
Strona główna / Bieżący świat Ś.J. / Jak polemizują...
Tematyczny spis wszystkich artykułów
Poniższy
tekst jest próbą refleksji nad pewnymi charakterystycznymi reakcjami, które
Świadkowie Jehowy lub ich zwolennicy przejawiają w dyskusjach z adwersarzami,
kwestionującymi ich przekonania. Będąc zaangażowanym już od paru lat w
publikacje swych tekstów o Świadkach Jehowy na internetowych grupach
dyskusyjnych i na niniejszej stronie www, miałem okazje przyjrzeć się nielicznym
jak dotychczas (niestety) próbom reagowania przez Świadków Jehowy (lub ich
sympatyków) na tę publicystykę. Również dyskutując ze Świadkami Jehowy w
poza-wirtualnej rzeczywistości miałem niejedną okazję przyjrzeć się jak myśli i
reaguje Świadek Jehowy wobec nie uległego mu bezkrytycznie świata, który ma
zginąć w Armagedonie. Niniejszy tekst stara się przechować i opisać te
zachowania, ustosunkowując się do nich zarazem w stonowanej jak sądzę polemice.
Reakcje te pozwalały się ułożyć w pewien powtarzalny schemat systematycznie
występujących zachowań, choć pochodziły od różnych osób związanych ze Świadkami
Jehowy. Zbierając te niestety niezbyt zróżnicowane pod względem intelektualnym
odreagowania opisuję więc w niniejszym tekście „metodologię obronną” jaką
Świadkowie Jehowy stosują wobec ludzi próbujących z nimi polemizować. Co
zaskakujące, „metodologia” ta nie polega na odnoszeniu się przez Świadków Jehowy
punkt po punkcie do konkretnych zarzutów jakie stawia się im, ale polega ona
wręcz na próbie zakwestionowania prawa do postawienia takich zarzutów, lub nawet
na pseudo-etycznym uniemożliwieniu prawa do jakiejkolwiek krytyki Świadków
Jehowy.
Tekst ten oparty jest na moich osobistych doświadczeniach, lub na wieloletniej
obserwacji doświadczeń innych osób, które prowadziły dyskusje ze Świadkami
Jehowy, lub ich sympatykami. Niniejszym, rzecz jasna, to co tu opiszę mogło Ci
się Czytelniku nigdy nie przydarzyć, lub w ogóle nigdy Ci się nie przydarzy, w
odniesieniu do przypadków konkretnych osób z Twego życia. Spotkałem bowiem w
swym życiu jednego, lub dwóch Świadków Jehowy, których indywidualizm nie dałby
się zamknąć w ramy poniżej opisanych zachowań. Każdy człowiek jest przecież
indywidualnością, i nie sposób przewidzieć w sposób komplementarny jego
wszystkich zachowań. Z drugiej strony uważam, że mało prawdopodobne jest to, iż
mając dłuższy czas (jako aktywny i samodzielny dyskutant) do czynienia ze
Świadkami Jehowy nie spotkałeś się nigdy z tego typu zachowaniami jakie tutaj
opiszę (tym bardziej, że starałem się wybrać zachowania najbardziej
charakterystyczne i najczęściej występujące). Nie jest przecież tajemnicą, że
wśród Świadków Jehowy indywidualizm jednostki zaciera się, bowiem owa jednostka
podlega przemianie wewnątrz-psychicznej, będącej w wymiarze społecznym wynikiem
wpływu hermetycznej i zwartej ideologicznie grupy. Proces tej przemiany nie
zmierza w nieokreślonym kierunku, podlega on bowiem pewnemu swoistemu
„organizacyjnemu wzorcowi”, którego ostateczny kształt ujawni się w reakcjach
każdej jednostki, będąc jakby wpisanym w jej psychikę. Z socjologicznego punktu
widzenia ów proces ulegania pewnemu „organizacyjnemu wzorcowi” nie jest niczym
nietypowym, jest bowiem charakterystyczny dla każdej jednostki będącej pod
wpływem jakiejś organizacji, czy nawet ludzkiej społeczności, propagującej w
sposób mniej lub bardziej zamierzony dany system postaw i wartości.
Niniejsze moje rozważania pozwoliłem sobie opatrzyć polemicznym komentarzem, co
może przydać się tym, którzy będą mieli okazje podyskutowania ze Świadkami
Jehowy. Czyniąc to chciałem również ukazać, że opisane przez mnie zachowania i
reakcje Świadków Jehowy są niekonsekwentne, skoro nie są oparte na sprawiedliwej
i rzeczowej analizie rzeczywistości, będąc raczej wynikiem swoistych procesów
indoktrynacyjnych, lub mechanizmów socjotechnicznych. Zatem przystąpmy do
rozważań. Poniżej, w punktach układam kilka najbardziej charakterystycznych moim
zdaniem zachowań i reakcji, na których napotkanie wcześniej czy później zostanie
skazany każdy kto chce prowadzić aktywnie dysputy ze Świadkami Jehowy
Dla
polemizujących ze Świadkami Jehowy prawdziwą udręką jest to, że prawie zawsze
zostają oni uznani za katolików nawet wtedy, gdy w ogóle nimi nie są. Jeśli nie
jesteś katolikiem to nie bądź zaskoczony tym, że już na samym początku dyskusji
zostaniesz przez Świadka Jehowy uznany za katolika. Owo przekonanie Świadka
Jehowy, że jesteś katolikiem, często jest tak silne i irracjonalne, że aż
odruchowo natychmiastowe, i z tego tytułu dochodzi czasem do zabawnych sytuacji
oraz nieporozumień. Bardzo często zdarza się bowiem tak, że Świadek Jehowy w
ogóle nie pyta swego adwersarza o zdanie w kwestii przynależności wyznaniowej
(czy nawet zupełnego jej braku) i już od samego początku dyskusji buduje on
swoją „argumentację” wobec dyskutanta na anty-katolicyzmie. Sytuacja ta jest
męcząca zwłaszcza w przypadku korespondencji elektronicznej (lub zwykłej), gdy
dyskutujący ze Świadkiem Jehowy nie jest katolikiem. Ten ktoś, zanim jeszcze
zdąży wyjaśnić, że katolikiem nie jest, już niemal od samego początku musi się
wbrew swej woli nudzić, przedzierając się przez żale i pretensje do Kościoła
rzymskiego.
Kiedy Świadkom Jehowy zwróci się uwagę na to, że ich sposób zachowania jest w
tym punkcie irracjonalny, to najczęściej tłumaczą się w ten sposób, że w naszym
kraju katolicyzm jest dominującą religią i owo „odgórne przypisanie” komuś
przynależności do tego wyznania nie jest aż tak nieuzasadnione. Owo wyjaśnienie
nie wyczerpuje jednak całej złożoności problemu. Znane są bowiem przypadki, gdy
Świadek Jehowy lub sympatyk Strażnicy dokonuje krytyki Kościoła rzymskiego wobec
osoby o jakiej wie, że nie jest ona katolikiem. Odbywa się to najczęściej na
zasadzie uporczywej komparatystyki i barwnych przeciwstawień na zasadzie
kontrastu: nauki Świadków Jehowy (same zalety) względem nauk Kościoła rzymskiego
(same wady). Przykład taki został opisany przez pewną osobę niewierzącą w
usenecie, na podstawie przypadku z rzeczywistości. Opis ten został dokonany na
news:pl.soc.religia
Czytamy w tym opisie (skrót „sJ” oznacza Świadków Jehowy):
„Mnie tez to denerwuje bo jak rozmawiam ze swoja dziewczyna (sJ) na jakiś temat to co chwile słyszę ze katolicy robią różne rzeczy złe (obchodzą święta, spowiadają się, noszą krzyż itp.) a sJ nie, bo tylko oni prawidłowo interpretują Biblię. Tyle ze ja nie jestem katolikiem i prawdziwość dogmatów Watykanu w kontekście sJ obchodzi mnie tyle co wierzenia plemion w Afryce :)”. (poprawiono ''ogonki'' w tekście)
Takiego zachowania wobec osoby nie będącej katolikiem nie można już wyjaśnić w
sposób racjonalny. Jak się wydaje, zachowanie takie jest już swego rodzaju
patologią wynikającą z przyjętych (w sposób mniej lub bardziej świadomy) wzorców
panujących w społeczności Świadków Jehowy. Można się z nim jednak spotkać bardzo
często w praktyce. Ten sam człowiek konstatuje w tym samym tekście:
„A to ze w normalnych rozmowach czepiają się KRK wynika z tego że właśnie najwięcej argumentów w obronie swojej religii maja 'przeciw' KRK, tzn. udowadnianie fałszywości nauk KRK jest dla sJ dowodem na prawdziwość teoryjek z Brooklynu :)”.
ŹRÓDŁO: (Autor:Kefir
(3kefir@free.polbox.pl) Temat:Re: Dlaczego SJ Grupy
dyskusyjne:pl.soc.religia Data:2001-08-31 14:10:05 PST – zachowano pisownię
oryginalną).
Ostatnie zdanie ''Kefira'' jest bardzo trafne.
Potwierdza to praktyka. Jeden ze Świadków Jehowy na
news:pl.soc.religia , podpisujący się
pseudonimem „Bolek”, odmówił dyskusji na temat Świadków Jehowy właśnie z tego
powodu, że chcący z nim dyskutować Marcin Majchrzak jest ateistą a nie chociażby
katolikiem. ''Bolek'' pisał:
„Albowiem w przypadku Lewandowskiego, on, jako katolik, czyli osoba wierząca w Boga, to ma jeszcze szanse zrozumieć CZEGO BÓG WYMAGA OD CZŁOWIEKA. Stąd też moje usilne starania do wywołania u niego jakiejś refleksji nad sowimi wierzeniami. Wszak można zakładać, iż p. Lewandowski chce służyć Bogu w sposób taki, jaki Bóg tego wymaga. Choć dziś wydaje mu się, iż KK jest religią "Chrystusową", to jednak być może moje argumenty pozwolą mu sie zastanowić, że warto posłuchać rady z Obj. 18:4. Natomiast w przypadku Pana jako ateisty, mój czas byłby wart poświęcenia, gdybyśmy rozmawiali na temat faktu istnienia Boga, konieczności oddawania Mu czci” (dołączono ''ogonki'').
Źródło: Autor:bolek
(slawek66@polbox.com) Temat:Odp: Tak dla przypomnienia..... Grupy
dyskusyjne:pl.soc.religia Data:2000/08/01
http://groups.google.com/groups?selm=nxBh5.3319%24ct3.85170%40news.tpnet.pl
|
Jak wśród każdej społeczności, tak i wśród Świadków Jehowy zdarzają się przypadki niemoralności, o czym donosi ich literatura (kliknij na link: http://www.watchtower.org.pl/w_obronie_wiary-56.phtml i link http://www.watchtower.org.pl/podolski_moralnosc.phtml ). Świadkowie Jehowy nie są też wolni od błędów natury doktrynalnej, co wyraża się w częstych zmianach ich nauk (tzw. „nowe światło”), lub co wyraża się w fałszywych proroctwach, jakich było bardzo wiele w krótkiej historii ich istnienia(kliknij na link: http://www.republika.pl/iszbin/prboga.htm Jak Świadkowie Jehowy się bronią wobec tych przypadków? Różnie, jednak najczęściej występuje opcja polegająca na odwracaniu uwagi na błędy innych ludzi. Świadkowie Jehowy, lub ich sympatycy nie wahają się stwierdzać: |
|
|
|
Po pierwsze, gdy już spotkamy się z taką próbą „usprawiedliwienia” (a spotkamy się bardzo często – patrz choćby wypowiedzi Świadka Jehowy Mirka z news:pl.soc.religia , zamieszczoną na http://warsaw.com.pl/brooklyn/wyborczakom.htm , patrz też wypowiedź sympatyka Świadków Jehowy – ‘jarka’, zamieszczoną na http://www.republika.pl/iszbin/dlebsko.htm ), to warto wpierw Świadków Jehowy spytać, gdzie Nowy Testament zaleca aby usprawiedliwiać błędy chrześcijan w ten sposób. Następnie, aby zauważyć jak prymitywne jest owo „usprawiedliwianie” wystarczy wyobrazić sobie sąd, który uniewinnia jakiegoś winnego na podstawie tego, że ktoś inny zrobił źle, albo gorzej.
|
Dając przykład obrazowy - kogo w miejscami nękanej suszą Afryce cieszy, że w Polsce też nie jest lepiej, bo była powódź? Itd., itp. Tym samym, taka próba „usprawiedliwiania” Świadków Jehowy jest tak naprawdę tylko odwróceniem uwagi od problemu, nie jest zaś jego rozwiązaniem. Skoro religia Świadków Jehowy tak często podkreśla swoją „lepszość” względem innych religii, to dlaczego Świadkowie Jehowy bronią swej religii przy pomocy wskazywania na błędy ludzi innych religii, które są tak chętnie przez ich publikacje potępiane? |
Jeśli
będziesz próbował wykazać wobec Świadka Jehowy na podstawie np. starej (lub
bardziej współczesnej) literatury Towarzystwa Strażnica, że jego religia w
przeszłości skalała się wieloma błędami takiej czy innej natury (patrz linki w
punkcie 2), to najczęściej odpowie Ci on, że tak, to prawda, ale to już
przeszłość i nie ma co do tego wracać, skoro jego religia oczyściła się już z
tych błędów.
Zatem zdaniem Świadków Jehowy niechlubna przeszłość ich religii nie rzutuje na
teraźniejsze postrzeganie ich religii przez Boga. Bóg niejako „puścił w
niepamięć” złe uczynki Świadków Jehowy z przeszłości (wyrazem takiego
przekonania jest Strażnica nr 10 z 1995 roku, która prawie wszystkie swe
stronice poświęciła na omówienie zagadnienia „oczyszczania” przez Jehowę swej
Organizacji z jej błędów przeszłości). Bóg nie ocenia tym samym Świadków Jehowy
po błędach ich religii z przeszłości, liczy się tylko to, co jest teraz. Jeśli
spotkasz się z taką odpowiedzią, to Ty również spytaj się Świadków Jehowy czemu
ich publikacje uważają iż Bóg jest niekonsekwentny i z jednej strony
nieodwołalnie potępił inne wyznania chrześcijańskie za ich błędy z przeszłości
(np. katolicyzm za krwawą inkwizycję i wojny krzyżowe, których to wydarzeń
przecież już dawno na arenie naszych dziejów nie ma – por. Człowiek poszukuje
Boga, Brooklyn 1994, str. 12-13) a co do Świadków Jehowy jest On już pobłażliwy
względem ich błędów z przeszłości.
Bardzo ciekawym zjawiskiem jest często występująca próba odmawiania przez Świadków Jehowy innym ludziom prawa do krytycznego wypowiadania się o nich. Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda całkiem uczciwie i rzetelnie, gdy wmawia się nam, że o Świadkach Jehowy i ich życiu mają prawo wypowiadać się tylko ci, co ich najlepiej znają, czyli oni sami. Postulat taki prezentuje w sposób nieco bardziej subtelny książka Świadków Jehowy pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego (Brooklyn 1995), która pisze na stronie 5 w Słowie wstępnym:
„Inni piszą coś na ich [tzn. Świadków Jehowy – przyp. JL] temat, ale nie zawsze są przy tym bezstronni. Najprawdopodobniej nie znają wszystkich faktów. A przecież nikt nie zna lepiej nowożytnych dziejów Świadków Jehowy niż oni sami”.
Zatem nie ma nic godnego uwagi w tym, że inni wypowiadają się krytycznie o
Świadkach Jehowy, skoro ci „inni” „nie znają wszystkich faktów”. Sprawa wygląda
identycznie dla przeciętnych głosicieli: wypowiadać się o Świadkach Jehowy mają
pełne prawo tylko oni sami.
Takie stawianie sprawy jest jednak niczym więcej, jak tylko niekonsekwencją i
liczeniem na naiwność ludzi do jakich kieruje się taki postulat. Na początek
odwołajmy się znów do analogii sądowniczej: czy ktokolwiek mógłby sobie
wyobrazić jakikolwiek sąd, w którym obrońcą, prokuratorem, ławą przysięgłych i
sędzią głównym zarazem byłby dla samego siebie wciąż tylko sam podejrzany? Nie
trudno domyśleć się jakie wyroki padałyby wciąż w takich sprawach sądowych. Na
tym nie koniec niekonsekwencji. Jeśli będziesz kiedykolwiek przeprowadzał
jakąkolwiek krytykę Towarzystwa Strażnica i spotkasz Świadka Jehowy, który
zakwestionuje Twoje prawo do takiej krytyki z tego powodu, że sam nie jesteś
Świadkiem Jehowy, to spytaj go wtedy na jakiej podstawie on sam wypowiada się
krytycznie o innych wyznaniach, również przecież nie będąc członkiem tych
wyznań. Świadek Jehowy może Ci wtedy odpowiedzieć, że sam był kiedyś członkiem
krytykowanego przez siebie wyznania (np. katolikiem - w realiach polskich jest
to bardzo możliwe) i ma prawo do takiej krytyki. W tej sytuacji możesz się
Świadka Jehowy spytać, dlaczego zatem jego przywódcy religijni, którzy choć
nigdy katolikami nie byli, to mimo to wypowiadali i wypowiadają się jednak
krytycznie o kościele rzymsko katolickim na łamach publikacji Świadków Jehowy.
Np. pierwszy prezes Świadków Jehowy – Russell, był najpierw prezbiterianinem, a
potem kongregacjonalistą i poszukującym (por. Świadkowie Jehowy głosiciele....,
str. 42, 43) ale katolikiem nie był nigdy. Mimo to krytykował katolików w
książkach podpisanych swym nazwiskiem (np. Dokonana tajemnica). Tak samo drugi
prezes Świadków Jehowy - prezes Rutherford, który choć od urodzenia był baptystą
a nie katolikiem (por. Świadkowie Jehowy głosiciele...., str. 67 tabela), to
jednak krytykował katolików w swych książkach (np. w wydanych również po polsku
książkach Rząd, Harfa Boża, Bogactwo, Życie, itd.), a te były czytane przez
Świadków Jehowy (wtedy nazywali się oni Badaczami Pisma świętego).
Również późniejsi prezesi Świadków Jehowy wypowiadający się bardzo krytycznie o
katolicyzmie nie byli katolikami. Prezes Knorr zanim został Świadkiem Jehowy był
u reformowanych (por. Świadkowie Jehowy głosiciele...., str. 91 tabela) a prezes
F. Franz zanim został Świadkiem Jehowy był prezbiterianinem (por. Świadkowie
Jehowy głosiciele...., str. 111 tabela).
Możesz też się zapytać Świadka Jehowy z którym będziesz miał do czynienia w
rozmowie, jakim prawem współcześni Świadkowie Jehowy wydali wyżej już wspomnianą
przez mnie książkę pt. Człowiek poszukuje Boga, w której wypowiadają się w
sposób krytyczny o takich religiach jak Islam, Hinduizm, czy Buddyzm, skoro sami
członkami tych religii nigdy nie byli? Patrz też książkę Świadków Jehowy pt.
Prowadzenie rozmów na podstawie Pism, Brooklyn 1991, str. 21-24.
Jeśli więc Świadek Jehowy zarzuci Ci, że Twoja wypowiedź o nich jest
niewiarygodna bo nigdy nie byłeś jednym z nich, to możesz spytać go, dlaczego w
takim razie Świadkowie Jehowy uznawali książki pisane choćby przez Rutherforda,
który katolikiem nigdy nie był, a mimo to o katolicyzmie wypowiadał się bardzo
obficie i krytycznie w swych książkach.
Jeśli Świadek Jehowy zakwestionuje Twoje prawo do
wypowiadania się o nich i ich religii, to możesz spytać się dlaczego Świadkowie
Jehowy publikują na łamach swych publikacji opinie osób, które jednak
wypowiadają się o religii Świadków Jehowy, samemu nie będąc jednak członkami tej
religii. Czyni to nawet wyżej przez mnie cytowana książka Świadkowie Jehowy
głosiciele...., która choć w wyżej przytaczanym przez mnie cytacie twierdzi, że
Świadkowie Jehowy lepiej niż inni znają prawdę o sobie, to jednak cytuje ona w
temacie swej religii opinie osób nie będących Świadkami Jehowy (por. np.
Świadkowie Jehowy głosiciele...., str. 664, opinia Christine King). Czemu?
Bowiem wyrażają się oni pochlebnie o Świadkach Jehowy – tacy są rzecz jasna
„wygodni” dla Brooklynu.
Jeszcze ciekawszym zjawiskiem jest próba agresywnego odmawiania byłym Świadkom Jehowy prawa do wiarygodnego wypowiadania się o religii Świadków Jehowy. Takich ludzi nazywa się w literaturze Towarzystwa Strażnica pogardliwie „odstępcami”, zabraniając wręcz dawania im posłuchu. Strażnica nr 13 z 1 lipca 1994 roku podaje:
„Nigdy nie interesujmy się słowami ani czynami odstępców” (str. 13, par. 15).
W ten oto bezwzględny sposób zamyka się usta byłym Świadkom Jehowy. Jeśli zatem jakiś Świadek Jehowy na Twe pytanie o to, czemu krytykuje jakiś Kościół, którego członkiem nie jest odpowie Ci, że ma prawo wypowiadać się na temat tego Kościoła, skoro kiedyś był jego członkiem, to spytaj go, dlaczego zatem literatura Towarzystwa Strażnica odmawia byłym Świadkom Jehowy prawa do wypowiedzi na temat ich byłej religii?
Trudno tu o lepszy przykład błędnego koła: Na temat Świadków Jehowy nie mogą wypowiadać się ci, którzy nie są Świadkami Jehowy. Dlaczego? Bo sami nie znają sprawy z pierwszej ręki. A jeśli wypowiadający się znają sprawę z pierwszej ręki, bo sami byli Świadkami Jehowy? To też źle. I tak źle, i tak niedobrze. Mówią nam to wszystko ci, którzy krytykują Kościoły, jakich sami byli kiedyś członkami. Jeśli jednak ktoś chce wypowiedzieć się dobrze o samych Świadkach Jehowy, to wcale nie musi nim być. Trudno o lepszych przykład błędnego koła. Nie przecieraj już oczu ze zdziwienia – to wszystko dzieje się naprawdę. Teraz, w naszych czasach.
Ostatnią
ciekawą cechą jest pewna inna często występująca postawa Świadków Jehowy wobec
krytykujących ich. I tak, z jednej strony Świadkowie Jehowy przychodzący
donaszych domów mówią nam, że nie wystarczy dobrze czynić i być w jakiejś
pobożnej religii. Należy ich zdaniem „wszystko sprawdzać”, i wiedza biblijna
oraz dogłębna wiedza o swej religii jest głównym kryterium rozstrzygającym o jej
prawdziwości, a nie pobożne owoce danej religii (por. książkę Świadków Jehowy
pt. Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi, Brooklyn 1989 1990, str.
30-31).
Jedna z książek Świadków Jehowy podaje:
„Musimy zbadać nie tylko to, w co sami wierzymy, lecz także to, czego naucza wyznanie, do którego należymy. Czy jego nauki są całkowicie zgodne ze Słowem Bożym, czy też są oparte na tradycjach ludzkich? Jeśli miłujemy prawdę, to nie będziemy się obawiać takiego sprawdzenia” (Prawda, która prowadzi do życia wiecznego, Brooklyn [b.r.w.], str. 14).
Taki pogląd skrupulatnego sprawdzania Świadkowie Jehowy reprezentują głównie wobec katolicyzmu jaki uwielbiają krytykować. Jeśli jednak zaproponuje im się badanie pełnej problemów historii Świadków Jehowy, to wtedy Świadkowie Jehowy bardzo często wycofują się (sprawdź to sam) i zaczynają przyjmować wyżej krytykowany przez siebie pogląd, że przecież nie można aż tak wnikać w szczegóły, bo religia Świadków Jehowy jest pełna dobrze czyniących ludzi i po tym należy ją głównie oceniać (!), a nie się „czepiać” doktryny.
Jak widać z
praktyki, Świadkowie Jehowy stosują wobec swoich adwersarzy dość wyrafinowane
metody socjotechniczne, mające na celu unikanie odpowiedzialności za błędy swej
religii. W tekście zebrałem zachowania najbardziej charakterystyczne dla
Świadków Jehowy postawionych przed problemem obrony swej religii, są to
zachowania z jakimi spotykałem się najczęściej. Powyższa lista wymienionych
przez mnie i opisanych zachowań nie jest zatem wyczerpująca i można by tę
„wyliczankę” w zasadzie kontynuować, podejmując rozwijanie tego tematu względem
innych sytuacji życiowych.
Warto też nadmienić, że również sympatycy Świadków Jehowy (tzw.
„zainteresowani”) reagują w identyczny sposób na próbę polemiki z Towarzystwem
Strażnica – w kwestii jehowickiej apologetyki nie ma zatem między Świadkiem
Jehowy, a osobą zainteresowaną żadnej istotnej różnicy. Zdumiony zadziwiającą
częstością występowania i powtarzalnością opisanych przeze mnie wyżej zachowań
doszedłem do wniosku, że ta nieprzypadkowość dowodzi tego, iż te sposoby
postępowania są inspirowane przez pewien system, będący integralną częścią
wewnątrz-organizacyjnej propagandy Towarzystwa Strażnica. Trudno bowiem inaczej
wyjaśnić tak rzucającą się w oczy powtarzalność omówionych zachowań, a sam fakt
wewnętrznie sprzecznego i skrajnie niekonsekwentnego charakteru tych reakcji
doprowadza do wniosku, że nie powstają one w umysłach zarażonych mentalnością
Strażnicy na drodze logicznej analizy rzeczywistości. Same w sobie posiadają
bowiem naturę socjotechniczną, a nikt przecież nie powiedział, że socjotechnika
ma być logiczna. Socjotechnika ma oddziaływać na sferę emocjonalną człowieka, ta
sfera jest bowiem o wiele bardziej podatna na wpływy i najbardziej bezpośrednio
oddziałuje na ośrodki decyzyjne u większości współczesnych ludzi. Pamiętać wobec
tego należy, że gdy już staniemy w obliczu opisanych wyżej zachowań, to nie
powinniśmy reagować zbyt gwałtownie na fakt oczywistej nielogiczności takich
zachowań. Osoby przejmujące taki typ zachowań mogą bowiem robić to mniej niż
bardziej świadomie.