
Strona główna / WTS i media / Transfuzja z urzędu
Tematyczny spis wszystkich artykułów
Artykuł, który przedstawiamy poniżej ukazał się po śmierci Magdy w KULISACH. Dziennikarze (IWONA BUCKA i TOMASZ KRZYŻAK) tylko sobie znanymi sposobami dotarli do innych wypadków w Polsce, gdzie anachroniczny zakaz przetaczania krwi, spowodował zgony. Artykuł ten wywołał burze komentarzy na ONET.PL. (Wszelkie podkreślenia pochodzą ode mnie) - ŹRÓDŁO TEKSTU
|
|
Transfuzja z urzęduCzy powinno się zmuszać chorych siłą do przetaczania krwi? |
|
Rodzice ośmioletniej Sary, która trafiła do szpitala po pożarze mieszkania, nie zgodzili się na transfuzję. Zabrania im tego religia. Dziecko w stanie krytycznym leży w szpitalu. W Wołczynie na Opolszczyźnie pochowano osiemnastoletnią Magdę, ofiarę wypadku. Miała szansę na przeżycie lecz nie zgodziła się na transfuzję krwi, bo była Świadkiem Jehowy. Lekarze i sądy wciąż nie wiedzą, jak postępować z chorymi sprzeciwiającymi się transfuzji krwi. |
|
|
Świadków Jehowy jest w Polsce ponad 100 tysięcy. Z
przyczyn religijnych nie godzą się na zabieg przetoczenia pełnej krwi.
Lekarze błagają ich i sądy, by zgadzali się na transfuzję. Wierni są jednak
nieugięci. Proponują lekarzom inne, bardziej kosztowne, metody leczenia
członków swojego zboru. Często zdarza się jednak, że na pomoc jest już za
późno. Leczyć bez krwi Z płonącej kamienicy w Wałbrzychu ewakuowano kilka dni
temu 21 osób. Czternaście znalazło się w szpitalu. Wśród nich pięcioro
dzieci Wiesława i Urszuli Winiarskich, w tym ciężko poparzona ośmioletnia
Sara. |
Była pełnoletnia
W przypadku Sary przetoczenie krwi okazało się zbędne. Ale do ratowania życia
osiemnastoletniej Magdy z Wołczyna transfuzja była konieczna. Szóstego
czerwca Magda jechała ze swoją siostrą samochodem. Miały wypadek. Siostra
zginęła na miejscu. Magdę z obrażeniami wewnętrznymi, złamaną miednicą,
przewieziono do szpitala w Kluczborku.
- Stan pacjentki był ciężki, ale była szansa na uratowanie jej życia -
tłumaczy Janusz Kubów, dyrektor kluczborskiego szpitala. - Konieczna była
transfuzja, bo dziewczyna straciła cztery litry krwi.
Magda była przytomna. Odmówiła zgody na transfuzję. - Byliśmy zaskoczeni - mówi
Kubów. - Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, by ją uratować.
Poświęcenie lekarzy było jednak daremne. Dziewczyna zmarła.
- Z medycznego punktu widzenia trudno ustalić na pewno, czy krew uratuje życie,
czy nie. Zasada świętości krwi zapisana jest w Biblii - mówi
Mariusz Pilecki, członek opolskiego zboru Świadków Jehowy. - Magda była
pełnoletnia i taka była jej decyzja.
Żadnej krwi
Każdy dorosły świadek Jehowy nosi przy sobie kartę z osobistym oświadczeniem:
"Żadnej krwi". Dzieci mają karty identyfikacyjne z informacją, że należą do
rodziny Świadków, i prośbą o natychmiastowy kontakt z rodzicami w przypadku,
gdyby konieczna była transfuzja. Według polskiego prawa pacjent musi wyrazić
zgodę na przeprowadzenie operacji. Lekarz, który przetoczy krew choremu
Świadkowi Jehowy nie informując go o tym, może być pociągnięty do
odpowiedzialności karnej. Nawet jeśli zabieg był konieczny dla ratowania życia,
np. w przypadku krwotoku podczas operacji.
W etyce lekarskiej obowiązek ratowania życia i zdrowia dziecka jest
ważniejszy od szanowania przekonań religijnych jego rodziców. Dlaczego
Świadkowie Jehowy nie zgadzają się na transfuzje? Jahwe rzekł: "Ktokolwiek
będzie spożywał jakąkolwiek krew, zwrócę swoje oblicze przeciwko spożywającemu
krew i wytrącę go spośród jego ludu, gdyż życie ciała jest we krwi". Świadkowie
Jehowy ten biblijny zakaz odnoszą do współczesnego zabiegu transfuzji krwi
pełnej, jej osocza oraz krwinek czerwonych, białych i płytkowych. Nie zgadzają
się nawet na przetoczenie własnej, wcześniej pobranej krwi, jeśli nastąpiło jej
oderwanie od organizmu.
Nie wykluczają jednak stosowania surowic oraz takich składników krwi jak
albuminy, immunoglobuliny i czynniki krzepnięcia. Tych trzech ostatnich tylko
dlatego, że - jak wykazały niedawne badania uczonych amerykańskich - są
przekazywane poprzez łożysko ciężarnej kobiety płodowi, czyli z jednego
organizmu do drugiego. Skoro dzieje się to z woli Jehowy, dozwolone jest także
dla człowieka.
Komitety Współpracy ze Szpitalami
By chronić swoich wiernych przed transfuzjami, Świadkowie powołali do życia
Komitet Współpracy ze Szpitalami. Komitety istnieją w 65 krajach, w Polsce
jest ich 15 w większych miastach, głównie w siedzibach akademii medycznych.
Polskie Komitety zorganizowały już dwa tysiące spotkań z lekarzami,
prowadzą rozmowy z prawnikami. Jego członkowie upoważnieni są do kontaktów z
lekarzami, by rozmawiać z nimi na temat leczenia środkami krwiozastępczymi.
Kilka lat temu lekarze z krakowskiej Kliniki Neonatologii walczyli o życie
noworodka. Urodził się jako wcześniak ważący niewiele ponad kilogram. Lekarze
chcieli wspomóc organizm noworodka za pomocą transfuzji, gdyż szpik kostny nie
produkował wystarczającej liczby krwinek czerwonych. Rodzice, świadkowie Jehowy,
nie wyrazili na to zgody z przyczyn religijnych, choć zdawali sobie sprawę, że
życie dziecka wisi na włosku. - Społeczność krakowskiego zboru kupiła wszystkie
potrzebne lekarstwa do leczenia dziecka - mówi Jarosław Nowak z działu
informacji Świadków Jehowy. - Leczenie było drogie, ale udało się.
W większości przypadków lekarze decydują się nie na kontakt z
Komitetem ale występują do sądów po zgodę na transfuzję. Tak było w
1998 roku w przypadku ośmioletniej Ani z Rzeszowa, która zraniła się w nogę. Jej
stan był krytyczny. Dziewczynka straciła tak dużo krwi, że potrzebna była
transfuzja. Nie zgodzili się na nią rodzice. Lekarze natychmiast wystąpili
do sądu. Ten stwierdził, że życie jest wartością wyższą niż wolność wyznania i
zezwolił na przetoczenie krwi. Dziecko udało się uratować.
Mniej szczęścia miał trzynastoletni Alfred. Cierpiał na nowotwór,
poddawany chemioterapii potrzebował transfuzji. Gdy w lipcu 1997 roku
przywieziono go do szpitala w Radomiu był konający. Życie mogła mu uratować
natychmiastowa transfuzja. Jednak rodzice nie wyrazili na nią zgody. Chłopiec
zmarł.
Gwałt na dziecku
Umarł także maleńki Jeremiasz, który dziesięć lat temu trafił na Oddział
Intensywnej Terapii Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie z rozpoznaniem
zapalenia mózgu. Lekarze nie wiedząc, że rodzice Jeremiasza są Świadkami Jehowy,
po pierwszych badaniach dokonali przetoczenia preparatów krwiopochodnych. W
cztery dni później ojciec złożył oświadczenie, że z przyczyn religijnych on i
żona nie godzą się na transfuzję krwi i zastosowanie preparatów krwiopochodnych.
Lekarz prowadzący leczenie obiecał respektować ich wolę. Ojciec napisał
oświadczenie, że jeżeli Jeremiaszowi zostanie przetoczona krew, odbierze to jako
gwałt na dziecku i będzie dochodził swoich praw sądownie. Lekarz wystąpił
do sądu o zgodę na transfuzję. Rozprawa odbyła się tego samego dnia, rodzicom
ograniczono ich prawa. Po transfuzji stan dziecka nadal się pogarszał i dziecko
zmarło.
W 1996 roku piętnastolatek z Gorzowa przeżył upadek z dachu 11-piętrowego
wieżowca. W szpitalu jego rodzice, Świadkowie Jehowy, nie zgodzili się na
transfuzję krwi. Przeprowadzono ją wbrew ich woli. Chłopiec spadł z
wysokości ponad 30 metrów. Przeżył, choć stracił przytomność. Z poważnymi
urazami głowy i rąk trafił do szpitala. Stracił prawie połowę krwi.
Lekarze zdecydowali, że konieczna jest transfuzja. Dzięki szybkiej reakcji
sądu chłopca uratowano. (Zobacz więcej na ten temat:
Batalia o życie w Gorzowie
Wielkopolskim - iszbin)
Odrobina woli
Zdarza się jednak i tak, że sądy mają różne zdania na temat przetaczania krwi. W
czerwcu 1993 roku Sąd Wojewódzki w Zamościu anulował wyrok sądu niższej
instancji o ograniczeniu praw rodzicielskich małżeństwu Świadków Jehowy. Ich
dziecko, chore na hemofilię, miało wewnętrzne krwotoki. Rodzice nie godzili się
na podawanie krwi i preparatów krwiopochodnych. Sąd Rejonowy ograniczył ich
władzę rodzicielską, ale decyzję zmienił Sąd Wojewódzki. W uzasadnieniu napisał:
"Brak zgody rodziców na podawanie dziecku krwi nie wynika
jedynie z ich światopoglądu. W aktualnych warunkach społecznych nie mogą być
lekceważone obawy rodziców, że transfuzja niesie ze sobą zagrożenie wirusem HIV
bądź wirusem HbS (uszkadzającym wątrobę)".
- Jesteśmy normalnymi ludźmi - mówi Dariusz Ryl. - Kochamy dzieci, życie. Nie
jesteśmy fanatykami, ani samobójcami, chcemy się leczyć, ale bezpiecznymi
metodami. Sprzeciwiamy się leczeniu krwią, ponieważ nie zezwala nam na to
religia. Cały świat odchodzi od leczenia krwią, jest już ponad 200 ośrodków,
które zajmują się bezkrwawą chirurgią. W Polsce również są lekarze, którzy
przeprowadzają operacje, nawet na otwartym sercu bez podawania preparatów
krwiopochodnych. Wszystko można, tylko trzeba odrobinę dobrej woli.
Na świecie jest około czterech milionów Świadków Jehowy. W wielu krajach od lat
naukowcy pracują nad środkami, które zastąpią krew. Takie środki są już co
prawda wynalezione, lecz kuracja nimi jest bardzo droga. Jednym z nich jest
syntetyczna erytropoetyna - hormon produkowany przez wątrobę - pobudzająca szpik
kostny do tworzenia czerwonych krwinek. Obecnie wiele zabiegów przeprowadzanych
jest bez przetaczania krwi, co do niedawna było nie do pomyślenia. Ma to
znaczenie nie tylko dla Świadków Jehowy, zmniejsza się ryzyko zarażenia wirusem
HIV lub HbS (wirus żółtaczki wszczepiennej) wszystkich operowanych pacjentów. W
Stanach Zjednoczonych działa 35 ośrodków bezkrwawej chirurgii. Doktor Denton
Cooley z Teksasu przeprowadził ponad 600 poważnych operacji nie korzystając z
obcej krwi. Kilka lat temu Świadek Jehowy z Poznania poddany został zabiegowi
transplantacji serca bez transfuzji w klinice Uniwersytetu Humboldta w Berlinie.
W ciągu kilku ostatnich lat w Berlinie przeprowadzono kilkanaście takich
operacji. Bezkrwawe zabiegi wykonywane są także w Polsce. Przyjeżdżają do nas
głównie Amerykanie i Austriacy. Klinika Kardiochirurgii w Zabrzu od 1987 roku
przeprowadziła ponad 50 zabiegów na otwartym sercu bez korzystania z obcej krwi.
Tylko jeden zakończył się śmiercią. Świadkowie Jehowy podkreślają, że
najlepiej współpracuje im się ze szpitalami w Tychach, Zabrzu,
Bydgoszczy i Krakowie.