Do zobaczenia w
Raju.
Świadkowie
Jehowy: Armagedon jest blisko
Przedruk
artykułu z Kulis, który ukazał się na stronie Kiosku Onetu:
http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1111672&KAT=240
Muszą
mieć nerwy jak postronki. Nie raz byli szczuci psami, czasem chłop za
widły chwycił. Ale nie chcą o tym opowiadać, bo musieliby powiedzieć o
kimś coś złego, a oni tego nigdy nie robią. Żona Michała Hoszowskiego,
szefa działu informacyjnego Towarzystwa Strażnica, próbuje ludzi
usprawiedliwiać: - Przecież oni nas nie znają, a to co nieznane zawsze
budzi lęk.
MATEUSZ WIELGUS
ompleks
budynków z czerwonej cegły przyciąga wzrok każdego, kto przez Nadarzyn
wyjeżdża z Warszawy w stronę Katowic. Otoczony wysokim płotem i
nienagannie utrzymanym ogrodem, monitorowany przez kamery, sprawia
wrażenie twierdzy. To Betel, co po hebrajsku znaczy Dom Boży. Polskie
Biuro Oddziału Świadków Jehowy. Tutaj Artur spotkał Anitę. Tutaj urzęduje
Michał Hoszowski.
Artur już zaplanował swoją przyszłość w raju. Swoją i Anity, oczywiście. -
Wybiorę klimat umiarkowany, żeby było ciepło, ale nie za bardzo. Może
Gruzję? Tam rosną mandarynki. Będziemy mieli mały domek z widokiem na
góry. I musi być blisko do morza. Chciałbym wychodzić z domu i gadać z
delfinami. No i doczekamy się mnóstwa dzieci - mówi obejmując drobną
szatynkę. - Oczywiście z tymi dziećmi to żart, choć z drugiej strony to
całkiem możliwe. W raju będziemy przecież żyli wiecznie - dodaje.
Zaszczyt dla świadka
etel budzi
się o świcie. O siódmej wszyscy są już w jadalni. Radośni i uśmiechnięci.
Zanim zabiorą się do jedzenia, wysłuchają wersetu z Biblii, potem krótka
modlitwa, posiłek i do pracy! - Niestety, nie możecie się teraz spotkać z
Arturem, usługuje dzisiaj w kuchni, będzie wolny dopiero za jakiś czas -
mówi na przywitanie Michał Hoszowski z działu informacyjnego.
Artura poznałem, gdy zapukał kiedyś do mojego domu. - Dzień dobry, czy
chcielibyście się czegoś dowiedzieć o kimś, kto kocha was ponad wszystko?
- zapytał. Był w towarzystwie nieśmiałej dziewczyny. On w garniturze, pod
krawatem. Ona w pastelowej garsonce. - Mieszkam w Betel. To dla Świadka
Jehowy wielki zaszczyt i wyróżnienie - mówił poźniej.
W Nadarzynie mieszka i pracuje ok. 170 kobiet i mężczyzn. Jedni zajmują
się usługami na rzecz mieszkańców, inni tłumaczeniem publikacji,
przysyłanych z biura głównego w Brooklynie. Nagrywają na kasety teksty
"Strażnicy" i filmy wideo, projektują Sale Królestwa i Sale Zgromadzeń,
rozstrzygają prawne i medyczne problemy Świadków… Wszyscy chodzą po domach
i nauczają. Nad całością czuwa kilku starszych. Każdy zna swoje miejsce w
Betel i każdy stosuje się do panujących tu zasad. Od tego, jak działa
polska centrala, zależy funkcjonowanie ponad 1800 zborów w całym kraju,
które skupiają około 130 tysięcy polskich Świadków Jehowy.
- Nie mamy duchowego przywódcy, jakim dla katolików jest papież - mówi
Hoszowski. - Świadkowie tworzą zbór, którego głową jest Chrystus.
Działalność wszystkich zborów koordynuje ciało kierownicze - to kilka,
czasem kilkanaście osób. One podejmują najważniejsze decyzje. Zgodnie z
poleceniem Jezusa głosimy dobrą nowinę o Królestwie Bożym. Na całym
świecie działalność tę organizuje 109 oddziałów, które z kolei dzielą się
na okręgi, obwody i zbory - tłumaczy Hoszowski.
Po co Bóg męczy w piekle?
nita, o
której Artur nie mówi inaczej jak z zachwytem, "moja ukochana", zawsze
była bardzo religijna. Długo szukała swojego miejsca. Pracowała w Monarze,
zachłysnęła się naukami Wschodu, została wegetarianką, zaangażowała się w
katolicki ruch Odnowy w Duchu Świętym. - To jednak były półśrodki - mówi
dziewczyna.
- Zadawałam sobie pytania, na które nikt nie potrafił mi przekonywająco
odpowiedzieć. Na przykład dlaczego, skoro Bóg jest miłością, to męczy
ludzi w piekle? Postanowiłam znaleźć religię, która opierałaby się na
Piśmie Świętym. W tym czasie moje koleżanki spotykały się ze Świadkami.
Powiedziały, że jeśli chcę, to też mogę. Poszłam. O to mi chodziło! Na
jednym z kolejnych spotkań wstąpiła we mnie nadzieja. I to mnie uzdrowiło
- opowiada.
Została Świadkiem. Po jakimś czasie zamieszkała w Betel. Czy zostanie tu
długo? Tego jeszcze nie wie, na razie szykuje się do ślubu. Co będzie
potem, zdecydują starsi. Podda się temu z radością. Wie, że będzie bardzo
szczęśliwa. Wspólnie z mężem przejdzie przez życie, by kiedyś zamieszkać w
raju na Ziemi. Najlepiej tam, gdzie rosną mandarynki…
Dziewczyna nie ma już problemów z odpowiedziami na trudne pytania.
Przecież wszystko jest w Biblii. I w opartych na niej publikacjach, m.in.
w "Strażnicy".
Egzemplarz
Artura z maja ubiegłego roku jest cały pokreślony różnokolorowymi
markerami. Na marginesach równym pismem chłopak dopisał uwagi, które mogą
się przydać podczas nauczania.
"Strażnica" redagowana jest w centrali Świadków w Brooklynie. Potem, już w
Polsce, tłumaczona, kilkakrotnie sprawdzana i dopiero wtedy przesyłana do
drukarni w Anglii. Oczywiście również należącej do Świadków. Podobną drogę
pokonuje luźniejsze od "Strażnicy" pismo "Przebudźcie się!".
- Bracia i siostry w poszczególnych oddziałach w zasadzie tylko
przekładają na swoje języki to, co przychodzi z USA - mówi Andrzej
Spaczyński z działu tłumaczeń. Ma w komputerze specjalny program biblijny,
dzięki któremu może odnajdywać i kopiować całe fragmenty Pisma Świętego.
- Wydrukowane
egzemplarze trafiają z powrotem do Betel. Z naszych magazynów, zgodnie z
zapotrzebowaniem, są rozwożone do zborów w całym kraju - wyjaśnia. Czy
polscy Świadkowie Jehowy nie mieliby ochoty na wydawanie własnego pisemka?
- To niemożliwe - mówi. Wszystko, co wydają Świadkowie, musi mieć parafkę
Brooklynu. - My nie chcemy po swojemu interpretować Biblii. Od tego są
inni. Chodzi o to, by każdy Świadek, niezależnie skąd pochodzi, w to samo
wierzył i tak samo rozumiał sprawy związane z religią czy moralnością -
dodają.
Wszyscy Świadkowie wierzą więc, że ludzka dusza po śmierci przestaje
istnieć. Że zmartwychwstaną i żyć będą wiecznie w raju na Ziemi tylko ci,
którzy uwierzyli w Jehowę, a źli zostaną wytraceni na zawsze. Że
spożywanie krwi (a więc również transfuzje) jest nie tylko zakazane przez
Boga, ale po prostu szkodliwe. Że Chrystus umarł na palu, a nie na krzyżu.
Że nie ma Trójcy Świętej. Że żyjemy w "dniach ostatnich"… - Wkrótce
przyjdzie wielki kataklizm, Armagedon, w którym Bóg usunie obecny system
rzeczy - tłumaczy Artur. I namawia: - Jeszcze macie szansę, potem będzie
już za późno. W Królestwie Chrystusa znajdą się tylko wierni Jehowie.
Pomyślcie, jak by było fajnie, moglibyśmy się odwiedzać. Mielibyśmy na to
mnóstwo czasu. Całą wieczność!
Tylko nie krew!
rzed
południem Betel wygląda jak biuro. W każdym pokoju nad komputerem,
papierami lub konsoletą, pochylona postać w garniturze lub garsonce.
Ubrana elegancko i skromnie. Mężczyzn trudno od siebie odróżnić, zwłaszcza
że większość z nich jest w podobnym wieku - nie skończyli jeszcze
czterdziestki. Z kobietami jest lepiej - inny kolor włosów, inna fryzura,
inne ubranie.
Tylko w jednym pokoju zastaliśmy starszych mężczyzn - to Służba Informacji
o Szpitalach. Jeden z najważniejszych działów w Betel. Tu spływają
informacje o szpitalach, które chcą stosować "bezkrwawe" metody leczenia.
Tu zbierane są dane lekarzy, którzy chcą operować Świadków. Przygotowywane
są też informacje dla lekarzy i pacjentów. - Dla Świadka transfuzja krwi
jest dramatem. Biblia tego kategorycznie zabrania - mówi Romuald Stawski.
- A przecież są inne metody! Naukowcy coraz częściej o nich mówią. Ale
wielu lekarzy to ignoruje. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że krew jest
szkodliwa, wywołuje szok w organizmie, powoduje powikłania.
- Czasami lekarze sięgają po środki prawne, by przetoczyć choremu krew.
Nie biorą pod uwagę dorobku nauki, która potwierdza to, co jest w Biblii -
dodaje Wojciech Rosiński. Obaj zapewniają, że w każdej chwili mogą
zorganizować transport chorego Świadka Jehowy z dowolnego miejsca w Polsce
do szpitala, który respektuje ich zasady. Zrobią wszystko, byle uniknąć
transfuzji.
Wreszcie Artur jest wolny. Jak zwykle tryska energią. Zabiera nas na
pokazowe głoszenie.
Głoszenie nie jest łatwe. Czasami ktoś po prostu odmówi. Ale bywa i tak,
że obrzuci obelgami. Na wsiach zdarza się, że chłop potrafi za grabie
złapać. Świadkowie tylko się uśmiechają. I idą się pomodlić. - Nie masz
czasem ochoty trzasnąć drzwiami i wyjść? Przecież każdemu się zdarza, że
ma wszystkiego dosyć! - pytam.
Artur: - Czasem mam. Ale wtedy pomaga mi Biblia. Zawsze noszę ją przy
sobie. To już kolejny egzemplarz, nie pamiętam który. Szybko się niszczą.
Do fryzjera, marsz!
etel jest
schludny i sterylny. Jak jego mieszkańcy. Ściany w pastelowych kolorach,
drewniane meble, jasne zasłony. Wszędzie nienaganny porządek. Codziennie
20 osób sprząta pomieszczenia. Lokalna pralnia co tydzień "przerabia" tonę
odzieży. W tym czasie trzeba wyprasować i poskładać 700 koszul, 130
kompletów pościeli, 100 par spodni i 1200 ręczników.
Jest tu także piekarnia, warsztaty, zakład fryzjerski. Przed lustrem
siedzi kobieta w papilotach. Fryzjerka wita gości radośnie. - Kobiety
umawiają się na strzyżenie, kiedy uznają, że czas zrobić porządek na
głowie. Co jakiś czas przysługuje im trwała ondulacja. Mężczyźni strzyc
się mogą co trzy tygodnie - mówi.
- Świadkowie powinni wyglądać schludnie - dodaje Hoszowski.
- W pierwszym liście do Koryntian apostoł Paweł pisał, rozdział 11, werset
14: "Czyż sama natura nie uczy was, że gdy mężczyzna ma długie włosy, jest
to dla niego hańbą, ale gdy kobieta ma długie włosy, jest to dla niej
chwałą? Włosy bowiem zostały jej dane za nakrycie głowy".
Betel tętni życiem. Czegoś tu jednak brakuje… Tak, dzieci! Dlaczego, skoro
są małżeństwa? - Ci, którzy tu mieszkają, muszą się poświęcić, praca
zajmuje im mnóstwo czasu - tłumaczy Michał Hoszowski. - Są w Betel
dobrowolnie, jeśli zdecydują się na potomstwo, muszą odejść. Dzieci
przecież wymagają uwagi. Z drugiej strony, gdyby kobiety zaczęły tu
rodzić, byłoby to nieuczciwe wobec pozostałych. Wszyscy mieszkańcy
pracują, żeby Betel funkcjonował jak należy. Dostajemy w zamian jedzenie,
mieszkanie, ryczałt na ubranie, mamy na miejscu różne usługi. A dzieci?
One przecież nie mogą pracować, ktoś musiałby się nimi opiekować i je
utrzymywać. A my żyjemy z datków… - dodaje.
Dzień się kończy. Michał Hoszowski zabiera żonę na basen, Artur biegnie
załatwiać sprawy związane ze ślubem, pozostali albo odpoczywają, albo idą
głosić. - I pamiętajcie, że Bóg was kocha! - woła na odchodne uśmiechnięty
od ucha do ucha Artur. - Do zobaczenia w raju!
* * *
Anita wyszła za Artura. Ceremonia była skromna, ślub tylko cywilny (u
Świadków zawarcie związku małżeńskiego nie ma charakteru religijnego).
Młodzi zostali pionierami specjalnymi. Pojechali na Kaszuby, w rejon,
gdzie jest niewielu Świadków. Nie muszą pracować zawodowo, dostają
pieniądze na życie. W zamian za to cały swój czas poświęcają na głoszenie.
''Kulisy'', 18
lutego 2003
Zobacz także:
Komentarze
Czytelników do artykułu