Świadkowie
Jehowy byli jedyną grupą społeczną, którą hitlerowcy tępili
wyłącznie za przekonania religijne.
Adam Molenda
olczaste
zasieki brutalnie kroją jesienne niebo. Słońce wyblakło, aleje
dawnego KL Auschwitz pokryte są wielkimi plamami żółtych liści,
dzień jest powszedni, więc zwiedzających mało, ale pomiędzy
szarymi blokami czuje się nieustanną obecność ducha zagłady, który
wypełnił to miejsce na wieczność.
Twarze kilkorga ludzi, którym towarzyszymy, są zadziwiająco
spokojne. Mijający czas przytłumił emocje i kiedy dziś zapytać ich
o pięć lat spędzonych w kacecie, mówią tylko o krótkich chwilach,
które z różnych powodów zapadły im w pamięć: o deszczu
przeszkadzającym w pracy, dobrej nowinie od rodziny albo cichym
zgonie kolegi z sąsiedniej pryczy.
ieczysław Kaleciński został aresztowany wraz z kilkoma innymi
badaczami Pisma Świętego na początku wojny w Bukownie, za odmowę
pracy na rzecz Trzeciej Rzeszy.
– Niemcy zamierzali wcielić nas do straży ogniowej, która wówczas
była służbą paramilitarną – wspomina pan Mieczysław. – Kazali
podpisać oświadczenie, że nie jesteśmy Żydami i że będziemy
sumiennie wykonywali wszelkie zadania na rzecz hitlerowskiego
państwa. Nie mogliśmy na to przystać, zgodnie bowiem z regułami
naszej wiary, nie możemy być żołnierzami ani pracować na rzecz
wojska.
Za karę Kaleciński wraz z kolegą Bolesławem Cebą trafili do obozu
przejściowego w Mysłowicach. Tam próbowano wcielić ich do grupy
zajmującej się łapaniem zbiegłych więźniów. Odmówili, choć sam
landrat straszył ich, że „pójdą do nieba przez komin”. Czekał ich
wieloletni koszmarny szlak: Jaworzno II, Birkenau, w końcu obóz
śmierci w Mauthausen-Gusen. Tam próbowano zatrudnić ich w fabryce
uzbrojenia. Odmówili.
– Gestapowcy bili nas dwójkami, jakby zabawiali się w jakąś
potworną grę – wspomina pan Bolesław. – W ruch szły pięści, pałki
i obcasy. To cud, że niektórzy z nas przeżyli.
Pierwsi wrogowie nazizmu
ohannes Wrobel zajmuje stanowisko koordynatora Historycznego
Archiwum Towarzystwa Strażnicy w Selters, w RFN, i dokumentuje
prześladowania wyznawców tej religii od zarania po kres Trzeciej
Rzeszy. Archiwista ma na co dzień do czynienia z relacjami
ocalałych z Holokaustu, jednak kiedy o tym mówi, jego oblicze
tężeje.
– Proszę zwrócić uwagę, iż świadkowie Jehowy w żaden sposób nie
zwalczali władz państwowych – wskazuje Wrobel. – Narodowy
socjalizm był jednak dla nich nie do zaakceptowania. Badacze Pisma
Świętego nie mogli podporządkować się kierownictwu Trzeciej
Rzeszy, skoro czuli się obywatelami Królestwa Bożego.
W faszystowskim państwie nie było miejsca dla takich, którzy
dosłownie traktowali bibilijną zasadę: „Musimy być bardziej
posłuszni Bogu jako władcy niż ludziom”. Wojenna historia świadków
Jehowy zatarta została później w zbiorowej świadomości na
dziesięciolecia przez... statystykę. Gehenna kilkunastu tysięcy
obywateli różnych państw Europy rozmywała się w relacjach
historyków różnych narodów, opisujących dramaty setek tysięcy lub
nawet milionów obywateli swoich krajów lub nacji.
Steffen Reiche, minister oświaty Brandenburgii, komentując kilka
lat temu w przemówieniu drukowanym następnie przez „Die Zeit”
tragedię świadków Jehowy na kontynencie dotkniętym nazizmem,
stwierdził:
– Zamiast na same liczby obrazujące liczbę
szykanowanych, uwięzionych, torturowanych i zamordowanych należy
zwrócić uwagę na losy pojedynczych ludzi.
Dr Detlef Garbe, dyrektor Muzeum Obozu Koncentracyjnego w
Neuengamme, w jednej ze swoich książek napisał: „Ze wszystkich
społeczności chrześcijańskich świadkowie Jehowy spotkali się z
najokrutniejszymi i najzacieklejszymi prześladowaniami,
porównywanymi do Holokaustu Żydów. (...) Chodziło o zlikwidowanie
tego wyznania. W Niemczech nie miało być ani jednego świadka
Jehowy”.
Niezłomni
– Nasz dramat rodzinny rozpoczął się wówczas, kiedy ojciec odmówił
podpisania folkslisty i jednocześnie służby w Wehrmachcie. Został
aresztowany i wywieziony do Auschwitz – opowiada Henryk Dornik,
były więzień Gross-Rosen. – Siostry zostały ulokowane u
katolickich zakonnic w Czarnowąsach koło Opola, mnie i brata
zamknięto w domu poprawczym. Byliśmy bliscy pełnoletności, więc
niebawem dano nam do wyboru: armia albo obóz koncentracyjny.
Wybraliśmy kacet.
początkowym okresie panowania nazizmu w Niemczech, kiedy Hitler
usiłował zachować pozory wobec międzynarodowej opinii publicznej,
funkcjonariusze reżimu mieli z Międzynarodowym Stowarzyszeniem
Badaczy Pisma Świętego, zwanym w skrócie IBV, pewien „kłopot”. Nie
było w tym środowisku przestępców, komunistów, osób politykujących
przeciwko organizacjom i instytucjom narodowego socjalizmu ani
homoseksualistów. Te kryteria stanowiły bowiem pretekst do
natychmiastowych szykan.
Konflikt polegał na zderzeniu światopoglądów i był tym bardziej
ostry, że inteligencja IBV nie miała zamiaru milczeć. Globalny
charakter tego wyznania powodował, iż poglądy i osobiste
doświadczenia niemieckich świadków Jehowy, publikowane w licznych
wydawnictwach, czytane były na wszystkich kontynentach. Przez
kilkanaście lat opierali się hitleryzmowi za pomocą słowa,
konspiracyjnie drukując czasopisma, ulotki i książki oraz
ogłaszając rezolucje wzywające do pokoju.
– Hitlerowskie państwo zastosowało policyjne środki represji
natychmiast po tym, jak Badacze Pisma Świętego oficjalnie
odrzucili kult führera i zaprotestowali przeciwko rasistowskiemu
obłędowi, nacjonalizmowi oraz perspektywie wojny. W dodatku
ogłosili orędzie o nadchodzących pokojowych rządach Królestwa
Bożego na Ziemi – wyjaśnia Johannes Wrobel.
Hitler uznał to za wymierzoną w siebie działalność polityczną i
przestał mieć skrupuły. W czerwcu 1933 r. zdelegalizował IBV,
powołując jednocześnie w celu jego zwalczania specjalną jednostkę
gestapo. Do wiosny następnego roku aresztowano około tysiąca
świadków Jehowy, z których blisko połowa skierowana została do
obozów koncentracyjnych.
Bez podpisu
wa lata przed wojną liczba więźniów w kacetach na terenie Niemiec
wynosiła 7,5 tys. osób, wśród których było aż 4 tys. członków IVB.
W głównym kobiecym KL-Moringen badaczki Pisma Świętego stanowiły
blisko 46% wszystkich uwięzionych. Liczba mężczyzn IBV w
niektórych obozach dochodziła w różnych okresach nawet do 57%.
Obóz Wewelsburg zamieszkiwało prawie 100% świadków Jehowy. Od 1935
r. prawie wszystkich badaczy Pisma Świętego kierowano do obozowych
kompanii karnych o zaostrzonym rygorze.
Hitlerowcy od początku próbowali łamać ich sumienia w podstępny
sposób. Żeby wrócić do domu, wystarczyło podpisać oświadczenie o
wyrzeczeniu się swojej religii oraz zadeklarować wierność
narodowosocjalistycznemu państwu. Nikt dziś nie jest w stanie
wyliczyć, ilu wyznawców uległo, ale też w relacjach tych, którzy
przeżyli, nie wspomina się o takich przypadkach.
Genevičve de Gaulle, bratanica późniejszego prezydenta Francji,
trafiła do obozu w Ravensbrück w 1944 r. za przynależność do ruchu
oporu. W filmie pt. „Niezłomni wobec prześladowań” tak mówi o
badaczkach Pisma Świętego: – Podziwiałam je bardzo. Niektóre były
więzione od 10 lat, choć w każdej chwili mogły wyjść na wolność,
podpisując wiernopoddańcze oświadczenie. Te kobiety, tak skrajnie
wyczerpane życiem w obozowych warunkach, okazały się mocniejsze od
esesmanów, którzy nie potrafili złamać ich woli.
zczególnie perfidną metodą nacisku były szykany z wykorzystaniem
dzieci. Córki i synowie tych, którzy odmawiali służby w aparacie
militarnym Rzeszy, byli izolowani od rodzin. Małoletnich z tego
środowiska traktowano bezwzględnie także dlatego, że odmawiali
wypowiadania pozdrowienia „Heil Hitler”, oddawania czci fladze i
innym nazistowskim symbolom oraz nie godzili się na wstępowanie do
hitlerowskich organizacji młodzieżowych. Sierocińce, poprawczaki,
przymusowa służba w wojsku, rozstrzeliwanie opornych – takie
metody były na porządku dziennym. Członkowie niektórych
wielodzietnych rodzin IBV spędzili w nazistowskich miejscach
zagłady łącznie blisko 50 lat!
Trzy lata przed wojną powstał wzorcowy obóz koncentracyjny w
Sachsenhausen wybudowany na planie trójkąta. Od tamtej pory
rozmaite grupy więźniów znakowano za pomocą zróżnicowanych
kolorystycznie „winkli”. Świadków Jehowy fioletowym, przy czym
niektórzy nosili czerwony, oznaczający więźniów politycznych.
Serdeczni... wrogowie
eresa Wontor-Cichy z działu historyczno-badawczego Państwowego
Muzeum w Oświęcimiu, organizatorka poświęconej męczeństwu świadków
Jehowy wystawy pod nazwą „Więzieni za wiarę”, którą właśnie można
oglądać w dawnym KL Auschwitz, jest autorką wydanej niedawno,
prekursorskiej w polskiej historiografii książki pod tym samym
tytułem.
– Gromadząc materiał badawczy, byłam zaskoczona niewielką liczbą
źródeł w poobozowych archiwach – wspomina. – Książka powstawała
dzięki dodatkowej lekturze pamiętników więźniów i oprawców,
bezpośrednim rozmowom z ocalałymi oraz życzliwości zagranicznych
historyków i archiwistów. Do Auschwitz kierowano przecież IBV z
Niemiec, Polski, Holandii, Słowenii i wielu innych okupowanych
państw.
Podczas wojny niektórzy świadkowie Jehowy stali się... gwarantem
osobistego bezpieczeństwa rodzin hitlerowskich dygnitarzy w
krajach okupowanych. Zaczęto zatrudniać ich jako służbę ze względu
na absolutną uczciwość, stuprocentową gwarancję, że nie otrują
„chlebodawców” ani w żaden inny sposób nie targną się na ich
życie, a także pewność, iż nie uczestniczą w ruchu oporu. Tym
zatrudnionym w domach wiodło się nieco lepiej niż obozowej
reszcie, wycieńczonej głodem, pracą ponad siły i bestialskim
traktowaniem.
Teresa Wontor-Cichy przytacza fragmenty diariusza Rudolfa Hössa,
komendanta KL Auschwitz, który dwie pracujące u niego w domu
więźniarki IBV określał mianem „biblijnych pszczół” lub
„biblijnych gąsienic”: „Moja żona często mówiła, że nie mogłaby
sama lepiej dbać o wszystko niż te dwie kobiety. Szczególnie
wzruszająco troszczyły się o dzieci, zarówno te duże, jak i małe.
Nasze dzieci były do nich przywiązane jak do kogoś należącego do
rodziny. W pierwszym okresie obawialiśmy się, aby nie próbowały
one pozyskać dzieci dla Jehowy, jednakże tego nie czyniły...”.
Zbrodniarz Höss nazywa owe służące religijnymi fanatyczkami, sami
IBV uważali się tylko za niezłomnych w wierze.
tanisław Zając, świadek Jehowy, były więzień KL Auschwitz i autor
obfitej obozowej poezji, pytany o to, jak udało mu się przeżyć,
uśmiecha się swymi pogodnymi oczami, zanim odpowie:
– Miałem
wynikającą z kanonów wiary pewność siebie, którą zapisałem w
następujących strofach: „Cóż mi człowiek może zrobić? Tylko ciało
może zabić...”.
Bardzo konsekwentna była samopomoc, którą świadczyli sobie
nawzajem badacze Pisma Świętego w więzieniach i obozach
koncentracyjnych. Dzięki temu znaczna część więźniów tego wyznania
przeżyła kacety, a także „marsze śmierci” związane z ewakuacją
obozów koncentracyjnych tuż przed ostateczną klęską nazizmu.
Prof. Christine King, badaczka wojennych losów IBV, napisała: „Im
bardziej byli uciskani, tym mocniej zwierali szeregi, a ich opór
nabierał twardości diamentu”.
Obozy i egzekucje
Historycy ustalili, iż hitlerowskimi prześladowaniami w
najbardziej brutalnych formach dotkniętych zostało w Europie co
najmniej 12,5 tys. badaczy Pisma Świętego. Uwięziono 10,5 tys., w
tym blisko połowę zamknięto w obozach koncentracyjnych. Życia
pozbawiono 1,4 tys., z czego 360 osób zostało straconych przez
nazistowskie służby.
Źródło:
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=reportaz&name=38
http://kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1202582&KAT=1292
Opublikowano na Brooklyn Sp. B.O., listopad 2004