzieci w obliczu szybko nadciągającego Armagedonu, postrzegane jest przez Organizację jako egoizm. Rady są oczywiście bardzo subtelne. Młodzi zachęcani są do pozostawania w stanie wolnym i poświęcania swoich najlepszych lat ‘sprawom Królestwa’ i służbie dla Jehowy /czytaj: Organizacji/. Czynienie nowych uczniów, szczególnie istotne gdy tak wielu odchodzi, jest najważniejszym celem Towarzystwa /by zachować twarz, trzeba pomnożyć albo przynajmniej utrzymać stan posiadania/, dlatego nie pora na osobiste plany! Koniec tuż, tuż! I tak prawie od stu lat. 

         Wielu głosicieli ma świadomość, jak bezsensowne jest to żądanie całkowitego oddania i podporządkowania względem Organizacji i po cichu ‘robi swoje’. Nie każdy jednak jest w stanie  uodpornić się na Organizacyjną  propagandę na tyle, by nie ponieść w którymś momencie szkody;

         Ilu braci i ile sióstr musi jeszcze ucierpieć, by kogoś w Brooklynie ruszyło w końcu sumienie?

         Jeżeli ktoś uważa, że przesadzam, to znaczy, że nigdy nie próbował, zgodnie z radami Towarzystwa, ‘wprowadzić w czyn’ wszystkiego, czego się uczy i dowiaduje od ‘wiernego niewolnika’. Nikt nie ma prawa twierdzić, że problem nie istnieje, ponieważ jego osobiście to nie dotyczy. Cierpią jednostki najbardziej zaangażowane i najwrażliwsze. Na jeden pozytywny przykład opisany w Strażnicy, można przytoczyć kilka innych  negatywnych, których nikt nie opublikuje, ponieważ nie leży to w interesie ‘najwspanialszej Organizacji’. Prawie każda dziedzina życia ‘najszczęśliwszego ludu na ziemi’, pozostaje pod kontrolą totalitarnej, pseudoteokratycznej Organizacji. Gdyby w sprawach które opisałem powyżej pozostawiono braciom , od początku, swobodę wyboru,  ŚJ byliby na pewno ludem szczęśliwym. Trzeba mieć wiele dystansu, delikatnie mówiąc, do tego czego uczy i czego wymaga Organizacja, by być Świadkiem Jehowy i pozostać radosnym, zdrowym optymistą. Bóg nie oczekuje od nikogo, w normalnych warunkach,  takich ofiar. Jego przykazania nie są uciążliwe. 1 Jana 5:3;

         Jednak pod szyldem teokracji można wiele. Szczerym, bojącym się Boga ludziom, można wmówić prawie wszystko. Mit ‘jedynej religii prawdziwej’ i strach przed gniewem Bożym,  powstrzymuje ŚJ przed dokładnym i obiektywnym zbadaniem swoich wierzeń. Sama myśl o zakwestionowaniu nauk ‘wiernego niewolnika’ napawa większość ŚJ paraliżującym lękiem. Gdy byli na etapie ‘zainteresowanych’, mieli obowiązek dokładnie zbadać zasady swojej wiary,  by przekonać się, że ich okłamano i porzucić ‘religię fałszywą’. Teraz nie wolno im już samodzielnie badać doktryny Towarzystwa, byłby to wyraz nielojalności wobec ‘jedynego kanału łączności’, a więc bunt przeciwko samemu Bogu. Towarzystwo wie, że gdyby to zrobili, przekonaliby się szybko, że tu również zostali okłamani. ‘Religia prawdziwa’ z definicji Towarzystwa po prostu nie istnieje. W książce Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi na str. 31. w ak. 15 czytamy:  „[...] Religia ciesząca się uznaniem Bożym musi pod każdym względem być zgodna z Biblią .[...].”  Pewnego razu na zebraniu, w tym kontekście, jeden ze starszych udzielił komentarza zapewniając wszystkich obecnych, że nauki ‘niewolnika’ są w każdym szczególe zgodne z Biblią. Miałem właśnie w ręku nową Strażnicę z 1 maja 2002 roku, pochłonął mnie wspominany już w tym liście artykuł na temat ‘wielkiej rzeszy’/pytania czytelników/, fascynujące ‘nowe światło’. Zacząłem zastanawiać się, czy starszy wie co mówi? Od kiedy nauki ‘niewolnika’ są zgodne z Biblią w każdym szczególe, a więc od kiedy religia ŚJ jest ‘religią prawdziwą’? Czy od 1 maja 2002 roku? Wcześniej, przynajmniej w tym jednym szczególe, zgodna z Biblią nie była. Kto zna historię Organizacji, ten wie, jak często Towarzystwo dokonywało zmian w doktrynie. Kto mi zagwarantuje, że to już ostatni szczegół i to, co dzisiaj głosi się jako prawdę, jutro nie będzie wstydliwym, ‘starym światłem’, jak to już często bywało? Towarzystwo wpada w sidła  własnej retoryki.  Ale to żaden problem, przecież Organizacja wprowadza jedynie konieczne zmiany i czyni to w ‘słusznym czasie’, wyznaczonym przez Jehowę. To już bezczelność! ‘Słuszny czas’ zmian, na który powołuje się Towarzystwo, to bardzo często nic innego jak sytuacja, w której nie da się już dłużej, w świetle faktów, utrzymać bezsensownych zakazów czy nakazów, komplikujących ŚJ życie i Bóg nie ma z tym działaniem nic wspólnego. Towarzystwo przerzuca w ten sposób dużą część odpowiedzialności /jeżeli nie całą/ za skutki wywołane swoim bezmyślnym, bezdusznym i aroganckim postępowaniem, na Jehowę Boga. Czy nie zdaje sobie z tego sprawy?  Nie sądzę. ŚJ uważają, że Ciało Kierownicze jest absolutnie jednomyślne /takiego komentarza, innym razem, udzielił ten sam starszy/. Tak powinno być, gdyby nauki tego grona rzeczywiście pochodziły od Jehowy, jak każe się w to wszystkim wierzyć. Tymczasem, decyzje w tym gronie zapadają większością głosów, a to sprawia, że za to, w co część członków Ciała Kierowniczego już nie wierzy /głosując przeciw/, głosicielom na całej ziemi grozi wyrzucenie ze zborów. Tak było między innymi w przypadku służby zastępczej. Już w latach 70. w łonie Ciała Kierowniczego, istniała opozycja wobec wyłączania za podjęcie służby cywilnej /przykładem była praca w kopalniach węgla w Polsce/, ale nie było większości potrzebnej do uchylenia tego zakazu. Spory trwały do połowy lat 90., a bracia cierpieli. To, co było kwestią sumienia dla wielu członków Ciała Kierowniczego, było ‘ciężkim grzechem’ w przypadku młodych ŚJ. Towarzystwo odebrało im prawo do decydowania o własnym losie, brutalnie narzucając swoją wolę.[1]

         Decydując w ten sposób o życiu ufnych współwyznawców, Towarzystwo bawi się w Boga. Swoją postawą zdradza wyraźny brak poczucia  odpowiedzialności przed  Nim.  Zachowując się jak ‘ślepy przewodnik’, nie zasługuje na szacunek i poparcie.  Mat 15:14;

         Kulisy działania Organizacji odsłonił w swojej książce Kryzys sumienia /o której też już wspominałem/ Raymond Franz, były członek Ciała Kierowniczego, wieloletni misjonarz, z racji przekonań uznany za ‘odstępcę’ i wyrzucony z Organizacji. Dobro braci stawiał wyżej niż jej dobro i to wystarczyło, by się go pozbyć. Towarzystwo nigdy otwarcie nie ustosunkowało się do tej krytyki. Nie ma żadnych szans, by w uczciwej dyskusji przekonać kogokolwiek do swoich racji. Zamiast tego, określa takie osoby mianem ‘wrogów prawdy’ i stosuje politykę izolacji oraz zastraszania, która chroni Organizację przed masowym odpływem wiernych. Pewien młody ŚJ w USA, popełnił z tego powodu samobójstwo przed Salą Królestwa. Towarzystwo stosując odpowiednie metody nauczania, wywołuje poczucie winy u głosicieli, by stłumić wszelkie wątpliwości. Cały świat, poza Brooklynem, pozostaje w mocy Szatana, jakikolwiek krok w tamtą stronę, kontakty z ‘odstępcami’, oznaczają zagładę w Armagedonie. Większość w to wierzy,  przyjmując postawę naiwną, podszytą strachem.   Dla nich jest to więc książka zakazana,  wielu zapewne lojalnie nie weźmie jej do ręki, została przecież napisana przez ‘odstępcę’, to najważniejszy i najistotniejszy argument, ktoś taki nie może być przecież wiarygodny. A prawda i fakty? Czy nie mają żadnego znaczenia? Dla wielu niestety nie. Dla fanatyków kryterium prawdy stanowi samo źródło informacji, a nie jej treść, zgodność z faktami i rzeczywistością. Strażnica, nawet jeżeli pisze bzdury, nie kłamie, natomiast każdy kto kwestionuje nauki Strażnicy, musi kłamać. To ma być obiektywne i uczciwe podejście do sprawy? Czy z takim przekonaniem można ruszyć ‘od domu do domu’, by głosić ludziom ‘prawdę’? 

         Biblia zachęca, by ‘badać Pisma, czy tak się rzeczy mają’. /Dz. Ap. 17:11;/  Ludzi tak czyniących, nazwano w tym fragmencie ‘szlachetnymi’. Towarzystwo nazywa takie osoby ‘odstępcami’! Fakt, że to Pismo Święte, a nie oni sami, przeczy doktrynie Towarzystwa, nie ma znaczenia. Definicja ‘odstępcy’ płynąca z Biblii jest zupełnie inna. ‘Odstępca’ to człowiek  który ‘nie pozostaje w nauce Chrystusa’. /2 Jana 7-11;/  Jeżeli Towarzystwo nie pozostaje w nauce Chrystusa / naturalnie nie przyznając się do tego/, a ja nie pozostaję w nauce Towarzystwa, to z jego punktu widzenia jestem ‘odstępcą’, ale nie z punktu widzenia Biblii. O tych, których wyrzucono bądź którzy odeszli, mówi się, że służyli z niewłaściwych pobudek, służyli dla dat itp. Jeżeli właściciel przedsiębiorstwa obiecuje, przez wiele lat, podwyżki swoim pracownikom /daty końca świata/, a nie wypłaca im nawet regularnie pensji, narażając na mnóstwo kłopotów, czy może się dziwić,  że porzucają zakład i pracę? Bezczelny właściciel mimo wszystko twierdzi, że nie płacił pensji, ponieważ  chciał wytawić na próbę lojalność swoich pracowników. I okazało się, tak uważa, że miał rację, niektórzy odeszli,  ponieważ pracowali wyłącznie dla pieniędzy! Kiepski żart czy zwyczajna hipokryzja?   

         Restauracja ‘Eden’, ze zdrową żywnością /pokarm na czas słuszny/, a spod lokalu co rusz odjeżdżają karetki pogotowia na sygnale! Tak wygląda rzeczywistość w ‘najwspanialszej Organizacji na świecie’.  

         Historia Organizacji ŚJ, jak i historia chrześcijaństwa, świadczą dobitnie, że nie ma Kościoła wolnego od błędów. Przypisywanie jakiemuś Kościołowi bądź Organizacji statusu ‘jedynej prawdziwej religii’, nie ma żadnego sensu ani oparcia w faktach. Do jakich wniosków może dojść przeciętny, szczery człowiek, samodzielnie badający Biblię? Do takich, o których w przypływie szczerości mówił prezes N.Knorr, a mianowicie: istnieje Stwórca któremu każdy człowiek winien wyłączne oddanie, istnieje Syn Boży, Pan Jezus, który umarł za wszystkich, wiara w Chrystusa daje nadzieję na zmartwychwstanie i życie wieczne, jest skrucha, nawrócenie, chrzest i Wieczerza Pańska, są zasady, których należy trzymać się w życiu, takie jak sprawiedliwość i miłość bliźniego a chrześcijanin, powinien prowadzić się moralnie i czynić pokój. To wszystko. Są to sprawy zasadnicze i od naszego stosunku do nich, zależy nasze zbawienie. Jest także szereg innych, ale nie są to już kwestie życia lub śmierci.

         „Gdyż królestwo Boże [...], to prawość i pokój, i radość z duchem świętym”.    Rzym. 14:17;        

         Gdyby Świadkom Jehowy zezwolono na normalne kontakty z członkami innych wyznań, bardzo szybko przekonaliby się, że wcale nie są tacy wyjątkowi a wspólnoty wielu innych mniejszych Kościołów, również trzymają się wysokich norm moralnych i zasad biblijnych, studiując Pismo Święte z dużym zrozumieniem. Co na pewno cieszy Boga. To Biblia zmienia tych ludzi, a nie żaden Kościół czy Organizacja. Duch Boży  działa w każdym, kto studiuje Słowo Boże. Błogosławieństwa płynące z tego faktu, dostępne rzekomo wyłącznie w przypadku ŚJ, są udziałem wszystkich studiujących Pismo Święte, bez względu na to kim są, gdzie żyją i do jakiego Kościoła należą. Zbór chrześcijański z I wieku podzielił się nie z naszej winy.  W każdym Kościele istnieją obok siebie i ‘pszenica’ i ‘kąkol’, są ludzie szanujący zasady i łamiący je, posiadający głębsze i gorsze rozeznanie, mający świadomość, że ich Kościoły nie dopisują w wielu sprawach, ale pragnący służyć Bogu na miarę swoich możliwości i zgodnie z własnym sumieniem.  Ci, którzy nie potrafią znaleźć rozsądnego kompromisu pomiędzy głosem własnego sumienia a zasadami swojej religii, szukają innego Kościoła, w którym inaczej rozłożono akcenty wiary chrześcijańskiej.

         Im większy Kościół, tym większe kłopoty. W USA, gdzie społeczność ŚJ liczy około miliona osób, występują silniej niż gdzie indziej problemy,  z którymi borykają się katolicy czy protestanci np. a więc narkomania, niemoralność, pedofilia, o której już wspominałem. O tym Strażnica nie poinformuje swoich czytelników,  nie pasuje to do wizji ‘najszczęśliwszego ludu na ziemi’ a głosiciele,  nakarmieni sekciarską propagandą o jedynej Bożej Organizacji, będą w dalszym ciągu przekonani, że zmierzają do celu jedyną słuszną drogą, drogą ‘prawdy’ wskazaną przez Towarzystwo Strażnica i stronić od wielu, wielu dobrych ludzi, określając ich mianem ‘babilończyków’.

         Jedna wiara w Chrystusa Zbawiciela, jeden chrzest, ale wiele wyznań. /Ef. 4:5;/

         Prawdziwy Kościół Chrystusowy nie zamyka się w obrębie jednej Organizacji, denominacji czy jednego wyznania. Jedynym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, jest Pan Jezus, a nie jakaś instytucja religijna, Kościół czy Organizacja, bez której rzekomo nie ma zbawienia. Wyrządzamy krzywdę naszym szczerym braciom z innych Kościołów, negatywnie osądzając ich pobudki i intencje w kontekście wiary. Organizacja ŚJ stoi w obliczu poważnego kryzysu wiarygodności, jeżeli kierownictwo nie podejmie radykalnych działań w celu odnowy ruchu, ŚJ przejdą do historii jako destrukcyjna sekta.

                                                                                                           Jacek Kursa

         P.S. List ten pierwotnie miałem zamiar wysłać do Towarzystwa w grudniu 2002 r. Poinformowałem niektórych starszych o swoim zamiarze. W rozmowie z nimi poruszyłem kilka tematów, na które chciałem zwrócić uwagę. Nie zdążyłem. Listu nie pozwolono mi dokończyć, starsi ogłosili w zborze nasze ‘odłączenie’. Bracia zostali okłamani, nie mieliśmy zamiaru, ja i moja żona, odchodzić ze zboru. Zostaliśmy poinformowani o decyzji grona starszych po fakcie. Nie było żadnego komitetu. Starsi stwierdzili, że nie było to konieczne, ponieważ nie złamaliśmy żadnej zasady!!! Prosiłem o decyzję na piśmie, by móc się odwołać, nie dostałem jej. Zaślepienie ‘biskupów’, noszących z dumą szlacheckie tytuły ‘książąt Nowego Świata’, jest przerażające. Jeden ze starszych, zapytany przeze mnie, czy Organizacja nie znajduje się przypadkiem na etapie średniowiecznego Kościoła Katolickiego, sadzącego swoich wiernych za brak wiary w dogmaty dotyczące kształtu ziemi np. odpowiedział: „jak jej się /ziemi/ dobrze przyjrzeć , to jest płaska”. Kościół posyłał ‘heretyków’ do piekła, Organizacja straszy niepoprawnych ‘wolnomyślicieli’ Armagedonem i wyrzuca ze zborów. A przecież każda nowa prawda, najpierw jest herezją. Surowi i bezwzględni, cyniczni ‘sędziowie’ zdziwią się, jak wielu ‘heretyków’ będzie żyło w raju. Niech Bóg wybaczy prześladowcom ich pychę. Tam gdzie strach miesza się z fanatyzmem a złośliwość z głupotą, trudno o mądrość i sprawiedliwość.     Nie byłem lubiany w gronie, za swoje niezależne stanowisko. Podkreślam wyraźnie, nie prowadziłem żadnych prywatnych rozmów w celu pozyskania kogokolwiek dla swoich racji. Jedyne co mi zarzucono, to kontakty z ‘odstępcami’, polegające miedzy innymi na przeczytaniu książki ‘Kryzys sumienia’ Raymonda Franza. To Organizacja, poprzez swoją politykę,  zmusiła mnie do sięgnięcia po tą lekturę. Zdecydowałem się w końcu wysłać ten list, nie dlatego, by coś osiągnąć, bo w to już nie wierzę. Robię to po to, by złożyć świadectwo, dla spokoju sumienia. List ten ukończyłem już po naszym rzekomym ‘odłączeniu się’, a faktycznym wykluczeniu. To boli, rany są jeszcze świeże,  dlatego też i język tego listu nie jest dyplomatyczny. Będzie nam bardzo brakowało wielu szczerych przyjaciół. Taką cenę trzeba płacić w Organizacji ŚJ, za lojalność wobec prawdy i faktów.

[1] R.Franz Kryzys sumienia str. 127-132;


Opublikowano na Brooklyn Sp.B.O. styczeń 2004